__________
-Tak się nigdy nie kończy. Uśmiecha się popychając mnie swoim ciałem przez co powoli obniżam się i opadam na schody. Przyklęka przede mną. Czuję jak tępo przepływu mojej krwi wzrasta wraz z jego ciepłym oddechem odbijającym się echem od mojego ciała. Brunet odrywa twarz od mojej szyi i patrzy na mnie z ogniem w oczach. Wsuwa pośpiesznie dłonie pod moją sukienkę. Opuszkami ciągnie moja bieliznę w duł moich ud, aż po samo kostki, po czym je zdejmuje patrząc mi w oczy. Wszystkie moje narządy przestają chyba normalnie pracować. Jest tak ponętny. Przeplata sobie niedbałe moje majaki na ręce i śmieje się widząc moją nieobecność. -Wszystko okey? Pyta pociągając moją dolną wargę.
-Nie. Przeczę piskliwym głosem. -Nie wszystko jest w porządku. Mówię ponownie zatrzymując złe emocje w sobie.
-Więc co jest źle? Pyta głaszcząc skórę moich nóg. Przechodzą mnie dreszcze. Wzruszam ramionami nie potrafiąc się logicznie określić. -Jest bardzo dobrze. Uśmiecha się znacznie wstając i wyciągając w moją stronę dłonie. -Poczekasz na mnie na górze? Pyta unosząc lekko brew. Kiwam twierdząco głową a ten odsyła mnie wzrokiem na górę. Przemierzam kilka schodów. -Chce się już dobrać do tego tyłka. Odwracam się i widzę jak patrzy na mnie przygryzając seksownie wargę. Czerwienię się i niemo go wyśmiewam co doskonale widzi. -Albo nie czekaj. Mówi wbiegając za mną do góry. Gdy znajdujemy się już na piętrze chłopak nie szczędzi sobie zachwycania się jak niewychowany gówniarz, zaciska dłonie na moich pośladkach i tym samym popycha do sypialni. -Uwielbiam Cię. Mruczy mi do ucha gdy ja otwieram drzwi do jego pokoju. Sama nie wiem czy chce to robić. Idę przed siebie pod wpływem jego ruchu, prowadzi mnie i zatrzymujemy się niedaleko łóżka, wizja tego co może się stać trochę mnie przeraża. Jego ciepły oddech nieustannie gości na moim karku przez co mam gęsią skórkę. Popycha mnie lekko i nie do końca mogę uznać to za delikatny gest. Tracę równowagę i w rezultacie spieram się rękoma o materac. Odwracam lekko twarz i widzę jego spojrzenie. Przeszywa mnie i ma w sobie chciwość. Przerasta mnie to. Chłopak opada na kolana co totalnie zbija mnie z tropu tego co ma zamiar zrobić. Zabieram ręce i próbuję się wyprostować. -Nie. Szepcze ostro, pociągając mnie w dół. -Oprzyj się z powrotem. Mówi ukrywając uśmiech. Czuję jak robię się cała czerwona wyraźnie się przed nim wypinając. Po momencie jednak nie potrafię się z tym pogodzić.
-Nie. Teraz to ja się sprzeciwiam łapiąc go za ręce wzmagam w nim podniesienie się. Przygląda mi się bacznie wstając. -Tak lepiej. Uśmiecham się zakładając ręce za jego kark i składając pocałunek na jego ustach. Wysuwam nogi z moich wysokich obcasów i jestem teraz niższa od niego. Odpycham je lekko stopą w bok. Ciągnąc go cofam się i ostatecznie zmieniamy się stronami. Popycham go lekko na materac, siada na niego i patrzy na mnie z podziwem i uśmiechem na pełnych wargach. Kręcę głową widząc jego fascynacje tym samym się uśmiechając. Bez wahania siadam na jego nogi, a cała moja sukienka zadziera się do góry.
-Jesteś strasznie łapczywa. Mówi odrywając się od moich pragnących go ust. -Gdybyś mi się tak bardzo nie podobała, zrobiłbym to inaczej. Bełkocze nieznacznie. Zaciska silne dłonie na moich pośladkach a sam kładzie się płasko na czarnej pościeli. -Jestem cały twój. Śmieje się rozkładając szeroko ramiona.
-Dobranoc. Całuje do lekko w czoło i wstaje. Chłopak wygląda na nieźle skołowanego. Zakładam moje szpilki na nogi i wychodzę z pokoju.
-Żartujesz! Słysze jego oburzenie. Wychodzi z pokoju poprawiając włosy i patrzy na mnie stojąc na samej górze schodów, a ja jestem już na parterze.
-Nie można mieć wszystkiego. Rzucam z sztucznym uśmiechem.
-Ale niektóre rzeczy owszem. Odpowiada z tym samym uśmiechem powoli schodząc po chodach i wygląda prawie jak grecki bóg. Ponownie przelatuje mnie strach gdy jest coraz bliżej a ja stoję jak wryta. Podchodzi na tyle ile tylko jest to możliwe i patrząc mi w oczy unosi lekko rękę z chłonnym wszystko uśmiechem. Próbuje zdjąć moją bieliznę z jego nadgarstka, gdy ten usilnie zabiera rękę przede mną.
-Oddaj to. Mówię rozbawiona.
-Nie można mieć wszystkiego. Czyli role się odwróciły.
-Więc wrócę do domu bez nich. Wzruszam ramionami i wychodzę na ulicę. Chłopak stoi w drzwiach i przygląda mi się jak powoli stawiam kroki w stronę mojej dzielnicy.
-Nie zrobisz tego. Śmieje się po nosem.
-Do odważnych świat należy. Rzucam żartobliwie i idę przed siebie nie zwracając na niego uwagi. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wieczorne chodzenie po mieście nie należy do najbezpieczniejszych, a fakt, że Harry ma moja majtki mnie przerażą. Mijam już druga przecznice i jak do tej pory droga przemija mi w spokoju. -Długo masz zamiar tak jechać? Pytam gdy po kilku minutach zaczyna mnie to drażnić. Wygląda jakby mnie odprowadzał. Swoim autem. O ironio.
-Zależy. Uśmiecha się gdy pochylam się do otwartej szyby.
-Od czego?
-Jak długo nie dasz za wygraną. Oznajmia pokazując moje matki w kieszeni jego jeansów.
-Oddasz mi je? Unoszę jedna brew i przyglądam mu się.
-Wsiadaj. Czyżby był poirytowany tym, że wypinam się pochylona do jego auta? Cóż z jednej strony jestem mu za to bardzo wdzięczna. Otwieram drzwi i naciągając sukienkę jak tylko mogę wsiadam. -Zakładaj. Wręcza mi moją bieliznę i czuję się nieswojo. Co za beznadziejna sytuacja.
-Że tutaj? Pytam patrząc na niego niepewni.
-Oh proszę Cię. Śmieje się zakrywając oczy. -No szybko bo Ci co nieco przewieje. Dodaje. Co za dupek. Przekładam koronkowe majtki pośpiesznie przez szpilki i równie prędko zaciągam je po nogach aż do celu. -Świetnie. Słysze jego spokój w głosie. -Mam Cię odwieźć, czy wracamy do mnie? Pyta.
-Zależy co masz mi do zaoferowania. Mówię poważnie.
-W sumie to nie widziałaś części mojego domu, jest niewielki ale jest kilka zakamarków. Tłumaczy tajemniczo.
-Wobec tego, możemy wracać. Uśmiecham się lekko. -Ale bez żadnych gierek.
-Spokojnie. Puszcza mi oczko co wybija mnie z normalnego funkcjonowania. -Zapnij pasy. Nakazuje po czym pośpiesznie rusza.
-Dlaczego nie szedłeś tylko jechałeś? Pytam zaciekawiona jego maniactwem jeżdżenia.
-Po prostu nie lubię spacerów. Wzrusza ramionami krzywiąc się lekko.
-To dziwne. Oznajmiam mu.
-Mam ochotę na wino. Mówi gdy przekraczamy próg domu. Patrze na niego podle. -Spokojnie, nie mam zamiaru Cię upić. Śmieje się.
-Gdzie idziesz? Pytam gdy chłopak mija schody i idzie korytarzem dalej, w tamtej części salonu nie byłam.
-Chodź. Uśmiecha sie kiwając glową. Idę tuż za nim by po chwili skręcić i trafić na schody w duł tuż pod tymi, które prowadzą na piętro. Nie miałam pojęcia, że tu jest jakaś piwnica. -Boisz się czegoś? Odwraca się na schodach patrząc na mnie z niedogodnym spojrzeniem. -Wyluzuj nie mam tam żadnych lochów. Ponownie obdarza mnie czułym uśmiechem, to uroczę. Zsuwam obcasy z nóg i stąpam gołymi stopami po drewnianych, śliskich i lśniących schodach za lokatym.
-Całkiem, całkiem. Mówię z podziwem widząc ceglane ściany i charyzmatyczne lampy na nich. Bardzo przytulnie jak na piwnicę.
-Chodź dalej. Odciąga mnie z ostatniego stopnia schodów i idziemy w głąb pomieszczenia. Na jednej ze ścian znajduję się regał jak miewam z winami.
-Czegoś tutaj nie rozumiem. Mówię spokojnie rozglądając się po pomieszczeniu. Zupełnie zatracam się w poszukiwaniu różnych detali, trzymając się metalowej rury zataczam się dookoła niej, aż w końcu opamiętuje sie spoglądając na chłopaka. Stoi do mnie tyłem i zagląda do drewnianych półek z trunkami.
-Czego konkretnie? Pytam zadumany.
-Masz zaledwie 23 lata, nie uważasz, że te całe wina nie pasują do twojej osoby? Wydawał mi się typem faceta z pasją- prędkość, to chyba jego drugie imię. A teraz znajduję się w naprawdę poważnie urządzonej piwnicy. Mogłabym w niej mieszkać.
-Nie uważasz, że każdy ma kilka obliczy? Pyta spokojnie. -No wiesz, to że mam takie a nie inne pasje, nie oznacza wcale że nie mam tez jakichś innych potrzeb.
-Jakich potrzeb na przykład? Przeciągam tą rozmowę, która przebiega w idealnej tonacji i spokoju.
-Korzystanie z toalety? Rozśmiesza mnie.
-Pytam poważnie Harry. Odpowiadam łagodnie utrzymując klimat konwersacji.
-Czasem lubię wypić wino, nawet książki zdarza mi się czytać.
-Fascynujące. Odpowiadam lekko zadziornie.
-Owszem. Odpowiada z uśmiechem odwracając się w moją stronę. -Uwielbiam też fascynujące kobiety. Jesteś playboy'em czy raczej romantykiem, bo zaczęłam się w tobie gubić Panie Styles. Trzyma w ręku butelkę jakiegoś wina, którego nazwy nie jestem w stanie wymówić. Pokazuje mi ja. -Może być?
-Sądzę, że jest doskonałe. Odpieram z podziwem przez moment patrząc na starą etykietę na butelce.
-Nie masz pojęcia o winach, prawda? Przygryza figlarnie wargę.
-Dokładnie. Zniżam ton i mówię z nonszalancją. -Masz tutaj kominek? Otwieram szeroko usta widząc przytulnie wyglądający w drewnianej oprawie kominek.
-To miejsce to ogólnie całkowite przeciwieństwo mieszkania na górze. Tłumaczy. -Czasem miło tu posiedzieć. Dodaje zadumany. Dlaczego tak często w ten sposób mi się przygląda? Wtedy wygląda jak człowiek z obsesją.
-Chciałabym kiedyś trafić na to "czasem". Uśmiecham się wracając do niego. Milczy i jest jakby lekko stłamszony. -To znaczy wiesz, jeśli będziesz miał ochotę mnie zaprosić. Tłumacze się prędko, czuje się jak idiotka!
-Spokojnie. Uśmiecha się załagadzając moje zawstydzenie.
-Po prostu to zabrzmiało tak jakbym się narzucała. Usilnie chce uciec od mojej wtopy.
-Ja tak nie uważam. Poprawia mnie. -Niebawem. Mówi tajemniczo po czym najwyraźniej chce już wracać na górę. -Idziesz?
-Strasznie mi się tu podoba. Mówię powoli doganiając chłopaka na schodach. -Tam jest bardziej przytulnie. Uśmiecham się do niego. Spodobało mi się to i on. Za bardzo.
-Mówiłem Ci już, że ślicznie się uśmiechasz? Wyraźnie chce mnie zawstydzić. Opuszczam wzrok chowając twarz we włosach. -Rób to codziennie. Zaleca. -Zapomniałaś butów. Śmieje się pod nosem, co jest takie zabawne według niego?
-To przez Ciebie. Burczę wracając się po nie.
-Dlaczego prze mnie? Mówi głośno, abyśmy mogli się dobrze słyszeć.
-Bo tak!
-To nie jest odpowiedź Madison. Czy on czasem nie traktuje mnie z góry? -Zdaje sobie sprawę, że chętnie byś gapiła się na mnie godzinami i wszytko, ale opanuj to. Schlebia sobie podle.
-Masz za dużo pewności siebie. Oznajmiam mu rzucając szpilki na mały puszysty dywan przed kanapą w salonie. Wchodzę do kuchni.
-A ty masz jej za mało. Stwierdza. -Kim dla Ciebie jestem? Pyta zupełnie poważnie.
-Facetem, który swoim spojrzeniem miażdży całą moją pewność siebie. Odpowiadam oschle, ale też wyczerpująco. Sama siebie zaskakuje tymi słowami, a co dopiero jego. Milczymy oboje, gdy Harry'emu w końcu udaje sie wyjąć korek z wina. Spogląda na mnie z zadowoleniem. Nie wiem czym jest ono spowodowane, otwarciem butelki, czy może moją odpowiedzią?
-Błyskotliwa jak zawsze. Uśmiecha się i znowu mnie zawstydza. -Naprawdę mi się podobasz. Mówi skupiony na nalewaniu czerwonej cieczy. -Powiedziałem coś nie tak?
-W klubie powiedziałeś, że jesteśmy parą. Tłumacze moje wyraźne ponurzenie.
-Madison. Widzę jak się frustruje i stara się być w tym łagodny. -Nie wymagaj niczego ode mnie, ok?
-A wymagam? Pytam nie do końca rozumując sens.
-Skarbie, nie jesteśmy parą, to co najwyżej daleka przyszłość jak dla mnie. Gasi cały mój świat.
-Super. Oznajmiam niechętnie. -To zdecydowanie to, co chciałam usłyszeć. Mówię smutno.
-Nie dąsaj się na mnie. Trące lekko mój podbródek. -Nie lubię tego. Uśmiecha się po czym lekko muska moje usta swoimi.
-Nie dąsam się. Przygryzam lekko wargę patrząc z przymrożeniem w jego oczy. -Jakoś na dole rozmawiało nam się lepiej. Mówię próbując rozluźnić atmosferę.
-W takim razie dziś mamy "czasami". Oznajmia wręczając mi szklankę winną (kielich z winem) -Chodźmy skoro tak. Dodaje objaśniając wszystko, w ręku trzyma butelkę cieczy i powoli przemierzamy salon. -Poczekaj zamknę dom. Przekazuje mi butelkę a ja przyglądam się tej małej etykietce. To co jest na niej napisane zdecydowanie nic mi nie mówi. -Armagnac delord 1973 rocznik. Wyjaśnia wracając do mnie.
-Dość stare. Mówię.
-Wspaniały rocznik. Uśmiecha się lekko kpiąco zabierając mi butelkę. Ponownie znajdujemy się w "piwnicy".
-Znasz się na winach? Pytam zainteresowana wszystkimi aspektami jego osoby.
-Wydaje mi się, że wiem do czego zmierzasz. Ustawia powoli bile na zielonym materiale i wygląda zaskakująco spokojnie. -To kosztowało 80 Euro. Oznajmia. -Ana mi je przywiozła. Ten fakt, mógł uprzejmie pominąć.
-Ta Ana? Pytam sugerując się jego sąsiadką. Oglądam stojące na półce wina i zastanawiam się czy któreś z nich jest równie wytrawne jak te.
-Tak. Odpowiada spokojnie. -Jej ojciec jest Niemcem. To chyba wszystko wyjaśnia. -Zagramy? Pyta radośnie odstawiając swój kielich na bok.
-Nie chcę. Nie odwzajemniam jego entuzjazmu.
-Boisz się przegranej? Podaje mi kij. -Grałaś kiedykolwiek? Jego pytania czasem są po prostu bezczelne, czy uważa mnie za tak biedną, że nigdy nie pozwoliłam sobie na grę?
-Myślisz, że nie? Uśmiecham się tajemniczo obserwując go spode łba, gdy nachylam się nad stołem i pierwszy punkt jest już mój. Uśmiecham się podle nie pozwalając mu czuć się tak swobodnie.
-Próbujesz mnie rozproszyć? Droczy się ze mną i to chyba jedna z rzeczy, która wychodzi mu najlepiej. -Jeśli nie chcesz grać, stół nadaje się do innych rzeczy. Mówi znacznie.
-Doprawdy? Patrzę na niego zachęcająco. Przygryzam wargę opierając się o drewniane krawędzie stołu, patrząc jak dosłownie kocimi ruchami zbliża się do mnie. -Udowodnisz mi to? Pytam nadal go do siebie przyciągając wzrokiem.
-Tym razem nie uciekniesz? Pyta blokując mi drogę ucieczki, gdy spiera się rękoma przy moich bokach.
-A mam jakieś szanse?
-Marne. Cieszy się. -Dom jest zamknięty. Mówi emfatycznie*. -Twój C75 jeszcze zapięty. Kontynuuje zdejmując kawałek materiału z mojego ramienia. Dając duży nacisk na słowo ,,jeszcze''
-I co masz zamiar zrobić z tym faktem? Próbuję się z nim lekko droczyć, tym samym coraz bardziej go podsycając.
-Na początku zdejmę twoją sukienkę. Uśmiecha się lekko muskając raz po raz moje usta.
-Odważny ruch Panie Styles. Podnoszę się na rękach i lekko siadam na brzeg stołu.
-Ruch będzie trochę później jak już wyjmiesz prezerwatywę z tylnej kieszeni moich jeansów. Podpowiada mi subtelnie.
-Mocne słowa jak na dwudziesto-trzy latka. Bawię sie jego włosami i czerpię z tego ogromną przyjemność.
-Jak mnie nikt nie powstrzyma, to za moment ten 23 latek, będzie kochał starszą kobietę. Odgryza się lekko.
-Trzy lata to znaczna różnica. Próbuje wybrnąć. -Będziesz kochał?
-Jak zacznę, to będę chciał robić to każdego dnia. Dodaje, a ze zdania na zdanie nasze pocałunki nabierają na namiętności. Odpowiadam na jego słowa tłumionym śmiechem. -Jesteś bardzo niezdecydowana. Oznajmia odrywając się, stawia pomiędzy nami ścianę. Patrzy na mnie przez moment by po chwili lekko palcem przejechać po moim udzie podciągając moją sukienkę do góry. -Urocza. Patrzy na to co właśnie robi i wygląda imponująco dzięki tej nienaruszonej powadze. -Gorąca. Dodaje jedno po drugim, powinnam tutaj cała sie palić z zawstydzenia, jednak tak nie jest. -I właśnie nauczyłaś się przyjmować moje komplementy. Uśmiecha się patrząc na moją twarz. -Mógłbym powiedzieć, że jestem dumny. Dodaje wyniośle bawiąc się suwakiem w mojej sukience, to w dół to w górę. Próbuje go zepsuć, czy po protu się ze mną droczy? -Tylko dlaczego wciąż mnie zbywasz? Pyta przestając robić cokolwiek istotnego, odczuwalnego.
-Teraz tego nie robię. Mówię pochylając się w przód, w celu sięgnięcia jego ciepłych warg. -Masz zamiar w końcu działać? Pytam, bo nie mam ochoty czekać na niego dłużej.
-A wiesz co masz robić? Pyta przygryzając lekko wargę.
-Masz prezerwatywę w tylnej kieszeni skarbie. Pomrukuje do niego naciskając na ostatnie słowo.
-Mmm. Brzmi jakby się czymś degustował. Aż tak? -Wobec tego mam nadzieje, że mi nie uciekniesz. Uśmiecha się i nie widzę tego, a raczej czuje na skórze mojej szyi. Sięgam krańców jego koszuli i chce za wszelką cenę aby ją zdjął. -Może najpierw rozepniemy? Śmieje się ponownie gdy siłuję się z jej cienkim materiałem. Odwraca swoje dłonie i powoli odpina górny guziczek. Patrze na niego wyczekująco.
-Możesz szybciej? Pytam nie ukrywając mojej niecierpliwości, gdy droczy się ze mną swoim tempem.
-Możesz mi pomóc. Mówi unosząc dłonie w geście poddania. Zabieram się za to, co jeszcze przed sekundą robił on i z każdym kolejnym rozpiętym oczkiem czuję większy pożądanie. Każdy jego tatuaż dodaje mu niezwykłego charakteru. -Na co tak patrzysz? Pyta gdy przez moment w bezruchu patrzę na jego klatkę piersiową.
-Uwielbiam je. Mówię niepewnie się uśmiechając.
-Też Cię uwielbiam. Odpowiada wlepiając swoje usta w moje i wciskając swój sympatycznych rozmiarów język ku mojemu. -Zaraz Ci pokaże jak bardzo. Pomrukuje po czym zamek mojej sukienki jest już rozsunięty. Przelatują mnie dreszcze i nuta niepokoju a za razem rozkoszy. Chłopak ciągnie mnie w celu postawienia mnie na nogi. Zsuwam swoją sukienkę pozwalając jej swobodnie opaść na moje stopy, po czym z niej wychodzę. -Dla ułatwienia sprawy wyskakuj też z majtek. Śmieje się lekko spychając boki skąpej bielizny po moich pośladkach, robię to o co mnie poprosił, praktycznie jestem już naga. -I piękna. Dodaje najwyraźniej do mojej myśli o nagości. Jest mi niezmiernie miło wysłuchiwać jego kolejnych to komplementów. -Obejmij mnie. Nakazuje. To denerwujące, jest łagodny a za razem wywyższa swoją osobę. Obejmuje rękoma jego kark po czym moje nogi odrywają się od podłogi i z powrotem siedzę na stole bilardowym. -Stanik może zostawimy. Mruczy patrząc w duł na moje piersi, które w tym staniku wyglądają całkiem nieźle. Uśmiecham się do niego zupełnie oszołomiona tym napięciem. Patrząc mi prosto w oczy rozpina pasek i suwak od swoich ciemnych jeansów. To takie niezręczne a za razem podniecające. Wygląda jak model, jego szerokie plecy idealnie kontrastują z wąskimi biodrami. Karmię moje oczy uważnie lustrując jego ciało. Zakładam nogę na nogę zaciskając je lekko. Przygląda mi się w ten sam sposób jak ja jemu. Nasze oczy sie spotykają i nie mam już żadnej drogi ucieczki, nawet nie chce mieć. Moje serce wali jak oszalałe, a za razem jestem tez zrelaksowana. -Nigdy nie robiłem tego na stole bilardowym. Śmieje się skromnie kręcąc z niedowierzaniem głową. Wygląda tak drapieżnie. Patrzy na mnie pytająco zagryzając dolną warg.
-Ja też nie. Mówię. Chłopak wraca i łapiąc mnie za kolana rozpycha moje nogi na boki. Jestem przed nim zupełnie otwarta, jakkolwiek to rozumując. -Zapomniałeś o bokserkach. Wciskam palec za gumkę jego bielizny i pociągam ją w swoją stronę, po czym puszczam tak, że uderza o jego ciało.
-Może mi pomożesz? Patrzy mi w oczy spierając swoje czoło na moim. Uśmiecha się zawadiacko a ja nie czuję już żadnego pokrępowania.
Podoba mi się to strasznie. Przechyla głowę i namiętnie pieści moją szyje a ja lekko zsuwam jego bieliznę w duł. Niestety tylko na tyle, ile pozwala mi bariera jaką stanowi jego duże ciało. Denerwuję się lekko nie mogąc sobie poradzić. -Spokojnie. Śmieje się do mojego ucha. Pozwala swojej dłoni się rozluźnić i trzyma w niej wcześniej wspomnianą prezerwatywę. -Bez tego ani rusz. Ponownie się śmieje a ja podzielam ten gest. Wkłada śliską paczkę z mój stanik, co wydaję się trochę dziwnie po czym sięga rękoma i pozbywa się swoich bokserek. Nie opuszczam wzroku z jego twarzy. Wygląda tak spokojnie. Jego spojrzenie wraca do mnie, podle gapiąc mi się w oczy oblizuje swoje palce po czym przejeżdża po mojej samoistnie mokrej kobiecości.
-Oh. Wydaję z siebie zupełnie niekontrolowanie. Przez co lekko się mieszam. Słysze jego cichy gardłowy śmiech gdy w tą i z powrotem trąca moją twarz swoim idealnie prostym nosem. Odrywa swoje dłonie i łapiąc mnie za pośladki przyciąga na sam kraniec drewnianego obicia. Urywkowo spoglądając mi w prawie już palące się oczy wkłada swoje dwa palce we mnie. Ponownie wydaje z siebie lekkie mruknięcie. To jak delikatnie nimi porusza przyprawia mnie o przyjemne dreszcze. Trzymam się jego silnych ramion i zamykam oczy oddając się jego dotykowi. -Otwórz ją. Szepcze przywołując mnie do normalności. Wyjmuję paczkę z mojego stanika, gdzie poprzednio mi ją wetknął, ostrym kantem paczki przejeżdżają sobie po skórze, co jest mniej przyjemne. -Niezdara. Uśmiecha się całując mnie lekko w usta po czym zabiera mi prezerwatywę. -Może lepiej ja to zrobię. Uśmiecha się przerywając opakowanie zębami. Nakłada ją na całą długość swojego członka po czym ponownie patrzy mi w oczy. I czuję jakby wszystkie moje ściany legły w gruzach. Wchodzi we mnie lekko wzdychając, co miesza się z moim jękiem. Jest idealny pod każdym względem. Przez moment oboje zastygamy w bezruchu, zaciskam kurczowo dłonie na jego spiętych mięśniach ramion i lekko wbijam w jego opaloną skórę paznokcie. Po niedługim momencie chłopak lekko się porusza jeszcze głębiej wbijając się w mnie, na co reaguję kolejnym głośniejszym westchnięciem, a Harry zaciska swoje wargi na krańcu mojego ucha, to urocze. Z każdą kolejną chwilą czuję jakby ktoś uderzał w mój czuły punkt coraz mocniej i mocniej. Nasz oddechy stają się mniej spokojnie niż do tej pory, czuje jakbyśmy uprawiali niesamowicie dziki seks, a tak na prawdę jest to wszystko bardziej powolne i zmysłowe. Błądzę rękoma delikatnie przemierzając jego plecy w każdym kierunku, jak obejmuję. Jest cały gładki, zupełnie jakby dbał o swoje ciało jak o nic innego. Jego perfumy i zapach ciała tworzą idealną kompozycję. Rozkoszuję się jego zapachem, ciałem, stosunkiem zupełnie nie myśląc o wadach. Moich jak i jego. -Dlaczego wcześniej uciekłaś? Pyta cicho, co jest zupełnie nietypowe jeśli chodzi o moje poprzednie stosunki, chce rozmowy podczas seksu? Wyczekuje odpowiedzi nie przestając się poruszać. Trąca moją twarz swoją.
-Bałam się. Mówię łapiąc oddech.
-Czego? Pyta nie przerywając trącać moją twarz to w bok to w tył i skromnych cmoknięć w szyję.
-Nie robiłam tego w łóżku. Mówię niechętnie. Zupełnie bez ostrzeżenia Harry przestaje być we mnie. Patrzy na mnie z ogromnym niedowierzaniem. Jestem przerażona, dlaczego tak zareagował?
-Żartujesz. Po chwili jego mina nie jest już zła.
-Nie. Odpowiadam nadal czekając na jego powrót. Byłam już wystarczająco blisko osiągnięcia całkowitej przyjemności dzięki niemu, a teraz siedzę jak totalna sierota. Nerwowo schodzę ze stołu i podnosząc moją sukienkę pośpiesznie chce ją ubrać.
-Nie. Łapie moje dłonie odpycha ją w bok, ujmuje moją twarz w ciepłe dłonie i całuje z ogromną pasją. Puszczam trzymamy przez mnie ciuch i nie wiem jak się zachować. Jego nabrzmiały penis zderza się w moich brzuchem, co jest dziwnym doznaniem. Mam ochotę się śmiać. -Jaki dupek Cię tak skrzywdził? Odrywa się na moment i pyta łagodnie po czym ponownie złącza nasze usta. Nie jestem pewna, ale chyba domyślam się co brunet ma na myśli. Nie ważne co było kiedyś, dopóki mam przy sobie jego idealne ciało, namiętne wargi, szmaragdowe oczy patrzące w moje gubiące się w jego idealności żadna krzywda mnie nie dotyka. Mam wrażenie jakby za wszelką cenę chciał zdjąć ze mnie tym każdy jeden ból. Ale ja go nie chce, nie chce go czuć i nie chce pamiętać. To jak wyglądał mój pierwszy raz, to nie jest to, co chce pamiętać do końca życia. Zawsze marzyłam o totalnej romantyczności, łóżku, rozkoszy, a dostałam toaletę na jednej z imprez, pod totalnym wpływem alkoholu. Ale wcale nie mogę się tym zasłaniać, to tylko i włącznie była moja głupota, błąd. A plucie sobie w brodę teraz nie ma najmniejszego sensu.
-Jest okey. Uspokajam go schodząc pocałunkami na jego szyje. Trzymając moje dłonie w jego pośpiesznie po prostu padam na kolana i chce mu sprawić przyjemność, nie ważne jak nieswojo się teraz czuję. Udając śmiałość po prostu zdejmuję jego prezerwatywę i oblizuję jego penisa. To dziwne. Spoglądam w górę i widzę jego lekko odchyloną twarz i słyszę gardłowe jęknięcie, brzmi trochę jak jakaś ulga. -Nie rób tego. Łapię moją głowę w swoje dłonie i odciąga mnie od siebie. Za moment chyba spalę sie ze wstydu. -Wstań. Mówi łapiąc mnie za nadgarstki, pomaga mi wstać. -Nie chcę być jak tamten. Uśmiecha się łagodnie przywracając mi honor. -Byłaś cudowna. Zakłada kosmyk włosów za moje ucho. -Ale nie chce zachować się jak dupek. Tłumaczy dalej. Nie rozumiem dlaczego tak uważa. To nie jest krzywda, że nie uprawiamy seksu w łóżku. -Jeszcze znajdziemy na to czas. Uspokaja swój oddech trzymając swoje czoło przy moim.
-Na łóżko? Śmieje się lekko łagodniejąc pod jego bliskością.
-Spędzimy w nim cały dzień. -Do odważnych świat należy skarbie. Cytuje moje słowa unosząc cwaniacko brwi. -A pierwszy raz na stole bilardowym możemy uznać, za zaliczony. Mówi. -Przepraszam Cię, ale muszę skoczyć do łazienki. Mówi uśmiechając się znacznie. -Rozumiesz, niektórych spraw nie dokończyliśmy. Puszcza mi oczko naciągając bokserki na swoją twardą męskość. Opuszczam wzrok z rozbawieniem. Chłopak wychodzi z "piwnicy" a ja zostając sama po prostu zalewam się żalem, złością. Dlaczego do cholery to zrobiliśmy! Dlaczego uciekłam mu wtedy. Czuję niesamowity niedosyt, w głębi duszy mam nadzieję, że on też go odczuwa.
___________
-Nie. Teraz to ja się sprzeciwiam łapiąc go za ręce wzmagam w nim podniesienie się. Przygląda mi się bacznie wstając. -Tak lepiej. Uśmiecham się zakładając ręce za jego kark i składając pocałunek na jego ustach. Wysuwam nogi z moich wysokich obcasów i jestem teraz niższa od niego. Odpycham je lekko stopą w bok. Ciągnąc go cofam się i ostatecznie zmieniamy się stronami. Popycham go lekko na materac, siada na niego i patrzy na mnie z podziwem i uśmiechem na pełnych wargach. Kręcę głową widząc jego fascynacje tym samym się uśmiechając. Bez wahania siadam na jego nogi, a cała moja sukienka zadziera się do góry.
-Jesteś strasznie łapczywa. Mówi odrywając się od moich pragnących go ust. -Gdybyś mi się tak bardzo nie podobała, zrobiłbym to inaczej. Bełkocze nieznacznie. Zaciska silne dłonie na moich pośladkach a sam kładzie się płasko na czarnej pościeli. -Jestem cały twój. Śmieje się rozkładając szeroko ramiona.
-Dobranoc. Całuje do lekko w czoło i wstaje. Chłopak wygląda na nieźle skołowanego. Zakładam moje szpilki na nogi i wychodzę z pokoju.
-Żartujesz! Słysze jego oburzenie. Wychodzi z pokoju poprawiając włosy i patrzy na mnie stojąc na samej górze schodów, a ja jestem już na parterze.
-Nie można mieć wszystkiego. Rzucam z sztucznym uśmiechem.
-Ale niektóre rzeczy owszem. Odpowiada z tym samym uśmiechem powoli schodząc po chodach i wygląda prawie jak grecki bóg. Ponownie przelatuje mnie strach gdy jest coraz bliżej a ja stoję jak wryta. Podchodzi na tyle ile tylko jest to możliwe i patrząc mi w oczy unosi lekko rękę z chłonnym wszystko uśmiechem. Próbuje zdjąć moją bieliznę z jego nadgarstka, gdy ten usilnie zabiera rękę przede mną.
-Oddaj to. Mówię rozbawiona.
-Nie można mieć wszystkiego. Czyli role się odwróciły.
-Więc wrócę do domu bez nich. Wzruszam ramionami i wychodzę na ulicę. Chłopak stoi w drzwiach i przygląda mi się jak powoli stawiam kroki w stronę mojej dzielnicy.
-Nie zrobisz tego. Śmieje się po nosem.
-Do odważnych świat należy. Rzucam żartobliwie i idę przed siebie nie zwracając na niego uwagi. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wieczorne chodzenie po mieście nie należy do najbezpieczniejszych, a fakt, że Harry ma moja majtki mnie przerażą. Mijam już druga przecznice i jak do tej pory droga przemija mi w spokoju. -Długo masz zamiar tak jechać? Pytam gdy po kilku minutach zaczyna mnie to drażnić. Wygląda jakby mnie odprowadzał. Swoim autem. O ironio.
-Zależy. Uśmiecha się gdy pochylam się do otwartej szyby.
-Od czego?
-Jak długo nie dasz za wygraną. Oznajmia pokazując moje matki w kieszeni jego jeansów.
-Oddasz mi je? Unoszę jedna brew i przyglądam mu się.
-Wsiadaj. Czyżby był poirytowany tym, że wypinam się pochylona do jego auta? Cóż z jednej strony jestem mu za to bardzo wdzięczna. Otwieram drzwi i naciągając sukienkę jak tylko mogę wsiadam. -Zakładaj. Wręcza mi moją bieliznę i czuję się nieswojo. Co za beznadziejna sytuacja.
-Że tutaj? Pytam patrząc na niego niepewni.
-Oh proszę Cię. Śmieje się zakrywając oczy. -No szybko bo Ci co nieco przewieje. Dodaje. Co za dupek. Przekładam koronkowe majtki pośpiesznie przez szpilki i równie prędko zaciągam je po nogach aż do celu. -Świetnie. Słysze jego spokój w głosie. -Mam Cię odwieźć, czy wracamy do mnie? Pyta.
-Zależy co masz mi do zaoferowania. Mówię poważnie.
-W sumie to nie widziałaś części mojego domu, jest niewielki ale jest kilka zakamarków. Tłumaczy tajemniczo.
-Wobec tego, możemy wracać. Uśmiecham się lekko. -Ale bez żadnych gierek.
-Spokojnie. Puszcza mi oczko co wybija mnie z normalnego funkcjonowania. -Zapnij pasy. Nakazuje po czym pośpiesznie rusza.
-Dlaczego nie szedłeś tylko jechałeś? Pytam zaciekawiona jego maniactwem jeżdżenia.
-Po prostu nie lubię spacerów. Wzrusza ramionami krzywiąc się lekko.
-To dziwne. Oznajmiam mu.
-Mam ochotę na wino. Mówi gdy przekraczamy próg domu. Patrze na niego podle. -Spokojnie, nie mam zamiaru Cię upić. Śmieje się.
-Gdzie idziesz? Pytam gdy chłopak mija schody i idzie korytarzem dalej, w tamtej części salonu nie byłam.
-Chodź. Uśmiecha sie kiwając glową. Idę tuż za nim by po chwili skręcić i trafić na schody w duł tuż pod tymi, które prowadzą na piętro. Nie miałam pojęcia, że tu jest jakaś piwnica. -Boisz się czegoś? Odwraca się na schodach patrząc na mnie z niedogodnym spojrzeniem. -Wyluzuj nie mam tam żadnych lochów. Ponownie obdarza mnie czułym uśmiechem, to uroczę. Zsuwam obcasy z nóg i stąpam gołymi stopami po drewnianych, śliskich i lśniących schodach za lokatym.
-Całkiem, całkiem. Mówię z podziwem widząc ceglane ściany i charyzmatyczne lampy na nich. Bardzo przytulnie jak na piwnicę.
-Chodź dalej. Odciąga mnie z ostatniego stopnia schodów i idziemy w głąb pomieszczenia. Na jednej ze ścian znajduję się regał jak miewam z winami.
-Czegoś tutaj nie rozumiem. Mówię spokojnie rozglądając się po pomieszczeniu. Zupełnie zatracam się w poszukiwaniu różnych detali, trzymając się metalowej rury zataczam się dookoła niej, aż w końcu opamiętuje sie spoglądając na chłopaka. Stoi do mnie tyłem i zagląda do drewnianych półek z trunkami.
-Czego konkretnie? Pytam zadumany.
-Masz zaledwie 23 lata, nie uważasz, że te całe wina nie pasują do twojej osoby? Wydawał mi się typem faceta z pasją- prędkość, to chyba jego drugie imię. A teraz znajduję się w naprawdę poważnie urządzonej piwnicy. Mogłabym w niej mieszkać.
-Nie uważasz, że każdy ma kilka obliczy? Pyta spokojnie. -No wiesz, to że mam takie a nie inne pasje, nie oznacza wcale że nie mam tez jakichś innych potrzeb.
-Jakich potrzeb na przykład? Przeciągam tą rozmowę, która przebiega w idealnej tonacji i spokoju.
-Korzystanie z toalety? Rozśmiesza mnie.
-Pytam poważnie Harry. Odpowiadam łagodnie utrzymując klimat konwersacji.
-Czasem lubię wypić wino, nawet książki zdarza mi się czytać.
-Fascynujące. Odpowiadam lekko zadziornie.
-Owszem. Odpowiada z uśmiechem odwracając się w moją stronę. -Uwielbiam też fascynujące kobiety. Jesteś playboy'em czy raczej romantykiem, bo zaczęłam się w tobie gubić Panie Styles. Trzyma w ręku butelkę jakiegoś wina, którego nazwy nie jestem w stanie wymówić. Pokazuje mi ja. -Może być?
-Sądzę, że jest doskonałe. Odpieram z podziwem przez moment patrząc na starą etykietę na butelce.
-Nie masz pojęcia o winach, prawda? Przygryza figlarnie wargę.
-Dokładnie. Zniżam ton i mówię z nonszalancją. -Masz tutaj kominek? Otwieram szeroko usta widząc przytulnie wyglądający w drewnianej oprawie kominek.
-To miejsce to ogólnie całkowite przeciwieństwo mieszkania na górze. Tłumaczy. -Czasem miło tu posiedzieć. Dodaje zadumany. Dlaczego tak często w ten sposób mi się przygląda? Wtedy wygląda jak człowiek z obsesją.
-Chciałabym kiedyś trafić na to "czasem". Uśmiecham się wracając do niego. Milczy i jest jakby lekko stłamszony. -To znaczy wiesz, jeśli będziesz miał ochotę mnie zaprosić. Tłumacze się prędko, czuje się jak idiotka!
-Spokojnie. Uśmiecha się załagadzając moje zawstydzenie.
-Po prostu to zabrzmiało tak jakbym się narzucała. Usilnie chce uciec od mojej wtopy.
-Ja tak nie uważam. Poprawia mnie. -Niebawem. Mówi tajemniczo po czym najwyraźniej chce już wracać na górę. -Idziesz?
-Strasznie mi się tu podoba. Mówię powoli doganiając chłopaka na schodach. -Tam jest bardziej przytulnie. Uśmiecham się do niego. Spodobało mi się to i on. Za bardzo.
-Mówiłem Ci już, że ślicznie się uśmiechasz? Wyraźnie chce mnie zawstydzić. Opuszczam wzrok chowając twarz we włosach. -Rób to codziennie. Zaleca. -Zapomniałaś butów. Śmieje się pod nosem, co jest takie zabawne według niego?
-To przez Ciebie. Burczę wracając się po nie.
-Dlaczego prze mnie? Mówi głośno, abyśmy mogli się dobrze słyszeć.
-Bo tak!
-To nie jest odpowiedź Madison. Czy on czasem nie traktuje mnie z góry? -Zdaje sobie sprawę, że chętnie byś gapiła się na mnie godzinami i wszytko, ale opanuj to. Schlebia sobie podle.
-Masz za dużo pewności siebie. Oznajmiam mu rzucając szpilki na mały puszysty dywan przed kanapą w salonie. Wchodzę do kuchni.
-A ty masz jej za mało. Stwierdza. -Kim dla Ciebie jestem? Pyta zupełnie poważnie.
-Facetem, który swoim spojrzeniem miażdży całą moją pewność siebie. Odpowiadam oschle, ale też wyczerpująco. Sama siebie zaskakuje tymi słowami, a co dopiero jego. Milczymy oboje, gdy Harry'emu w końcu udaje sie wyjąć korek z wina. Spogląda na mnie z zadowoleniem. Nie wiem czym jest ono spowodowane, otwarciem butelki, czy może moją odpowiedzią?
-Błyskotliwa jak zawsze. Uśmiecha się i znowu mnie zawstydza. -Naprawdę mi się podobasz. Mówi skupiony na nalewaniu czerwonej cieczy. -Powiedziałem coś nie tak?
-W klubie powiedziałeś, że jesteśmy parą. Tłumacze moje wyraźne ponurzenie.
-Madison. Widzę jak się frustruje i stara się być w tym łagodny. -Nie wymagaj niczego ode mnie, ok?
-A wymagam? Pytam nie do końca rozumując sens.
-Skarbie, nie jesteśmy parą, to co najwyżej daleka przyszłość jak dla mnie. Gasi cały mój świat.
-Super. Oznajmiam niechętnie. -To zdecydowanie to, co chciałam usłyszeć. Mówię smutno.
-Nie dąsaj się na mnie. Trące lekko mój podbródek. -Nie lubię tego. Uśmiecha się po czym lekko muska moje usta swoimi.
-Nie dąsam się. Przygryzam lekko wargę patrząc z przymrożeniem w jego oczy. -Jakoś na dole rozmawiało nam się lepiej. Mówię próbując rozluźnić atmosferę.
-W takim razie dziś mamy "czasami". Oznajmia wręczając mi szklankę winną (kielich z winem) -Chodźmy skoro tak. Dodaje objaśniając wszystko, w ręku trzyma butelkę cieczy i powoli przemierzamy salon. -Poczekaj zamknę dom. Przekazuje mi butelkę a ja przyglądam się tej małej etykietce. To co jest na niej napisane zdecydowanie nic mi nie mówi. -Armagnac delord 1973 rocznik. Wyjaśnia wracając do mnie.
-Dość stare. Mówię.
-Wspaniały rocznik. Uśmiecha się lekko kpiąco zabierając mi butelkę. Ponownie znajdujemy się w "piwnicy".
-Znasz się na winach? Pytam zainteresowana wszystkimi aspektami jego osoby.
-Wydaje mi się, że wiem do czego zmierzasz. Ustawia powoli bile na zielonym materiale i wygląda zaskakująco spokojnie. -To kosztowało 80 Euro. Oznajmia. -Ana mi je przywiozła. Ten fakt, mógł uprzejmie pominąć.
-Ta Ana? Pytam sugerując się jego sąsiadką. Oglądam stojące na półce wina i zastanawiam się czy któreś z nich jest równie wytrawne jak te.
-Tak. Odpowiada spokojnie. -Jej ojciec jest Niemcem. To chyba wszystko wyjaśnia. -Zagramy? Pyta radośnie odstawiając swój kielich na bok.
-Nie chcę. Nie odwzajemniam jego entuzjazmu.
-Boisz się przegranej? Podaje mi kij. -Grałaś kiedykolwiek? Jego pytania czasem są po prostu bezczelne, czy uważa mnie za tak biedną, że nigdy nie pozwoliłam sobie na grę?
-Myślisz, że nie? Uśmiecham się tajemniczo obserwując go spode łba, gdy nachylam się nad stołem i pierwszy punkt jest już mój. Uśmiecham się podle nie pozwalając mu czuć się tak swobodnie.
-Próbujesz mnie rozproszyć? Droczy się ze mną i to chyba jedna z rzeczy, która wychodzi mu najlepiej. -Jeśli nie chcesz grać, stół nadaje się do innych rzeczy. Mówi znacznie.
-Doprawdy? Patrzę na niego zachęcająco. Przygryzam wargę opierając się o drewniane krawędzie stołu, patrząc jak dosłownie kocimi ruchami zbliża się do mnie. -Udowodnisz mi to? Pytam nadal go do siebie przyciągając wzrokiem.
-Tym razem nie uciekniesz? Pyta blokując mi drogę ucieczki, gdy spiera się rękoma przy moich bokach.
-A mam jakieś szanse?
-Marne. Cieszy się. -Dom jest zamknięty. Mówi emfatycznie*. -Twój C75 jeszcze zapięty. Kontynuuje zdejmując kawałek materiału z mojego ramienia. Dając duży nacisk na słowo ,,jeszcze''
-I co masz zamiar zrobić z tym faktem? Próbuję się z nim lekko droczyć, tym samym coraz bardziej go podsycając.
-Na początku zdejmę twoją sukienkę. Uśmiecha się lekko muskając raz po raz moje usta.
-Odważny ruch Panie Styles. Podnoszę się na rękach i lekko siadam na brzeg stołu.
-Ruch będzie trochę później jak już wyjmiesz prezerwatywę z tylnej kieszeni moich jeansów. Podpowiada mi subtelnie.
-Mocne słowa jak na dwudziesto-trzy latka. Bawię sie jego włosami i czerpię z tego ogromną przyjemność.
-Jak mnie nikt nie powstrzyma, to za moment ten 23 latek, będzie kochał starszą kobietę. Odgryza się lekko.
-Trzy lata to znaczna różnica. Próbuje wybrnąć. -Będziesz kochał?
-Jak zacznę, to będę chciał robić to każdego dnia. Dodaje, a ze zdania na zdanie nasze pocałunki nabierają na namiętności. Odpowiadam na jego słowa tłumionym śmiechem. -Jesteś bardzo niezdecydowana. Oznajmia odrywając się, stawia pomiędzy nami ścianę. Patrzy na mnie przez moment by po chwili lekko palcem przejechać po moim udzie podciągając moją sukienkę do góry. -Urocza. Patrzy na to co właśnie robi i wygląda imponująco dzięki tej nienaruszonej powadze. -Gorąca. Dodaje jedno po drugim, powinnam tutaj cała sie palić z zawstydzenia, jednak tak nie jest. -I właśnie nauczyłaś się przyjmować moje komplementy. Uśmiecha się patrząc na moją twarz. -Mógłbym powiedzieć, że jestem dumny. Dodaje wyniośle bawiąc się suwakiem w mojej sukience, to w dół to w górę. Próbuje go zepsuć, czy po protu się ze mną droczy? -Tylko dlaczego wciąż mnie zbywasz? Pyta przestając robić cokolwiek istotnego, odczuwalnego.
-Teraz tego nie robię. Mówię pochylając się w przód, w celu sięgnięcia jego ciepłych warg. -Masz zamiar w końcu działać? Pytam, bo nie mam ochoty czekać na niego dłużej.
-A wiesz co masz robić? Pyta przygryzając lekko wargę.
-Masz prezerwatywę w tylnej kieszeni skarbie. Pomrukuje do niego naciskając na ostatnie słowo.
-Mmm. Brzmi jakby się czymś degustował. Aż tak? -Wobec tego mam nadzieje, że mi nie uciekniesz. Uśmiecha się i nie widzę tego, a raczej czuje na skórze mojej szyi. Sięgam krańców jego koszuli i chce za wszelką cenę aby ją zdjął. -Może najpierw rozepniemy? Śmieje się ponownie gdy siłuję się z jej cienkim materiałem. Odwraca swoje dłonie i powoli odpina górny guziczek. Patrze na niego wyczekująco.
-Możesz szybciej? Pytam nie ukrywając mojej niecierpliwości, gdy droczy się ze mną swoim tempem.
-Możesz mi pomóc. Mówi unosząc dłonie w geście poddania. Zabieram się za to, co jeszcze przed sekundą robił on i z każdym kolejnym rozpiętym oczkiem czuję większy pożądanie. Każdy jego tatuaż dodaje mu niezwykłego charakteru. -Na co tak patrzysz? Pyta gdy przez moment w bezruchu patrzę na jego klatkę piersiową.
-Uwielbiam je. Mówię niepewnie się uśmiechając.
-Też Cię uwielbiam. Odpowiada wlepiając swoje usta w moje i wciskając swój sympatycznych rozmiarów język ku mojemu. -Zaraz Ci pokaże jak bardzo. Pomrukuje po czym zamek mojej sukienki jest już rozsunięty. Przelatują mnie dreszcze i nuta niepokoju a za razem rozkoszy. Chłopak ciągnie mnie w celu postawienia mnie na nogi. Zsuwam swoją sukienkę pozwalając jej swobodnie opaść na moje stopy, po czym z niej wychodzę. -Dla ułatwienia sprawy wyskakuj też z majtek. Śmieje się lekko spychając boki skąpej bielizny po moich pośladkach, robię to o co mnie poprosił, praktycznie jestem już naga. -I piękna. Dodaje najwyraźniej do mojej myśli o nagości. Jest mi niezmiernie miło wysłuchiwać jego kolejnych to komplementów. -Obejmij mnie. Nakazuje. To denerwujące, jest łagodny a za razem wywyższa swoją osobę. Obejmuje rękoma jego kark po czym moje nogi odrywają się od podłogi i z powrotem siedzę na stole bilardowym. -Stanik może zostawimy. Mruczy patrząc w duł na moje piersi, które w tym staniku wyglądają całkiem nieźle. Uśmiecham się do niego zupełnie oszołomiona tym napięciem. Patrząc mi prosto w oczy rozpina pasek i suwak od swoich ciemnych jeansów. To takie niezręczne a za razem podniecające. Wygląda jak model, jego szerokie plecy idealnie kontrastują z wąskimi biodrami. Karmię moje oczy uważnie lustrując jego ciało. Zakładam nogę na nogę zaciskając je lekko. Przygląda mi się w ten sam sposób jak ja jemu. Nasze oczy sie spotykają i nie mam już żadnej drogi ucieczki, nawet nie chce mieć. Moje serce wali jak oszalałe, a za razem jestem tez zrelaksowana. -Nigdy nie robiłem tego na stole bilardowym. Śmieje się skromnie kręcąc z niedowierzaniem głową. Wygląda tak drapieżnie. Patrzy na mnie pytająco zagryzając dolną warg.
-Ja też nie. Mówię. Chłopak wraca i łapiąc mnie za kolana rozpycha moje nogi na boki. Jestem przed nim zupełnie otwarta, jakkolwiek to rozumując. -Zapomniałeś o bokserkach. Wciskam palec za gumkę jego bielizny i pociągam ją w swoją stronę, po czym puszczam tak, że uderza o jego ciało.
-Może mi pomożesz? Patrzy mi w oczy spierając swoje czoło na moim. Uśmiecha się zawadiacko a ja nie czuję już żadnego pokrępowania.
Podoba mi się to strasznie. Przechyla głowę i namiętnie pieści moją szyje a ja lekko zsuwam jego bieliznę w duł. Niestety tylko na tyle, ile pozwala mi bariera jaką stanowi jego duże ciało. Denerwuję się lekko nie mogąc sobie poradzić. -Spokojnie. Śmieje się do mojego ucha. Pozwala swojej dłoni się rozluźnić i trzyma w niej wcześniej wspomnianą prezerwatywę. -Bez tego ani rusz. Ponownie się śmieje a ja podzielam ten gest. Wkłada śliską paczkę z mój stanik, co wydaję się trochę dziwnie po czym sięga rękoma i pozbywa się swoich bokserek. Nie opuszczam wzroku z jego twarzy. Wygląda tak spokojnie. Jego spojrzenie wraca do mnie, podle gapiąc mi się w oczy oblizuje swoje palce po czym przejeżdża po mojej samoistnie mokrej kobiecości.
-Oh. Wydaję z siebie zupełnie niekontrolowanie. Przez co lekko się mieszam. Słysze jego cichy gardłowy śmiech gdy w tą i z powrotem trąca moją twarz swoim idealnie prostym nosem. Odrywa swoje dłonie i łapiąc mnie za pośladki przyciąga na sam kraniec drewnianego obicia. Urywkowo spoglądając mi w prawie już palące się oczy wkłada swoje dwa palce we mnie. Ponownie wydaje z siebie lekkie mruknięcie. To jak delikatnie nimi porusza przyprawia mnie o przyjemne dreszcze. Trzymam się jego silnych ramion i zamykam oczy oddając się jego dotykowi. -Otwórz ją. Szepcze przywołując mnie do normalności. Wyjmuję paczkę z mojego stanika, gdzie poprzednio mi ją wetknął, ostrym kantem paczki przejeżdżają sobie po skórze, co jest mniej przyjemne. -Niezdara. Uśmiecha się całując mnie lekko w usta po czym zabiera mi prezerwatywę. -Może lepiej ja to zrobię. Uśmiecha się przerywając opakowanie zębami. Nakłada ją na całą długość swojego członka po czym ponownie patrzy mi w oczy. I czuję jakby wszystkie moje ściany legły w gruzach. Wchodzi we mnie lekko wzdychając, co miesza się z moim jękiem. Jest idealny pod każdym względem. Przez moment oboje zastygamy w bezruchu, zaciskam kurczowo dłonie na jego spiętych mięśniach ramion i lekko wbijam w jego opaloną skórę paznokcie. Po niedługim momencie chłopak lekko się porusza jeszcze głębiej wbijając się w mnie, na co reaguję kolejnym głośniejszym westchnięciem, a Harry zaciska swoje wargi na krańcu mojego ucha, to urocze. Z każdą kolejną chwilą czuję jakby ktoś uderzał w mój czuły punkt coraz mocniej i mocniej. Nasz oddechy stają się mniej spokojnie niż do tej pory, czuje jakbyśmy uprawiali niesamowicie dziki seks, a tak na prawdę jest to wszystko bardziej powolne i zmysłowe. Błądzę rękoma delikatnie przemierzając jego plecy w każdym kierunku, jak obejmuję. Jest cały gładki, zupełnie jakby dbał o swoje ciało jak o nic innego. Jego perfumy i zapach ciała tworzą idealną kompozycję. Rozkoszuję się jego zapachem, ciałem, stosunkiem zupełnie nie myśląc o wadach. Moich jak i jego. -Dlaczego wcześniej uciekłaś? Pyta cicho, co jest zupełnie nietypowe jeśli chodzi o moje poprzednie stosunki, chce rozmowy podczas seksu? Wyczekuje odpowiedzi nie przestając się poruszać. Trąca moją twarz swoją.
-Bałam się. Mówię łapiąc oddech.
-Czego? Pyta nie przerywając trącać moją twarz to w bok to w tył i skromnych cmoknięć w szyję.
-Nie robiłam tego w łóżku. Mówię niechętnie. Zupełnie bez ostrzeżenia Harry przestaje być we mnie. Patrzy na mnie z ogromnym niedowierzaniem. Jestem przerażona, dlaczego tak zareagował?
-Żartujesz. Po chwili jego mina nie jest już zła.
-Nie. Odpowiadam nadal czekając na jego powrót. Byłam już wystarczająco blisko osiągnięcia całkowitej przyjemności dzięki niemu, a teraz siedzę jak totalna sierota. Nerwowo schodzę ze stołu i podnosząc moją sukienkę pośpiesznie chce ją ubrać.
-Nie. Łapie moje dłonie odpycha ją w bok, ujmuje moją twarz w ciepłe dłonie i całuje z ogromną pasją. Puszczam trzymamy przez mnie ciuch i nie wiem jak się zachować. Jego nabrzmiały penis zderza się w moich brzuchem, co jest dziwnym doznaniem. Mam ochotę się śmiać. -Jaki dupek Cię tak skrzywdził? Odrywa się na moment i pyta łagodnie po czym ponownie złącza nasze usta. Nie jestem pewna, ale chyba domyślam się co brunet ma na myśli. Nie ważne co było kiedyś, dopóki mam przy sobie jego idealne ciało, namiętne wargi, szmaragdowe oczy patrzące w moje gubiące się w jego idealności żadna krzywda mnie nie dotyka. Mam wrażenie jakby za wszelką cenę chciał zdjąć ze mnie tym każdy jeden ból. Ale ja go nie chce, nie chce go czuć i nie chce pamiętać. To jak wyglądał mój pierwszy raz, to nie jest to, co chce pamiętać do końca życia. Zawsze marzyłam o totalnej romantyczności, łóżku, rozkoszy, a dostałam toaletę na jednej z imprez, pod totalnym wpływem alkoholu. Ale wcale nie mogę się tym zasłaniać, to tylko i włącznie była moja głupota, błąd. A plucie sobie w brodę teraz nie ma najmniejszego sensu.
-Jest okey. Uspokajam go schodząc pocałunkami na jego szyje. Trzymając moje dłonie w jego pośpiesznie po prostu padam na kolana i chce mu sprawić przyjemność, nie ważne jak nieswojo się teraz czuję. Udając śmiałość po prostu zdejmuję jego prezerwatywę i oblizuję jego penisa. To dziwne. Spoglądam w górę i widzę jego lekko odchyloną twarz i słyszę gardłowe jęknięcie, brzmi trochę jak jakaś ulga. -Nie rób tego. Łapię moją głowę w swoje dłonie i odciąga mnie od siebie. Za moment chyba spalę sie ze wstydu. -Wstań. Mówi łapiąc mnie za nadgarstki, pomaga mi wstać. -Nie chcę być jak tamten. Uśmiecha się łagodnie przywracając mi honor. -Byłaś cudowna. Zakłada kosmyk włosów za moje ucho. -Ale nie chce zachować się jak dupek. Tłumaczy dalej. Nie rozumiem dlaczego tak uważa. To nie jest krzywda, że nie uprawiamy seksu w łóżku. -Jeszcze znajdziemy na to czas. Uspokaja swój oddech trzymając swoje czoło przy moim.
-Na łóżko? Śmieje się lekko łagodniejąc pod jego bliskością.
-Spędzimy w nim cały dzień. -Do odważnych świat należy skarbie. Cytuje moje słowa unosząc cwaniacko brwi. -A pierwszy raz na stole bilardowym możemy uznać, za zaliczony. Mówi. -Przepraszam Cię, ale muszę skoczyć do łazienki. Mówi uśmiechając się znacznie. -Rozumiesz, niektórych spraw nie dokończyliśmy. Puszcza mi oczko naciągając bokserki na swoją twardą męskość. Opuszczam wzrok z rozbawieniem. Chłopak wychodzi z "piwnicy" a ja zostając sama po prostu zalewam się żalem, złością. Dlaczego do cholery to zrobiliśmy! Dlaczego uciekłam mu wtedy. Czuję niesamowity niedosyt, w głębi duszy mam nadzieję, że on też go odczuwa.
___________
* emfatycznie- przesadna, emocjonalna wypowiedź,
nacisk na jakieś zdanie, słowo wskazujący na racje/ prawdę ;)