_________
-Strasznie mi głupio. Mówi po raz kolejny, kiedy jesteśmy już w taxi. Staram się nie ukrywać żadnych uczuć, ale również panuje nad wszystkimi emocjami, które powinny teraz mną kierować.
-W porządku. Odpieram ponownie, chce żeby mi wreszcie zaufał. Ciągle trzyma mnie na dystans. Jest nieszczery, ale do tego przywykłam od kiedy tylko go poznałam. -Jest mi tylko przykro. Dodaję odwzajemniając jego uścisk dłoni.
-Nie zwykłem do chwalenia się ojcostwem. Uśmiecha się delikatnie i jest mu wyraźnie lżej. -Właściwie, to nie jestem żadnych tatusiem. Wyjaśnia wykonując drętwe zgięcia wskazującego i środkowego palca lewej dłoni.
-Boisz się tego? Pytam marszcząc lekko czoło. Chyba trafiłam w sedno, bo Harry bierze szarpany i dość głęboki wdech. -To nic złego się bać. Próbuję go przekonać do tej rozmowy. To trudne dla niego, tak samo jak dla mnie. -Ja ciągle się boje. Śmieje się sama z siebie, bo przyznałam to na głos. Oboje o tym doskonale wiemy, tylko żadne z nas nie powiedziało tego na głos.
-Helen ma taki sam strach w oczach jak Ty. Mówi spoglądając na mnie z niepokojem. -Boje się jej nawet dotknąć. Wzrusza zrezygnowany ramionami. Trzymam się jego przedramienia i przytulam lekko twarz do jego marynarki. Bardzo lubię go słuchać, zwłaszcza jak jest tak szczery i otwarty.
-Mnie dotykasz. Wtrącam próbując go lekko rozluźnić.
-Nie masz pojęcia jak się tego boje. Zaskakuje mnie powagą i delikatnością tych słów. -Tylko Ty mi ufasz. Stwierdza śmiało. Skąd posiada taką pewność? Kiedy dałam mu to do zrozumienia? I skoro tak jest, to gdzie jego zaufanie w zamian ? -Ona jest bardzo mała i praktycznie mnie nie zna. Poprawia swoje włosy, a ja przyglądam mu się w ciszy.
-Zabierzmy ją gdzieś na weekend. Wykrzywiam lekko usta, bo nie powiedziałam, tego tak jak powinnam. -To znaczy, Ty ją zabierz. Poprawiam się lekko speszona. -Spędźcie razem czas.
-Dlaczego się poprawiłaś? Uśmiecha się. Widocznie nadal bawi go to, jak szybko czuję się głupio, bądź jak jestem zawstydzona.
-Bo to było głupie, to twoje dziecko. Odchrząkam lekko. -Wypaliłam głupotę.
-To miłe. Stwierdza ponownie łapiąc moją dłoń. -Czułbym się pewniej, gdybyś mi towarzyszyła.
-Czyli jednak chciałbyś spróbować, jak to jest być tatą. Stwierdzam.
-Nie jestem pewien. Ponownie wzrusza ramionami. Cholera, jak dziecko! -Wiesz, Helen ma już cztery latka, ale nagłe wpadnięcie w jej życie, będzie złym pomysłem.
-Nigdy w życiu, nie jest na nic za późno. Rzucam cytatem, ostatnio przeczytałam coś podobnego w jednej z książek, które Harry trzyma pod łóżkiem.
-Oczytana. Uśmiecha się składając na mojej głowie delikatny pocałunek. -Musze to przemyśleć. Stwierdza.
-Jak to się stało? Pytam, bo jestem ciekawa, każdy chciałby wiedzieć, kim jest matka, jak się poznali, dlaczego nie są razem. -Dlaczego nie jesteście razem?
-Kylie była moją pierwszą dziewczyną. Przyznaję, co wprawia mnie w uznanie. Czyli, że Harry nie łamał serc w wieku 13 lat. -Poznaliśmy się w dość nietypowy sposób.
-Proszę się tutaj zatrzymać. Rzucam do kierowcy wpadając Stylesowi w słowo. Chłopak jest zdezorientowany, do naszego hotelu jeszcze kilka przecznic. -Przejdziemy się. Uśmiecham się stawiając go przed faktem dokonanym. Widzę jak niechętnie wyjmuje pieniądze i wręcza je starszemu panu, z uroczą siwizną na głowie, po czym z jeszcze większym lenistwem wysiada z auta by dotrzymać mi kroku.
-Nie będę się rozwijał na jej temat. Stwierdza z grymasem na twarzy. Gryzie go ten temat. -Zostawiła mnie. Kończy myśl i patrzy na swoje stopy, które wykonują wolne ruchy, chyba idziemy zbyt powoli, bo Harry zaczyna się frustrować. Przyśpieszam wręcz delikatnie tępo, aby uniknąć niepożądanego milczenia, które zawsze jest skutkiem takich wypraw.
-Sprzedawałeś jej narkotyki? Pytam stąpając właśnie po kruchym lądzie. Trzymam się jego ręki i czuję jakbym wywołała w nim ogromną burzę. -Chce wiedzieć. Szepczę zatrzymują go przy mnie. Trzymam się bardzo blisko jego ciała, by sięgać jego ucha. Całuje go czule przy samej kości policzkowej. Harry jest oschły jak nigdy dotąd. Chwilowo brak w nim reakcji na cokolwiek. -Zaufaj mi wreszcie. Dodaję z żalem. Mam do niego żal. Być może zawiniłam, mój strach nie pozwala mu ufać. On nie chce ufać innym, ale przecież kiedyś komuś musi zaufać. To paranoja. -Powiedziałeś, że mnie kochasz. Przypominam mu i czuję rozrywający mnie ból. Sama nie wiem kiedy kłamie, kiedy działa tylko impulsywnie, a kiedy jest szczery, bo zbyt rzadko mówi o swoich uczuciach. Ten mężczyzna kieruje się w życiu chyba amoralizmem.
-Ufam Ci. Podnosi wszystkie opadłe emocje i przytula mnie wreszcie do siebie. Ściska mnie w maniakalnie silny sposób. -Tylko ciągle się boisz. Dodaje dając mi więcej swobody. Patrzę w jego ciemnawe oczy. Są przykrym widokiem. -Tak samo jak boi się Helen, tak samo jak bała się Kylie. Mowi szybko i z zaciśniętym gardłem. Zupełnie jakby ktoś zawiązywał na jego szyi coraz mocniej grubą linę. -Tylko Ana nigdy nie miała w oczach tyle przerażenia. Teraz jego żal widać. I nawet głupiec by to spostrzegł. Ślepy by mógł się domyśleć, że Harry Styles własnie uronił łzy. Do cholery, dlaczego nie może wiązać tyle emocji ze mną, chociaż połowę tego, co wiąże z Aną. Jej już nie ma, a ja jestem nadal, nadal się staram. -Mam wrażenie, że coś ze mną nie tak. Stwierdza z lekkim rozbawieniem na twarzy. Uff, jednak nie jest zdesperowany.
-Z grzeczności nie zaprzeczę. Wykrzywiam się i wtrącam w to nutę żartu.
-Boisz się mnie, czy..
-Boje się wszystkiego, co ukrywasz. Nie pozwalam mu dokończyć jego pytania, to nie strach do jego osoby. Albowiem trzeba by głupcem, gdyby On był złym człowiekiem, wiedziałabym o tym, to po prostu błędne wybory, których kiedyś dokonał. -Może na początku wydawałeś się zagrożeniem, ale jesteś taakim malutkim złem. Przyjmuję marę między palcami, która jest śmieszna w swej wielkości. Widzę jego rozbawienie i jestem usatysfakcjonowana. -Chciałabym, żebyś zaczął mówić o przeszłości. Oświadczam mu stąpając po krawężniku, czasami zachowuje się jak dziecko, ale lubię widzieć jego uśmiecha w takich sytuacjach. Jego dłoń trzyma moją teraz pewniej, zapewnia mi ratunek, gdybym miała w planach niesfornie zlecieć w mojego wybiegu. -Wiesz, cały czas mam wrażenie, że mi nie ufasz, zupełni jakbym dała Ci do tego powód. Ciągnę moją myśl, kiedy on w uśmiechem obserwuje mnie i słucha. -Gdybym nie zapytała, nie powiedziałbyś mi o Helen, prawda? Dostawiam krok w lewo i idę pewnie po betonowym chodniku.
-Raczej nie. Zanim to przyznał wziął setny już podczas tej rozmowy wdech. -Kocham ją, ale nie potrafię się nią zajmować. Wsuwa dłoń w kieszeń spodni. -Boje się, że zorbie jej krzywdę czy coś. Drapie się lekko po policzku. Lubię obserwować jego zachowania podczas gdy coś mówi. Zawsze gdy się krepuje to sie drapie, kiedy jest mu przykro bądź głupio drapię się po nosie. Chyba znam już kilka tych odruchów na pamięć. Kiedy się zawstydza zaciska wargi, a jego policzki są takie wydęte i wygląda to komicznie. Przypomina mi wtedy chomika.
-Jest już całkiem duża. Przestaje na niego patrzeć, bo to trudne przekonywać go do czegoś, czego sama nie jestem pewna. -Śmiało mógłbyś od czasu do czasu się nią zająć. Rzucam na niego szybkie spojrzenie, by wrócić do patrzenia na swoje kroki. Przecież uwielbiam się potykać. -Nie masz nic do stracenia. Przymykam lekko oko i patrzę na niego. Niestety słońce nie pozwala mi na pełna uwagę na jego twarzy.
-Chyba zależy Ci na tym bardziej, niż mnie.
-Wolałem jak dużo mówiłaś, niż jak milczysz. Harry odzywa się ponownie, bo w połowie naszego spaceru postanowiłam zamilknąć. -Przemyśle to wszystko. Zapewnia mnie próbując przekonać do rozmowy.
-Dobrze. Odpieram z niewymierną ulgą. -Jestem głodna. Spoglądam na niego, bo nie chciałabym żebyśmy ponownie zaczęli milczeć.
-Wytrzymasz jeszcze trochę? Uśmiecha się oplatając mnie ramieniem u dołu pleców.
-Zależy.
-Teraz wrócimy do pokoju. Wyjaśnia, boje się tylko, że teraz naszła go ochota na seks. To bardzo prawdopodobne. Ciężkie chwile trzeba przełamać i tak właśnie działa to u Harry'ego. -Przebierzesz się.
-Dlaczego mam się przebierać? Zaczynam powątpiewać.
-Umówiłem się na tenis. Oznajmia. Szkoda tylko, że nie zapytał czy mam ochotę iść i na to patrzeć. -Nie rób min. Mówi chłodno. Nawet na mnie nie spojrzał. -Zajmie mi to godzinkę, później pójdziemy na kolację.
-Zostanę w pokoju. Nie jestem zobowiązana nigdzie iść. Jeśli mam się nudzić na jakimś korcie, to wole nudzić się w ciepłym pokoju. -Zamówię coś z restauracji. Przeciągam przesadnie delikatnym tonem. Liczyłam, ze poświęci mi więcej uwagi. -I spędzę wspaniały, romantyczny wieczór, tylko ja, łóżko, telewizor i kawałek pizzy z pepperoni. Kończę składając mu w ten sposób zażalenie. -Będzie cudownie.
-Proszę Cię, żebyś ze mną poszła. Nie przystaje na swoim tonie. Zachowuje się jak mój ojciec.
-Nie pytałeś nawet czy chce. Wybucham pretensjonalnie.
-Madison, pójdziemy tam, a później zabiorę Cię na kolację.
-Nie jestem dzieckiem, poradzę sobie bez Ciebie.
-Ale tak się zachowujesz. Patrzy na mnie swoim chłodnym spojrzeniem, jego klatka piersiowa unosi się nieco szybciej, jest zdenerwowany. -W czym tkwi problem?
-W tym, że mówisz co mam robić. Przeplatam ręce i spieram je na brzuchu w tym samym czasie nerwowo opierając się o jedna ze ścian windy. -Nie patrz się tak na mnie. Próbuje utrzymać mój wściekły wyraz twarzy, kiedy jego spojrzenie wręcz zmusza mnie do śmiechu. Jego metoda zawsze działa. -Nie rób tego, jestem na Ciebie zła. Uśmiecha się coraz szczerzej sprawdzając moją wytrwałość. -Harry!
-Proszę Cię, to nie jest rozkaz. Wyjaśnia, kiedy wyraźnie rozbawiły go moje pretensję. -Nie proszę Cie o Bóg wie co. Dla niego to kolejny absurd, że się denerwuję. -Wcale nie chcesz siedzieć sama w pokoju.
-Skąd wiesz czego chce? Nadal twardo utrzymuje ton i złość. Jednak Harry robi głupkowaty i ciekawski wyraz twarzy. Jego brew jest uniesiona wysoko a usta wykrzywione w niezgrabny uśmiech. Niestety moje zapory zostają zburzone, to trudne nie uśmiechać się na wskutek jego min i spojrzenia. -To musi być bardzo dobra restauracja. Unosze palca wskazującego i mówię o swoich żądaniach w zamian.
-Najlepsza. Uśmiecha się łobuzersko. Nadal wygląda jak chłopiec nie jak mężczyzna.
-Muszę oddzwonić do Jonathana. Odsuwam się od jego bliskości wychodząc z windy, kiedy jesteśmy już na oczekiwanym piętrze.
-Po co? chyba nie chcesz go zabrać? Harry wydaje się być zaniepokojony.
-Mam wrażenie, że nie przypadł Ci do gustu? Uśmiecham się demolując jego powagę.
-Jest okey. Odpowiada wymijająco wchodząc za mną do pokoju.
-Ale? Zawsze przecież jest jakieś ale, dlaczego loczek ugryzł się tym razem w język?
-Ale spędzacie zbyt dużo czasu razem. Zajmuje mi łazienkę zupełnie bez słowa. Mógłby się chociaż zapytać, czy nie potrzebuję do niej wejść. -Po prostu się martwię. Stwierdza stając przed lustrem. Przyglądam mu się spierając się o drewnianą futrynę. Zdejmuje swoja marynarkę i ściskając ją w dłoni patrzy na mnie pytająco. Wystawiam więc rękę w celu chwycenia jej. Czasem nie potrzebujemy słów, aby się dogadać.
-Może przypadkiem jesteś zazdrosny? Oczekuję potwierdzenia, to podniecające, że Harry staje się zazdrosny. Wracam do łazienki by stawić mu czoła. Jest rozweselony. Uśmiecha się do lustra perfumując się po szyi. Podchodzę by stanąć obok. Przecieram odbity tusz z powieki. -Huh? Widzę, że właśnie się krepuje. Ale nie przestaje też emitować pozytywną energią.
-A powinienem? Przygląda mi się unosząc wyżej brodę, stara się teraz i wychodzi mu to, wygląda niepokojąco seksownie. Niepokojąco, ponieważ takie zachowanie nie wróży nic, co jest teraz odpowiednie.
-W studiu fotograficznym zostajemy czasem tylko we dwoje. Widzę jak działają na niego słowa. Gdyby ktoś wetknął mu teraz termometr do tyłka, zapewne zauważyłby ogromny wzrost temperatury. O ciśnieniu już nie wspomnę.
-Wygląda mi na geja. Szepcze przytrzymując mnie za włosy przy swoich ustach. Pieści głosem moje ucho i przygląda się temu w lustrze. -Wiedziałbym gdyby ktoś inny był tam, gdzie bywam ja. Przygryza lekko moje ucho a ja staram się nie pozwolić mojemu pożądaniu wyjść na wierzch.
-Być może źle sprawdzałeś. Droczę się z nim nadal pozostając pod coraz większym naciskiem jego ciała. Z nieopanowanym jękiem Harry dociska i prawie kładzie na marmurowym blacie. Jego kroczę mocno przyciśnięte jest do mojej pupy, którą ustawił sobie w idealny dla niego sposób. Cholera. Milknę ponownie, czując jak jego dłonie gładzą moja oba pośladki. Obserwuje go bacznie w lustrze. Jest podjarany. Powoli doprowadza mnie do tego samego.
-Potrafi chociaż zrobić Ci dobrze? Unosi brew i pyta z syczącym wydechem, jego usta delikatnie się rozchylają co moment, kiedy nie przestaje mnie dotykać. -Robiliście to przed obiektywem? Dopytuje o coś, co nigdy nie miało miejsca. -Czułaś coś takiego? Przyciska swoje twarde kroczę do mojej wypiętej pupy tak mocno, jak tylko może. Jezu co on ze mną robi. Czuję jak przyjemne dreszcze przechodzą rzez moje ciało. By po chwili wydać z siebie głośniejszy i równie niekontrolowany okrzyk, kiedy jego dłoń składa mi siarczyste uderzenie na pośladku. Podciąga mnie do siebie, aby mnie wyprostować. Trzymając dłoń na moim gardle zaczyna pieścić moją szyję i robi to specjalnie, tak abym wszytko obserwowała w lustrze. -Podnieca Ci On?
-Bardziej niż Ty. Nie przestaje twardo próbuję działać mu na nerwy. Przez co ten staje się jeszcze bardziej surowy. To całkowicie wyuzdane, ale czuję jakbym się rozpływała. -Robi to mocniej, szybciej. Kontynuuję nie poddając się tak szybko jego grze.
-Zdejmiemy to. Nakazuje rozsuwając zamek od mojej aksamitnie kawowej bluzki. Harry bez większej pomocy uporał się z rozebraniem mnie, przynajmniej z górnej części garderoby. -Teraz spodnie. Wyszeptuje szorstko przy mojej skórze. Napiera na mnie całym swoim ciałem i oboje spoglądamy na siebie w lustrze. Jego dłonie delikatnie a za razem nienagannie rozpinają moje spodnie. -Zdejmij je. Mówi puszczając mnie. Chyba działam pod tym napięciem seksualnym, jakie wytworzył. Poruszam biodrami czemu On się przygląda z rozpłomienionym spojrzeniem, pochylam się lekko by zsunąć je do końca, na co pozwala mi kolejnym krokiem w tył. Nie pozwala mi się podnieść dosłownie zmuszając mnie do klęczenia. Odwracam się do niego przodem, wiem czego chce. Unoszę twarz, by na niego spojrzeć, jest nadal cały ubrany. Chwyta dłonią mój podbródek i kciukiem rozchyla moje drżące wargi. -Tutaj chyba nikogo nie było? Uśmiecha się czując się pewnie, ja nigdy dotąd. Jeśli do tej pory oboje tego unikaliśmy, to teraz oboje bardzo chcemy zrobić temu arogantowi dobrze. Nie czekam na więcej jego słów. Rozpinam zachłannie jego spodnie, by opadły do jego kolan. -Powoli. Mówi zanim zrobię to samo z jego slipkami. Porusza się pozbywając się absolutnie swoich spodni. Zsuwam powolnym ruchem jego majtki, naciągając gumkę z banalnym napisem Calvin Klein odsłaniam coraz więcej jego zarostu. Nie jest przerażająco duży, przynajmniej nie czuję żadnej odrazy. Jego napięty członek już czeka, abym uwolniła go spod tej tkaniny.
-Nie jestem pewna, ale ma chyba twardszego. Powiększam w nim uczucie zazdrości i tym samym pożądania. Nie owijam więcej w bawełnę i powolnym ruchem otulam jego penisa ustami, chyba nawet nie boję się sprawdzić, czy jestem w stanie zmieścić go w buzi. Wycofuję swój ruch nie chcąc palnąć ogromnej gafy, kiedy pojmę jego zbyt dużą długość. Owijam język wokół jego główki, w rezultacie brunet wypycha biodra w moim kierunku. Przygląda się moim ruchom a jego zadowolenie wybrzmiewa bardzo cicho i skromnie. Wspierając się na jego napiętych udach ponownie chowam jego przyrodzenie w moich ustach. Coraz bardziej pogłębiająca się otchłań erotyczna, pożądanie, zazdrość, intryga. Tylko to nas łączy naprawdę. Wykonując kilkanaście płynnych ruchów wiem, że wystarczy.
-Chyba nie chce Cię teraz całować. Uśmiecha się sadzając mnie przed sobą na ziemnym blacie. Rozpaczliwym spojrzeniem błądzę za jego spokojnymi i ciepłymi oczyma. -Niech stracę. Przytyka powoli swoje usta do moich, teraz zupełnie inaczej, zero pożądania, jakby uczucie. Przyznajmy się wreszcie do niego. Niech będzie w każdej grzej, rozmowie. -Boisz się. Odrywa się lekko od moich warg, a ja nie otwieram mocno zaciśniętych powiek. Ma racje. Nigdy nie wyzbędę się tego uczucia do końca. -Znowu. Nie zostawia mnie jednak samej i nadal czule wtapia nasze usta w ciepły i wolny pocałunek. Oplatam go nogami, kiedy czuję, że jest wystarczająco blisko. Trzymam się go mocno, by poczuć, że chce. Chce mnie nie tylko tego, co mogę mu dać. Obejmuje mnie mocniej i przyciska do swojej klatki piersiowej by oderwać mnie od wypolerowanego blatu. Milczę kiedy powoli i niezgrabnie przenosi mnie do sypialni. Kładzie mnie na materacu nadal pozostając bardzo blisko. -Uśmiechnij się do mnie. Przygląda mi się uważnie poprawiając moje włosy. -Jeszcze raz. Prosi ponownie, po czym spija swoimi ustami mój uśmiech. Obsuwając się lekko z łóżka całuje mój brzuch, spinam mięśnie pod wpływem jego ciepłych ust, zwłaszcza gdy dobiera co pępka. Przejeżdża przez jego zagłębienie językiem. Jego usta idą w parze z nosem, który zaraz za nimi kreśli tę sama ścieżkę. Dociera do podbrzusza a ja chłonę urywkowy oddech przez rozwarte usta. Coraz mocniej odczuwam to jak działa na moje strefy erogenne. Składa pocałunki również na mojej bieliźnie, to okrutne dla mojej wyobraźni. Zamykam oczy, bo czuję jak zaczynam się roztapiać. Wracając lekko do góry przejeżdża tylko po bieliźnie nosem, by zacząć zdejmować niewiele kryjące figi. -Tatuś wrócił. Uśmiecha się kiedy poruszam nogami zaciskając je mocno ze sobą kiedy powoli obsuwa delikatny materiał po moich udach. Wydaje mi się jakby robił to niesamowicie szybko, kiedy całkowicie pozbywa się z mojego ciała jakiegokolwiek zakrycia. To tak jakby grał piękną symfonię kiedy opuszkami palców przesuwa się po mojej skórze ku biodrom. Dotyka jednej z wystających kości kreśląc na niej kółko, przygląda się moim reakcja.
-Łaskoczesz. Zaczynam się śmiać nie mogąc zapanować nad działaniem takich bodźców. Mój oddech juz od dawna jest nieodpowiedni.
-Teraz też. Patrzy raz na mnie, raz na swoje palce kiedy jeździ nimi delikatnie jak piórkiem po mojej kobiecości. Nie odpowiadam zaciskając w dłoniach seledynową narzutę, która jest pod nami. Zwalnia swoje ruchy tak zupełnie w miejscu poddając mnie swym małym torturą. Jak długo jeszcze będę na niego czekać? -Jesteś strasznie mokra. Przyznaje spoglądając na mnie, a ja czuję jak moje policzki wręcz piękną z zawstydzenia. Wsuwa płynnie swoje dwa palce we mnie, tym samym nie zapewniając mi do końca tego samego, co pełna penetracją, we właściwy sposób. Wyciąga jedną dłoń w przód i ściska moją pierś. Wydobywa ze mnie kilka ciężkich oddechów i tłumionych jęków. Bawi się mną za pomocą zaledwie dwóch palców, za ich pomocą robi ze mnie nieporadną ofiarę, ponieważ nie potrafię nic teraz zrobić. Jest mi nieopisanie dobrze. Zsuwa swoją dłoń po mojej rozgrzanej górze i poprawia moją nogę zginając ją jeszcze bardziej. Pochyla się i czuję jak ponownie rozpala mnie pocałunkiem, tuż pod pępkiem, niżej, niżej i dociera prawie na równie ze swoimi palcami. I znowu wsuwa i wysuwa praz po raz swoje palce tym samym pieszcząc mnie lekko językiem. Rozkoszuję się tym doznaniem spierając się na łokciach. Chce go teraz widzieć, tak jak on widział mnie, kiedy to ja próbowałam rozprawić się z jego strefą intymną.
-Harry. Chwytam jego dłoń prosząc aby przestał, wystarczy pieszczot, chce seksu. Przejdźmy wreszcie do sedna sprawy. -Harry.
-Źle? Udaje speszonego, wiem, że robi to po złości. -Jonathan potrafi lepiej? Pyta brutalnym ruchem wbijając we mnie kolejny palec. Sprawia mu to przyjemność, czy poważnie jest wściekły?
-Wystarczy. Podnoszę się nie pozwalając mu na więcej takich zachowań. Przychylam się tak blisko jak tylko mogę by go pocałować. W ten sposób spróbowałam samej siebie, to dziwne uczucie całować teraz jego usta. Ciekawe jak czuł się, kiedy to ja odwaliłam robotę a On całował mnie. -Chce Ciebie. Rzucam przygryzając jego dolną wargę, zawsze sprawiało mu to przyjemność. -Nie jego. Staram się sprawić, że jego mniej bądź więcej udawana zazdrość pójdzie w odstawkę.
-Zawsze? Mogę się pożegnać z dyskomfortem jaki towarzyszył mi, kiedy Harry nadal pozostawił swoje palce w bezruchu we mnie. Odczuwane tarcie jest przyjemne w porównaniu do tej zastygniętej obecności.
-Zawsze. Odpieram z chwiejnym oddechem. -Nigdy nikogo tak nie pragnęłam. Być może wynika to z mojego niewielkiego doświadczenia, byłam w zaledwie jednym poważnym związku, a seks uprawiałam tylko raz zanim poznałam Harry'ego. Wywrócił mi wszytko do góry nogami i jest tutaj nadal. O dziwo. Podnosi się i popycha mnie swoim ciałem przez co ponownie opadam na miękką narzutę. Próbuje odnaleźć jego rozgrzane dłonie, by po oczekiwanym momencie, trzymać je obie splecione w moimi. Wspina się nade mną, sięga ustami mojego czoła, skroni, czubka nosa i ust. Uśmiecha się przez to, zupełnie jakby coś zaczynało go bawić. Znowu!
-Jesteś strasznie zimna jak na tą sytuację. Stwierdza podkreślając pretensjonalność. Fakt, jest mi okropnie gorąco, ale moje dłonie są zimne. -Może jesteś wampirem? Śmieje się oblizując mój obojczyk, kiedy powoli zbliża się do moich piersi. Chwyta lewą w dłoń i zbiera całą tak, aby była dla niego idealnie dostępna, po czym delikatnie przygryza brodawkę. Ciężko przy nim być cicho, jednak opanowuje to, z jaką potęgą mogłabym reagować. To krępujące, że ktoś mógłby nas usłyszeć. Robi to ponownie, przygryza i otula językiem. To jak rytuał, w którego rytm zaczyna bić moje serce. -Jeszcze raz? Przygląda mi się z dołu teraz robiąc to samo z druga piersią.
-O Boże. Czuję jak moje struny głosowe poruszają się przez intensywność tego przyjemnego bólu.
-Ciii. Harry jest w komicznym nastroju, miesza to z namiętnością i pożądaniem, które jest jak diamenty w jego jasnych tęczówkach. -Myślisz, że wystarczy? Pyta jakby liczył, że jestem w stanie mu odpowiedzieć. Nie w takim błogim stanie. Zostawia moje czułe na jego igraszki sutki i przygryza delikatnie skórę na moich żebrach.
-Jesteś głodny, czy jak? Rozbawia mnie jego gra wstępna, ile można mnie gryźć? Harry wybucha w efekcie śmiechem chowając twarz w swoje ramie.
-Przy Tobie zawsze. Opiera łokcie na wysokości mojej szyi i ponownie zagłębia się w moim spojrzeniu kiedy odgarnia moje włosy. Wygląda jakby w coś nie dowierzał. -Kochasz mnie? Oszałamia mnie pytaniem i nie przestaje patrzeć na mnie ze skromnym uśmiechem. -Chcesz to usłyszeć, a nigdy nie powiedziałaś. Szepcze.
-W porządku. Odpieram ponownie, chce żeby mi wreszcie zaufał. Ciągle trzyma mnie na dystans. Jest nieszczery, ale do tego przywykłam od kiedy tylko go poznałam. -Jest mi tylko przykro. Dodaję odwzajemniając jego uścisk dłoni.
-Nie zwykłem do chwalenia się ojcostwem. Uśmiecha się delikatnie i jest mu wyraźnie lżej. -Właściwie, to nie jestem żadnych tatusiem. Wyjaśnia wykonując drętwe zgięcia wskazującego i środkowego palca lewej dłoni.
-Boisz się tego? Pytam marszcząc lekko czoło. Chyba trafiłam w sedno, bo Harry bierze szarpany i dość głęboki wdech. -To nic złego się bać. Próbuję go przekonać do tej rozmowy. To trudne dla niego, tak samo jak dla mnie. -Ja ciągle się boje. Śmieje się sama z siebie, bo przyznałam to na głos. Oboje o tym doskonale wiemy, tylko żadne z nas nie powiedziało tego na głos.
-Helen ma taki sam strach w oczach jak Ty. Mówi spoglądając na mnie z niepokojem. -Boje się jej nawet dotknąć. Wzrusza zrezygnowany ramionami. Trzymam się jego przedramienia i przytulam lekko twarz do jego marynarki. Bardzo lubię go słuchać, zwłaszcza jak jest tak szczery i otwarty.
-Mnie dotykasz. Wtrącam próbując go lekko rozluźnić.
-Nie masz pojęcia jak się tego boje. Zaskakuje mnie powagą i delikatnością tych słów. -Tylko Ty mi ufasz. Stwierdza śmiało. Skąd posiada taką pewność? Kiedy dałam mu to do zrozumienia? I skoro tak jest, to gdzie jego zaufanie w zamian ? -Ona jest bardzo mała i praktycznie mnie nie zna. Poprawia swoje włosy, a ja przyglądam mu się w ciszy.
-Zabierzmy ją gdzieś na weekend. Wykrzywiam lekko usta, bo nie powiedziałam, tego tak jak powinnam. -To znaczy, Ty ją zabierz. Poprawiam się lekko speszona. -Spędźcie razem czas.
-Dlaczego się poprawiłaś? Uśmiecha się. Widocznie nadal bawi go to, jak szybko czuję się głupio, bądź jak jestem zawstydzona.
-Bo to było głupie, to twoje dziecko. Odchrząkam lekko. -Wypaliłam głupotę.
-To miłe. Stwierdza ponownie łapiąc moją dłoń. -Czułbym się pewniej, gdybyś mi towarzyszyła.
-Czyli jednak chciałbyś spróbować, jak to jest być tatą. Stwierdzam.
-Nie jestem pewien. Ponownie wzrusza ramionami. Cholera, jak dziecko! -Wiesz, Helen ma już cztery latka, ale nagłe wpadnięcie w jej życie, będzie złym pomysłem.
-Nigdy w życiu, nie jest na nic za późno. Rzucam cytatem, ostatnio przeczytałam coś podobnego w jednej z książek, które Harry trzyma pod łóżkiem.
-Oczytana. Uśmiecha się składając na mojej głowie delikatny pocałunek. -Musze to przemyśleć. Stwierdza.
-Jak to się stało? Pytam, bo jestem ciekawa, każdy chciałby wiedzieć, kim jest matka, jak się poznali, dlaczego nie są razem. -Dlaczego nie jesteście razem?
-Kylie była moją pierwszą dziewczyną. Przyznaję, co wprawia mnie w uznanie. Czyli, że Harry nie łamał serc w wieku 13 lat. -Poznaliśmy się w dość nietypowy sposób.
-Proszę się tutaj zatrzymać. Rzucam do kierowcy wpadając Stylesowi w słowo. Chłopak jest zdezorientowany, do naszego hotelu jeszcze kilka przecznic. -Przejdziemy się. Uśmiecham się stawiając go przed faktem dokonanym. Widzę jak niechętnie wyjmuje pieniądze i wręcza je starszemu panu, z uroczą siwizną na głowie, po czym z jeszcze większym lenistwem wysiada z auta by dotrzymać mi kroku.
-Nie będę się rozwijał na jej temat. Stwierdza z grymasem na twarzy. Gryzie go ten temat. -Zostawiła mnie. Kończy myśl i patrzy na swoje stopy, które wykonują wolne ruchy, chyba idziemy zbyt powoli, bo Harry zaczyna się frustrować. Przyśpieszam wręcz delikatnie tępo, aby uniknąć niepożądanego milczenia, które zawsze jest skutkiem takich wypraw.
-Sprzedawałeś jej narkotyki? Pytam stąpając właśnie po kruchym lądzie. Trzymam się jego ręki i czuję jakbym wywołała w nim ogromną burzę. -Chce wiedzieć. Szepczę zatrzymują go przy mnie. Trzymam się bardzo blisko jego ciała, by sięgać jego ucha. Całuje go czule przy samej kości policzkowej. Harry jest oschły jak nigdy dotąd. Chwilowo brak w nim reakcji na cokolwiek. -Zaufaj mi wreszcie. Dodaję z żalem. Mam do niego żal. Być może zawiniłam, mój strach nie pozwala mu ufać. On nie chce ufać innym, ale przecież kiedyś komuś musi zaufać. To paranoja. -Powiedziałeś, że mnie kochasz. Przypominam mu i czuję rozrywający mnie ból. Sama nie wiem kiedy kłamie, kiedy działa tylko impulsywnie, a kiedy jest szczery, bo zbyt rzadko mówi o swoich uczuciach. Ten mężczyzna kieruje się w życiu chyba amoralizmem.
-Ufam Ci. Podnosi wszystkie opadłe emocje i przytula mnie wreszcie do siebie. Ściska mnie w maniakalnie silny sposób. -Tylko ciągle się boisz. Dodaje dając mi więcej swobody. Patrzę w jego ciemnawe oczy. Są przykrym widokiem. -Tak samo jak boi się Helen, tak samo jak bała się Kylie. Mowi szybko i z zaciśniętym gardłem. Zupełnie jakby ktoś zawiązywał na jego szyi coraz mocniej grubą linę. -Tylko Ana nigdy nie miała w oczach tyle przerażenia. Teraz jego żal widać. I nawet głupiec by to spostrzegł. Ślepy by mógł się domyśleć, że Harry Styles własnie uronił łzy. Do cholery, dlaczego nie może wiązać tyle emocji ze mną, chociaż połowę tego, co wiąże z Aną. Jej już nie ma, a ja jestem nadal, nadal się staram. -Mam wrażenie, że coś ze mną nie tak. Stwierdza z lekkim rozbawieniem na twarzy. Uff, jednak nie jest zdesperowany.
-Z grzeczności nie zaprzeczę. Wykrzywiam się i wtrącam w to nutę żartu.
-Boisz się mnie, czy..
-Boje się wszystkiego, co ukrywasz. Nie pozwalam mu dokończyć jego pytania, to nie strach do jego osoby. Albowiem trzeba by głupcem, gdyby On był złym człowiekiem, wiedziałabym o tym, to po prostu błędne wybory, których kiedyś dokonał. -Może na początku wydawałeś się zagrożeniem, ale jesteś taakim malutkim złem. Przyjmuję marę między palcami, która jest śmieszna w swej wielkości. Widzę jego rozbawienie i jestem usatysfakcjonowana. -Chciałabym, żebyś zaczął mówić o przeszłości. Oświadczam mu stąpając po krawężniku, czasami zachowuje się jak dziecko, ale lubię widzieć jego uśmiecha w takich sytuacjach. Jego dłoń trzyma moją teraz pewniej, zapewnia mi ratunek, gdybym miała w planach niesfornie zlecieć w mojego wybiegu. -Wiesz, cały czas mam wrażenie, że mi nie ufasz, zupełni jakbym dała Ci do tego powód. Ciągnę moją myśl, kiedy on w uśmiechem obserwuje mnie i słucha. -Gdybym nie zapytała, nie powiedziałbyś mi o Helen, prawda? Dostawiam krok w lewo i idę pewnie po betonowym chodniku.
-Raczej nie. Zanim to przyznał wziął setny już podczas tej rozmowy wdech. -Kocham ją, ale nie potrafię się nią zajmować. Wsuwa dłoń w kieszeń spodni. -Boje się, że zorbie jej krzywdę czy coś. Drapie się lekko po policzku. Lubię obserwować jego zachowania podczas gdy coś mówi. Zawsze gdy się krepuje to sie drapie, kiedy jest mu przykro bądź głupio drapię się po nosie. Chyba znam już kilka tych odruchów na pamięć. Kiedy się zawstydza zaciska wargi, a jego policzki są takie wydęte i wygląda to komicznie. Przypomina mi wtedy chomika.
-Jest już całkiem duża. Przestaje na niego patrzeć, bo to trudne przekonywać go do czegoś, czego sama nie jestem pewna. -Śmiało mógłbyś od czasu do czasu się nią zająć. Rzucam na niego szybkie spojrzenie, by wrócić do patrzenia na swoje kroki. Przecież uwielbiam się potykać. -Nie masz nic do stracenia. Przymykam lekko oko i patrzę na niego. Niestety słońce nie pozwala mi na pełna uwagę na jego twarzy.
-Chyba zależy Ci na tym bardziej, niż mnie.
-Wolałem jak dużo mówiłaś, niż jak milczysz. Harry odzywa się ponownie, bo w połowie naszego spaceru postanowiłam zamilknąć. -Przemyśle to wszystko. Zapewnia mnie próbując przekonać do rozmowy.
-Dobrze. Odpieram z niewymierną ulgą. -Jestem głodna. Spoglądam na niego, bo nie chciałabym żebyśmy ponownie zaczęli milczeć.
-Wytrzymasz jeszcze trochę? Uśmiecha się oplatając mnie ramieniem u dołu pleców.
-Zależy.
-Teraz wrócimy do pokoju. Wyjaśnia, boje się tylko, że teraz naszła go ochota na seks. To bardzo prawdopodobne. Ciężkie chwile trzeba przełamać i tak właśnie działa to u Harry'ego. -Przebierzesz się.
-Dlaczego mam się przebierać? Zaczynam powątpiewać.
-Umówiłem się na tenis. Oznajmia. Szkoda tylko, że nie zapytał czy mam ochotę iść i na to patrzeć. -Nie rób min. Mówi chłodno. Nawet na mnie nie spojrzał. -Zajmie mi to godzinkę, później pójdziemy na kolację.
-Zostanę w pokoju. Nie jestem zobowiązana nigdzie iść. Jeśli mam się nudzić na jakimś korcie, to wole nudzić się w ciepłym pokoju. -Zamówię coś z restauracji. Przeciągam przesadnie delikatnym tonem. Liczyłam, ze poświęci mi więcej uwagi. -I spędzę wspaniały, romantyczny wieczór, tylko ja, łóżko, telewizor i kawałek pizzy z pepperoni. Kończę składając mu w ten sposób zażalenie. -Będzie cudownie.
-Proszę Cię, żebyś ze mną poszła. Nie przystaje na swoim tonie. Zachowuje się jak mój ojciec.
-Nie pytałeś nawet czy chce. Wybucham pretensjonalnie.
-Madison, pójdziemy tam, a później zabiorę Cię na kolację.
-Nie jestem dzieckiem, poradzę sobie bez Ciebie.
-Ale tak się zachowujesz. Patrzy na mnie swoim chłodnym spojrzeniem, jego klatka piersiowa unosi się nieco szybciej, jest zdenerwowany. -W czym tkwi problem?
-W tym, że mówisz co mam robić. Przeplatam ręce i spieram je na brzuchu w tym samym czasie nerwowo opierając się o jedna ze ścian windy. -Nie patrz się tak na mnie. Próbuje utrzymać mój wściekły wyraz twarzy, kiedy jego spojrzenie wręcz zmusza mnie do śmiechu. Jego metoda zawsze działa. -Nie rób tego, jestem na Ciebie zła. Uśmiecha się coraz szczerzej sprawdzając moją wytrwałość. -Harry!
-Proszę Cię, to nie jest rozkaz. Wyjaśnia, kiedy wyraźnie rozbawiły go moje pretensję. -Nie proszę Cie o Bóg wie co. Dla niego to kolejny absurd, że się denerwuję. -Wcale nie chcesz siedzieć sama w pokoju.
-Skąd wiesz czego chce? Nadal twardo utrzymuje ton i złość. Jednak Harry robi głupkowaty i ciekawski wyraz twarzy. Jego brew jest uniesiona wysoko a usta wykrzywione w niezgrabny uśmiech. Niestety moje zapory zostają zburzone, to trudne nie uśmiechać się na wskutek jego min i spojrzenia. -To musi być bardzo dobra restauracja. Unosze palca wskazującego i mówię o swoich żądaniach w zamian.
-Najlepsza. Uśmiecha się łobuzersko. Nadal wygląda jak chłopiec nie jak mężczyzna.
-Muszę oddzwonić do Jonathana. Odsuwam się od jego bliskości wychodząc z windy, kiedy jesteśmy już na oczekiwanym piętrze.
-Po co? chyba nie chcesz go zabrać? Harry wydaje się być zaniepokojony.
-Mam wrażenie, że nie przypadł Ci do gustu? Uśmiecham się demolując jego powagę.
-Jest okey. Odpowiada wymijająco wchodząc za mną do pokoju.
-Ale? Zawsze przecież jest jakieś ale, dlaczego loczek ugryzł się tym razem w język?
-Ale spędzacie zbyt dużo czasu razem. Zajmuje mi łazienkę zupełnie bez słowa. Mógłby się chociaż zapytać, czy nie potrzebuję do niej wejść. -Po prostu się martwię. Stwierdza stając przed lustrem. Przyglądam mu się spierając się o drewnianą futrynę. Zdejmuje swoja marynarkę i ściskając ją w dłoni patrzy na mnie pytająco. Wystawiam więc rękę w celu chwycenia jej. Czasem nie potrzebujemy słów, aby się dogadać.
-Może przypadkiem jesteś zazdrosny? Oczekuję potwierdzenia, to podniecające, że Harry staje się zazdrosny. Wracam do łazienki by stawić mu czoła. Jest rozweselony. Uśmiecha się do lustra perfumując się po szyi. Podchodzę by stanąć obok. Przecieram odbity tusz z powieki. -Huh? Widzę, że właśnie się krepuje. Ale nie przestaje też emitować pozytywną energią.
-A powinienem? Przygląda mi się unosząc wyżej brodę, stara się teraz i wychodzi mu to, wygląda niepokojąco seksownie. Niepokojąco, ponieważ takie zachowanie nie wróży nic, co jest teraz odpowiednie.
-W studiu fotograficznym zostajemy czasem tylko we dwoje. Widzę jak działają na niego słowa. Gdyby ktoś wetknął mu teraz termometr do tyłka, zapewne zauważyłby ogromny wzrost temperatury. O ciśnieniu już nie wspomnę.
-Wygląda mi na geja. Szepcze przytrzymując mnie za włosy przy swoich ustach. Pieści głosem moje ucho i przygląda się temu w lustrze. -Wiedziałbym gdyby ktoś inny był tam, gdzie bywam ja. Przygryza lekko moje ucho a ja staram się nie pozwolić mojemu pożądaniu wyjść na wierzch.
-Być może źle sprawdzałeś. Droczę się z nim nadal pozostając pod coraz większym naciskiem jego ciała. Z nieopanowanym jękiem Harry dociska i prawie kładzie na marmurowym blacie. Jego kroczę mocno przyciśnięte jest do mojej pupy, którą ustawił sobie w idealny dla niego sposób. Cholera. Milknę ponownie, czując jak jego dłonie gładzą moja oba pośladki. Obserwuje go bacznie w lustrze. Jest podjarany. Powoli doprowadza mnie do tego samego.
-Potrafi chociaż zrobić Ci dobrze? Unosi brew i pyta z syczącym wydechem, jego usta delikatnie się rozchylają co moment, kiedy nie przestaje mnie dotykać. -Robiliście to przed obiektywem? Dopytuje o coś, co nigdy nie miało miejsca. -Czułaś coś takiego? Przyciska swoje twarde kroczę do mojej wypiętej pupy tak mocno, jak tylko może. Jezu co on ze mną robi. Czuję jak przyjemne dreszcze przechodzą rzez moje ciało. By po chwili wydać z siebie głośniejszy i równie niekontrolowany okrzyk, kiedy jego dłoń składa mi siarczyste uderzenie na pośladku. Podciąga mnie do siebie, aby mnie wyprostować. Trzymając dłoń na moim gardle zaczyna pieścić moją szyję i robi to specjalnie, tak abym wszytko obserwowała w lustrze. -Podnieca Ci On?
-Bardziej niż Ty. Nie przestaje twardo próbuję działać mu na nerwy. Przez co ten staje się jeszcze bardziej surowy. To całkowicie wyuzdane, ale czuję jakbym się rozpływała. -Robi to mocniej, szybciej. Kontynuuję nie poddając się tak szybko jego grze.
-Zdejmiemy to. Nakazuje rozsuwając zamek od mojej aksamitnie kawowej bluzki. Harry bez większej pomocy uporał się z rozebraniem mnie, przynajmniej z górnej części garderoby. -Teraz spodnie. Wyszeptuje szorstko przy mojej skórze. Napiera na mnie całym swoim ciałem i oboje spoglądamy na siebie w lustrze. Jego dłonie delikatnie a za razem nienagannie rozpinają moje spodnie. -Zdejmij je. Mówi puszczając mnie. Chyba działam pod tym napięciem seksualnym, jakie wytworzył. Poruszam biodrami czemu On się przygląda z rozpłomienionym spojrzeniem, pochylam się lekko by zsunąć je do końca, na co pozwala mi kolejnym krokiem w tył. Nie pozwala mi się podnieść dosłownie zmuszając mnie do klęczenia. Odwracam się do niego przodem, wiem czego chce. Unoszę twarz, by na niego spojrzeć, jest nadal cały ubrany. Chwyta dłonią mój podbródek i kciukiem rozchyla moje drżące wargi. -Tutaj chyba nikogo nie było? Uśmiecha się czując się pewnie, ja nigdy dotąd. Jeśli do tej pory oboje tego unikaliśmy, to teraz oboje bardzo chcemy zrobić temu arogantowi dobrze. Nie czekam na więcej jego słów. Rozpinam zachłannie jego spodnie, by opadły do jego kolan. -Powoli. Mówi zanim zrobię to samo z jego slipkami. Porusza się pozbywając się absolutnie swoich spodni. Zsuwam powolnym ruchem jego majtki, naciągając gumkę z banalnym napisem Calvin Klein odsłaniam coraz więcej jego zarostu. Nie jest przerażająco duży, przynajmniej nie czuję żadnej odrazy. Jego napięty członek już czeka, abym uwolniła go spod tej tkaniny.
-Nie jestem pewna, ale ma chyba twardszego. Powiększam w nim uczucie zazdrości i tym samym pożądania. Nie owijam więcej w bawełnę i powolnym ruchem otulam jego penisa ustami, chyba nawet nie boję się sprawdzić, czy jestem w stanie zmieścić go w buzi. Wycofuję swój ruch nie chcąc palnąć ogromnej gafy, kiedy pojmę jego zbyt dużą długość. Owijam język wokół jego główki, w rezultacie brunet wypycha biodra w moim kierunku. Przygląda się moim ruchom a jego zadowolenie wybrzmiewa bardzo cicho i skromnie. Wspierając się na jego napiętych udach ponownie chowam jego przyrodzenie w moich ustach. Coraz bardziej pogłębiająca się otchłań erotyczna, pożądanie, zazdrość, intryga. Tylko to nas łączy naprawdę. Wykonując kilkanaście płynnych ruchów wiem, że wystarczy.
-Chyba nie chce Cię teraz całować. Uśmiecha się sadzając mnie przed sobą na ziemnym blacie. Rozpaczliwym spojrzeniem błądzę za jego spokojnymi i ciepłymi oczyma. -Niech stracę. Przytyka powoli swoje usta do moich, teraz zupełnie inaczej, zero pożądania, jakby uczucie. Przyznajmy się wreszcie do niego. Niech będzie w każdej grzej, rozmowie. -Boisz się. Odrywa się lekko od moich warg, a ja nie otwieram mocno zaciśniętych powiek. Ma racje. Nigdy nie wyzbędę się tego uczucia do końca. -Znowu. Nie zostawia mnie jednak samej i nadal czule wtapia nasze usta w ciepły i wolny pocałunek. Oplatam go nogami, kiedy czuję, że jest wystarczająco blisko. Trzymam się go mocno, by poczuć, że chce. Chce mnie nie tylko tego, co mogę mu dać. Obejmuje mnie mocniej i przyciska do swojej klatki piersiowej by oderwać mnie od wypolerowanego blatu. Milczę kiedy powoli i niezgrabnie przenosi mnie do sypialni. Kładzie mnie na materacu nadal pozostając bardzo blisko. -Uśmiechnij się do mnie. Przygląda mi się uważnie poprawiając moje włosy. -Jeszcze raz. Prosi ponownie, po czym spija swoimi ustami mój uśmiech. Obsuwając się lekko z łóżka całuje mój brzuch, spinam mięśnie pod wpływem jego ciepłych ust, zwłaszcza gdy dobiera co pępka. Przejeżdża przez jego zagłębienie językiem. Jego usta idą w parze z nosem, który zaraz za nimi kreśli tę sama ścieżkę. Dociera do podbrzusza a ja chłonę urywkowy oddech przez rozwarte usta. Coraz mocniej odczuwam to jak działa na moje strefy erogenne. Składa pocałunki również na mojej bieliźnie, to okrutne dla mojej wyobraźni. Zamykam oczy, bo czuję jak zaczynam się roztapiać. Wracając lekko do góry przejeżdża tylko po bieliźnie nosem, by zacząć zdejmować niewiele kryjące figi. -Tatuś wrócił. Uśmiecha się kiedy poruszam nogami zaciskając je mocno ze sobą kiedy powoli obsuwa delikatny materiał po moich udach. Wydaje mi się jakby robił to niesamowicie szybko, kiedy całkowicie pozbywa się z mojego ciała jakiegokolwiek zakrycia. To tak jakby grał piękną symfonię kiedy opuszkami palców przesuwa się po mojej skórze ku biodrom. Dotyka jednej z wystających kości kreśląc na niej kółko, przygląda się moim reakcja.
-Łaskoczesz. Zaczynam się śmiać nie mogąc zapanować nad działaniem takich bodźców. Mój oddech juz od dawna jest nieodpowiedni.
-Teraz też. Patrzy raz na mnie, raz na swoje palce kiedy jeździ nimi delikatnie jak piórkiem po mojej kobiecości. Nie odpowiadam zaciskając w dłoniach seledynową narzutę, która jest pod nami. Zwalnia swoje ruchy tak zupełnie w miejscu poddając mnie swym małym torturą. Jak długo jeszcze będę na niego czekać? -Jesteś strasznie mokra. Przyznaje spoglądając na mnie, a ja czuję jak moje policzki wręcz piękną z zawstydzenia. Wsuwa płynnie swoje dwa palce we mnie, tym samym nie zapewniając mi do końca tego samego, co pełna penetracją, we właściwy sposób. Wyciąga jedną dłoń w przód i ściska moją pierś. Wydobywa ze mnie kilka ciężkich oddechów i tłumionych jęków. Bawi się mną za pomocą zaledwie dwóch palców, za ich pomocą robi ze mnie nieporadną ofiarę, ponieważ nie potrafię nic teraz zrobić. Jest mi nieopisanie dobrze. Zsuwa swoją dłoń po mojej rozgrzanej górze i poprawia moją nogę zginając ją jeszcze bardziej. Pochyla się i czuję jak ponownie rozpala mnie pocałunkiem, tuż pod pępkiem, niżej, niżej i dociera prawie na równie ze swoimi palcami. I znowu wsuwa i wysuwa praz po raz swoje palce tym samym pieszcząc mnie lekko językiem. Rozkoszuję się tym doznaniem spierając się na łokciach. Chce go teraz widzieć, tak jak on widział mnie, kiedy to ja próbowałam rozprawić się z jego strefą intymną.
-Harry. Chwytam jego dłoń prosząc aby przestał, wystarczy pieszczot, chce seksu. Przejdźmy wreszcie do sedna sprawy. -Harry.
-Źle? Udaje speszonego, wiem, że robi to po złości. -Jonathan potrafi lepiej? Pyta brutalnym ruchem wbijając we mnie kolejny palec. Sprawia mu to przyjemność, czy poważnie jest wściekły?
-Wystarczy. Podnoszę się nie pozwalając mu na więcej takich zachowań. Przychylam się tak blisko jak tylko mogę by go pocałować. W ten sposób spróbowałam samej siebie, to dziwne uczucie całować teraz jego usta. Ciekawe jak czuł się, kiedy to ja odwaliłam robotę a On całował mnie. -Chce Ciebie. Rzucam przygryzając jego dolną wargę, zawsze sprawiało mu to przyjemność. -Nie jego. Staram się sprawić, że jego mniej bądź więcej udawana zazdrość pójdzie w odstawkę.
-Zawsze? Mogę się pożegnać z dyskomfortem jaki towarzyszył mi, kiedy Harry nadal pozostawił swoje palce w bezruchu we mnie. Odczuwane tarcie jest przyjemne w porównaniu do tej zastygniętej obecności.
-Zawsze. Odpieram z chwiejnym oddechem. -Nigdy nikogo tak nie pragnęłam. Być może wynika to z mojego niewielkiego doświadczenia, byłam w zaledwie jednym poważnym związku, a seks uprawiałam tylko raz zanim poznałam Harry'ego. Wywrócił mi wszytko do góry nogami i jest tutaj nadal. O dziwo. Podnosi się i popycha mnie swoim ciałem przez co ponownie opadam na miękką narzutę. Próbuje odnaleźć jego rozgrzane dłonie, by po oczekiwanym momencie, trzymać je obie splecione w moimi. Wspina się nade mną, sięga ustami mojego czoła, skroni, czubka nosa i ust. Uśmiecha się przez to, zupełnie jakby coś zaczynało go bawić. Znowu!
-Jesteś strasznie zimna jak na tą sytuację. Stwierdza podkreślając pretensjonalność. Fakt, jest mi okropnie gorąco, ale moje dłonie są zimne. -Może jesteś wampirem? Śmieje się oblizując mój obojczyk, kiedy powoli zbliża się do moich piersi. Chwyta lewą w dłoń i zbiera całą tak, aby była dla niego idealnie dostępna, po czym delikatnie przygryza brodawkę. Ciężko przy nim być cicho, jednak opanowuje to, z jaką potęgą mogłabym reagować. To krępujące, że ktoś mógłby nas usłyszeć. Robi to ponownie, przygryza i otula językiem. To jak rytuał, w którego rytm zaczyna bić moje serce. -Jeszcze raz? Przygląda mi się z dołu teraz robiąc to samo z druga piersią.
-O Boże. Czuję jak moje struny głosowe poruszają się przez intensywność tego przyjemnego bólu.
-Ciii. Harry jest w komicznym nastroju, miesza to z namiętnością i pożądaniem, które jest jak diamenty w jego jasnych tęczówkach. -Myślisz, że wystarczy? Pyta jakby liczył, że jestem w stanie mu odpowiedzieć. Nie w takim błogim stanie. Zostawia moje czułe na jego igraszki sutki i przygryza delikatnie skórę na moich żebrach.
-Jesteś głodny, czy jak? Rozbawia mnie jego gra wstępna, ile można mnie gryźć? Harry wybucha w efekcie śmiechem chowając twarz w swoje ramie.
-Przy Tobie zawsze. Opiera łokcie na wysokości mojej szyi i ponownie zagłębia się w moim spojrzeniu kiedy odgarnia moje włosy. Wygląda jakby w coś nie dowierzał. -Kochasz mnie? Oszałamia mnie pytaniem i nie przestaje patrzeć na mnie ze skromnym uśmiechem. -Chcesz to usłyszeć, a nigdy nie powiedziałaś. Szepcze.
Nad czym idiotko się zastanawiasz! Dlaczego teraz milczysz! Jesteś jakaś chora!
-Madison? Nie przestaje na mnie patrzeć, a ja błądzę spojrzeniem i sama nie wiem. Czy to jest właśnie miłość, czy tym go darze? -Nie możesz wiecznie się bać. Biorę głęboki oddech, czego nie jestem w stanie ukryć.
-Kocham. Chyba oświadczyłam to na głos nie tylko jemu, ale również sobie. -Wpadłam po uszy. Uśmiecham się przełamując ten strach, do którego Harry próbuje mi nie pozwolić. Wiem, że to go odstrasza.
-W sobotę zabiorę Ciebie i Helen do zoo. Oświadcza. Do cholery o czym Ty mówisz teraz! Jesteśmy rozpaleni, nadzy, właściwie już uprawiamy seks. -Chyba muszę spróbować być tatą. Miło, że dał się przekonać, tylko dlaczego niszczy taki moment. - I też Cię kocham. Rozwesela się ponownie i sięga dłonią swojego członka. Nasz seks nigdy nie będzie w stu procentach namiętny, bądź romantyczny. Podciągam się wyżej i unoszę by go pocałować. Dziękuje bogu za te słowa! Przesuwa delikatnie napletkiem po mojej waginie. Nie odrywając swoich aksamitnie miękkich warg od moich, które drżą z napływu emocji. Wsuwa się we mnie tak płynnie jak nigdy dotąd. Chyba po to mnie tyle torturował. Nasze usta wydają wzajemnie do siebie westchnienia i jęki. Brzmi to lepiej niż symfonie Mozarta czy Beethovena, którymi zamęczano mnie na studiach. Wolałabym być męczona przez Harry'ego na salach wykładowych. O mato, czego sięgają teraz moje fantazję z nim związane. Każde miejsce byłoby dobre aby czuć w sobie coś tak wspaniałego. -Dotykaj mnie. Wyszeptuje kiedy ja utkwiłam w zupełnym bezruchu pod jego ciałem. Kładę śmiało dłonie na jego plecach i całą dłonią gładzę jego aksamitnie gładką skórę. Chowam twarz w zagłębienie jego szyi. Uwielbiam zapach jego ciała. Zwłaszcza, gdy miesza się z zapachem jego cierpkich perfum. -Ty na górze. Wyszeptuje kolejny nakaz łagodnym tonem. Starannie oboje zmieniamy nasza pozycję, aby nie stracić ze sobą obecnego kontaktu. Jesteśmy teraz jak jedność. Harry poprawia swoją sytuację i chwyta moje biodra. Odchylam głowę w tył i pozwalam mu jeszcze przez moment nadawać temu jego własne tempo. Mogłabym patrzeć na jego twarz godzinami. Jest w pełni zrelaksowany. Świadomość tego jak dobry punkt widokowy obrał mój partner pobudza moje podniecenie jeszcze bardziej. Pochylam się w przód i dociskam kroczę do jego ciała chłonąc rekordową długość jego penisa. -Skarbie. Harry wyszeptuje z zapartym tchem kiedy robię to po raz kolejny jeszcze mocniej. Przyjemny ból. Rany. -Powoli. Chwyta ponownie moje biodra i narzuca swoje tępo pociągając mnie w górę i z powrotem osadzając na sobie. Puszcza mnie znowu kiedy ponownie maksymalnie jest we mnie wsunięty. Poruszam się nie uchylając tego zagłębienia ani trochę. Oboje jesteśmy chyba teraz u pewnego kresu. Jestem nieznacznie blisko finałowej, największej przyjemności. -Przyspiesz. Mówi unosząc się do góry. Poruszam biodrami jakbym tańczyła, pozycja jaką przyjął Harry pozwala nam to nieopisywaną bliskość. Czuję jak jeszcze mocniej napiera na mnie swoimi biodrami. Wzdychamy sobie w ramiona. Odnoszę wrażenie, jakby penis Stylesa drżał lekko we mnie. Narzucamy jeszcze większe tempo, to jak ujeżdżanie co jest dla mnie odpychające. Jednak teraz to nie ma znaczenia. Opiera się to bardziej na pulsowaniu jakie sobie oboje wysyłamy. Zaciskam się z ogromną przyjemnością, przejeżdżając paznokciami po jego skórze. -Madison. Wydobywa z siebie chyba ten finałowy, wdzięczny jęk kiedy napiera mocno biodrami na mnie i zastyga w bezruchu. Czuję go jak nigdy przedtem. Wydawać by się mogło odrażające, ale mam w sobie coś z niego. I nie jest to tylko jego twarde przyrodzenie. Serce wali mi jak oszalałe i próbuję uspokoić zszargany oddech. Harry rozpaczliwie wyszukuje kolejnych miejsc, które może pocałować. Podbródek, szyja, usta. Jeśli mogę to do czegoś przyrównać, to było to trzęsienie ziemi. Pełne rozkoszy.