piątek, 11 października 2013

XII


__________

-Przestań. Śmieje się z zamkniętymi oczami, gdy czuję jak chłopak wyraźnie przejechał językiem po mojej szyi. -No przestań, to obleśne. Mój policzek także zostaje obśliniony. 
-Fatk, jak Cie pies po twarzy liże to obleśne. Słysze jego głos i nie dobiega on z miejsca obok. Otwieram oczy a na łóżku widzę całego w skowronkach Spike >spajki<  
-O boże nie mogłeś nic powiedzieć! Unoszę się patrząc jak Harry stoi przed drzwiami i śmieje się z zaistniałej sytuacji. -Ugh! jesteś okropny. Dodaje nerwowo.
-Twoja ciocia przyszła i twoja mama za wszelka cenę chciała mnie przedstawić. Wyjaśnia.
-Przedstawiła Cie w samych bokserkach? Pytam wskazując na jego skąpe odzianie. Śmieje się patrząc na jego zakłopotanie, po chwili jednak zamienia się to w rozbawienie. 
-Właściwie, to mogę rzec, że poznała mnie bardzo dokładnie. Śmieje się. -Przepraszam, nie zamknąłem drzwi i..           [Ed Sheeran -wake me up]
-To nic, jakoś przeżyje to, ze pies mnie oblizał. Wywracam oczami, po czym ponownie opadam na poduszkę. -Jak się czujesz? Pytam nieco smutniej, czuję że mi brakuje jeszcze sił. 
-Zdecydowanie lepiej. Wchodzi na łóżko przemieszczając się po materacu na kolanach, po czym nachyla się i całuje mnie w policzek. Piękne dzień dobry Styles. 
-W ten lizał mnie pies. Śmieje się, a on wyrzuca język z ust i robi skwaszoną minę. -Takie to było zabawne przecież. Dokuczam mu wyraźnie go bawiąc.
-Była zabawne gdy lizał Ciebie, nie gdy ja lizę Cię po nim. Tłumaczy wyniośle, a ja oblewam się rumieńcami. 

-Masz zamiar zostać w łóżku dziś? Pyta ubierając się w spodnie. Przyglądam mu się rożnie uważnie jak on mnie, wtulając twarz w miękką, zwiniętą kołdrę. Wygląda jakby był po dobrym seksie. Co ja gadam! 
-Raczej tak. Przeciągam się lekko po czym zastygam w bezruchu. -Stało się coś? Pytam widząc jego niezadowolenie. 
-Idę dzisiaj podpisać papiery. Uśmiecha się niepewnie pod nosem. 
-Jakie papiery? Marszczę brwi i patrzę na niego. Przeanalizowałam chyba każda naszą rozmowę i nie wiem o czym mowa. 
-Przecież mam przejąć firmę. Mówi jakby to było oczywiste. Przecież miałam prawo zapomnieć.
-To już? Dziwię się zdecydowanie. Odniosłam wrażenie, że to nastąpi za ładnych parę lat. 
-Tak dziś. Całuje mnie w czubek nosa. -Będziesz miała bardzo bogatego faceta. Przygryza lekko wargę trzymając twarz blisko mojej. 
-Nie zależy mi na bogatym facecie. Mówię oburzona jego postawą. 
-To niech zacznie, za parę dni nim będę. Uśmiecha się znacząco, a za razem tajemniczo. Nienawidzę tego. Tak bardzo lubi chwalić się swoimi osiągnięciami. Odsuwa się ode mnie i zapina zegarek na nadgarstku wkładając w to dużo skupienia i trudu. 
-Wyjaśnisz mi pojęcie tego, że będę miała bogatego faceta? Pytam bawiąc się palcami. Brzmiało to jakbyśmy byli parą, a póki co nic takiego nie zostało ustalone. Jestem skrępowana.
-Nie przeciągaj struny skarbie. Uśmiecha się i chwyta swoją kurtkę w dużą dłoń. -Zadzwonię później. Żegna się i wychodzi z pokoju. Jeszcze przez moment słucham jak kłóci się z matką, aby ta pozwoliła mu wyjść bez śniadania. Ku mojemu zdziwieniu wygrywa tą uprzejmą sprzeczkę. 

-Wszystko okey skarbie? Mama wychyla się przez lekko otwarte drzwi mojego pokoju. -Harry wyszedł tak pośpiesznie. Tłumaczy swoje obawy. 
-Śpieszył się po prostu. Wyjaśniam z sztucznym uśmiechem. -Kiedy wraca tato? Zmieniam prędko temat konwersacji, która przyprawia mnie o smutek. 
-Jutro wieczorem. Informuje. -Zrobiłam śniadanie, powinnaś zjeść. Zaprasza mnie i przypuszczam, że zrobiła niezłą wyżerkę. Od kilku dni mój apetyt zdecydowanie zmalał. -Za chwilkę przyjdę mamo. Uśmiecham się w podziękowaniu, po czym ta wychodzi z pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Po niedługim siedzeniu w ciszy wstaje z łóżka i zmuszam moje kości do normalnej postawy. Leżenie wydawało się przyjemne, ale wstanie na nogi to coś lepszego. -Co to jest mamo? Marszczę brwi mrożąc lekko oczy, przez ilość słońca wpadającego do kuchni. 
-Harry to zostawił. Uśmiecha się i traktuje to jak nic ważnego.Siadam przy stole i włączam telefon. Dlaczego go tu zostawił. Zaraz gdy wyświetlacz rozbłyska kolorami, mogę przeczytać napis, jaki Harry najwyraźniej mi zostawił. ,,Nie kupiłem Ci tego :) po prostu ja kupiłem sobie coś nowego" Uśmiecham się, chociaż jest to nadal niejasne, po co mi jego Galaxy S4? Telefon włącza się a na tapecie widnieje moje zdjęcie. Oh więc to miał przez ostatnie dni na tapecie? Więc uśmiechał się do tego zdjęcia, gdy używał telefonu?  

 
           Od: Harrold. 
      ___________________
  : Mam nadzieje że będzie służył :) 

Uśmiecham sie do telefonu. Do czego ten facet mnie doprowadza. 

         Do: Harrold.
    ___________________
: Doskonale wiesz, że nienawidzę twoich pieniędzy! Xx 

Od Harrold:
___________________
: Zdaje sobie sprawę z twojej zaborczości piękna :) Telefon był mi już zupełnie nieużyteczny. 

Do Harrold:
__________________
: Miałabym o tego wątpliwości, to dość nowy model :) Nie powinieneś teraz podpisywać waznych papierów?

Od Harrold:
_________________
: Są mniej ważne niż rozmowa z tobą, jesteś seksowna jak się złościsz. Xx 

Do Harrold:
________________
: Wolałabym określenie urocza Harrold..

Od Harrold:
________________
: Oh więc tak okropnie masz mnie zapisanego? koniecznie to zmień skarbie :) a teraz miłego dnia, wpadnę wieczorem. 


Przykładam telefon do klatki piersiowej. Cieszę się jak idiotka. Ten facet ma coś w sobie, co mnie bardzo ekscytuje. Rzucam się na łóżko i całe moje dotychczasowe złe samopoczucie znika. Telefon ponownie wibruje. 
 Od Harrold:
________________
: Wolałbym milsze określenie/zdrobnienie mojego imienia. PS. Mam nadzieje, że wyświetlacz wygląda równie seksownie jak właściciela. :)

Do Harry:
________________
: Harry, nie może wyglądać inaczej :) Natomiast wolałabym mieć tam twój uśmiech łobuzie. 

Od Harry:
_______________
: Przestań! Motyle w brzuchu są strasznie babskie...Jesteś bardzo śmiała w pisaniu, przelej to na zachowanie gdy jesteśmy sami. Xx

Do Harry:
______________
: Powinieneś uświadomić sobie jaki kobiecy jesteś :) zwłaszcza to jak zgrabne masz nogi i tyłek ;-) 

Od Harry:
______________
: Ugh! Denerwujesz mnie, co nie działa na twoja korzyść, jestem cierpliwy do czasu kochana. A teraz poważnie muszę kończyć, aczkolwiek sms z tobą to moje nowe zboczenie. Później. Xx 

 _______________

-Nie rozumiem tego roztargnienia Madison. Słysze śmiech i dopiero po chwili nerwowego ogarniania się zauważam, że Harry stoi w drzwiach mojego pokoju. -Jest dobrze. Uśmiecha się z podziwem uważnie mierząc mnie wzrokiem. Ma w spojrzeniu rekordowo dużo pożądania. -Domyśliłaś się, ze wychodzimy widzę. Ponownie obdarza mnie pełnym podziwu tonem i uśmiechem. Milczę zakłopotana. Zakładam kosmyk włosów za ucho i po głębszym oddechu godzę się sama ze sobą, aby na niego spojrzeć. 
-Po prostu myślałam że...
-Dokładnie tak, mamy co świętować. Dokańcza to, co chciałam powiedzieć. Niezawodnie przenikliwy. Chłopak przewraca kluczyki od auta w dłoni i nadal mi się przygląda łagodnie przemierzając mnie wzrokiem.  Wraca i złącza nasz spojrzenia w jednej lini, uśmiecha się jakby lekko kpiąco. Przez moje zawstydzenie?-Jesteś piękna, możemy już iść?
-Chciałam jeszcze poprawić makijaż. Mówię niepewnie. 
-Powiedziałem Ci, że jest dobrze. Beszta mnie jednak uśmiecha się miło. -Chodź. Wyciąga rękę w moją stronę i czeka aż podejdę. Przechodzę przez pokój zakłopotana tym jak na mnie patrzy. Łapiąc moją rękę przeciąga mnie przed siebie w stronę wyjścia. 
-Mamo wrócę późno. Krzyczę i słyszę jego rozbawienie. Ponownie przepycha mnie przed siebie i gdy przekraczam prób mojego mieszkania i wchodzę na korytarz ten łapczywie szczypie mnie w oba pośladku na raz. Wzdrygam się, mam ochotę się śmiać. -Dzieciak. Rzucam idąc po schodach.
-Zobaczymy. Śmieje się. Przymrużam oko i patrze na niego pytająco mijając kolejne schodki. Przez moja uwagę zwróconą na chłopaka potykam się o własną nogę i niemal się wywracam. Łapie mnie za ramie i pomaga prędko odzyskać równowagę. Te obcasy to nie był najlepszy pomysł. -Nie wiedziałem że zwalam Cię z nóg. Żartuje dla rozluźnienia mojego ciała. -Wszystko ok? Pyta gdy nadal się nie poruszam ze skwaszoną miną.
-Noga mnie trochę boli. Wyjaśniam niesmacznie. 
-Nie strasz mnie. Mówi wyraźnie się denerwując. -Może skręciłaś kostkę? Przygląda się mojej stopie, w której ból powoli ustaje. 
-Na pewno nie. Pośpiesznie zaprzeczam. -Za chwile przestanie. Uśmiecham się łapiąc się jego ramienia. 
-Te obcasy na prawdę mi się podobają. Mówi. -Ale może załóż coś płaskiego? 
-Harry. Patrzę na niego wzrokiem zabójcy. Irytuje mnie to. 
-Jak wolisz, tylko nie marudź później że Cię nogi bolą. Wyniosły i oschły. Idealny. 
-Nie będę! Zaprzeczam. -Chodźmy. Ruszam dalej a on jest krok za mną. 

-Dokąd jedziemy? Pytam obserwując nocny Orlean przez szybę auta. 
-Skoro się już tak wystroiłaś. Uśmiecha się z zadowoleniem. -Poznasz moich znajomych. 
-Gdzie ich poznam? Pytam niezbyt zadowolona.
-W klubie. Oznajmia poprawiając się w fotelu. 
-Super. Mówię i akcentuję moje niezadowolenie. 
-Chociaż udaj, że się cieszysz. Mówi zażenowany krzywiąc się niemiło. -Powinnaś serio ich polubić. 
-Powinnam, wcale nie muszę. Oświadczam przypominając mu o tym, jak bardzo nie lubię gdy próbuje mną sterować.
-Nie zaczynaj znowu. Próbuje załagodzić spór jaki się między nami zbliżał. -Zajrzyj do schowka. Mówi bez jakichkolwiek emocji. Dziwię się tej prośbie, otwieram ową skrytkę i widzę średniej wielkości czerwone pudełeczko. Wyraźnie od jubilera. -Wyjmij je. Uśmiecha się wyraźnie rozbawiony moja niepewnością w dotknięciu tego aksamitnego pudełka. Trzymam je w rękach. 
-Chyba nie masz zamiaru mi się oświadczyć. Śmieje się, jednak jestem przerażona.
-Puknij się w główkę. Uśmiecha się do mnie, po czym z powrotem skupia uwagę na drodze. -Otwórz je. Robię tak jak mówił i patrzę na elegancki łańcuszek ze szlachetnym kamieniem jako zawieszka. 
-Co to ma być?
-Miałem nadzieje, że po prostu to przyjmiesz. Mówi oschle. -Bez żadnych pretensji.
-Dobrze wiesz jakie mam do tego podejście. Żale się patrząc na niego. -To nie jest to czego mi potrzeba. 
-Dlaczego nie założysz tego i choć przez moment udasz, że Ci się podoba? Pyta poirytowany.
-Jest cudowny, ale 
-Nie ale, zrób mi przyjemność i go załóż. Uśmiecha się dla załagodzenia sytuacji. -To tak wiele?
-Nie. Buczę niezadowolona. Powoli wyjmuję biżuterię z pudełka i próbuje zapiać go na szyi. -Lepiej? 
-Seksownie. Sprostowuje i wysiadamy z auta przez klubem. -Nienawidzę jak robisz taką dramę. 
-Dramę?
-Tak.
-Aha. 
-Uśmiecha, pierś do przodu i jesteś najpiękniejsza tutaj. 
-Uspokój się. Śmieje się z tego jak się podlizuje. 

-Tak właściwie to jesteście parą? Nagle całe śmiechy i idealna dla Harry'ego atmosferę przerywa jedna z jego przyjaciółek. Jestem zakłopotana a On chyba jeszcze bardziej. Jego dłoń jeszcze mocniej zaciska się na moim boku, pomimo tego, że siedzimy zbyt blisko. Spogląda na mnie i przygryzając wargę uśmiecha się.
-Tak. Oświadcza na co ja próbuje nie zareagować wielkimi oczami. Jego dłoń lekko głaszcze moje biodro, najwyraźniej bał się mojej reakcji gdy wyskoczy z potwierdzeniem. Podnoszę moją szklankę i upijam łyk soku chcąc się wewnętrznie uspokoić. 
-Idę do toalety. Klepie Harry'ego w kolano po czym wstaję zabierając moją kopertówkę. Przeciskam się przez roztańczone ciała i czuje że chłopak odprowadza mnie wzrokiem. Spieram się o umywalkę i staram się ochłonąć. Jego odpowiedź niesamowicie mnie zdenerwowała. Powiedział to tak po prostu? Takie rzeczy chyba się ustala. Przyglądam się sobie w odbiciu i widzę jak piękne prezentuje się jego prezent na mojej szyi. Wychodzę z odetchnięciem i powoli zbliżam się do loży, przy której siedzi Harry, pochłonięty rozmową ze swoimi przyjaciółmi. Podchodzę do niego i siadam lekko na kanapie. -Jestem. Mówię cicho uśmiechając się do dziewczyn siedzących na przeciw mnie. Dwie całkiem sobie blondynki. Rozmowa pomiędzy wszystkimi toczy się zawzięcie. Ja staram się siedzieć cicho lekko w tyle. Nie ciekawi mnie jego towarzystwo. 
-To prezent od Harry'ego prawda? Obie wcześniej wspomniane dziewczyny przyglądają się biżuterii na moim dekolcie a ja się lekko zawstydzam. Harry obraca twarz w bok i mnie obserwuje. Subtelnie przejeżdżam ręką
-Tak. Mówię. Harry uśmiecha się do mnie z bliska. Widzę zadowolenie.
-Wyraźnie lubi Ci takie rzeczy fundować. Lou i ile dobrze zapamiętałam jej imię w tym momencie trafia w mój czuły punkt. Styles kładzie swoją dłoń na moim kolanie i wyraźnie próbuje mnie powstrzymać przed jakimkolwiek wybuchem. Jej spojrzenie jest chłodne i pełne zazdrości. Szmata! Wyzywam ją mentalnie, nie mając odwagi aby powiedzieć jej to w twarz. Podnoszę się z dumą i patrzę jej prosto w oczy, nie ma prawa w żaden sposób czuć się lepsza ode mnie. Wszyscy milkną przyglądając się mojemu zachowaniu. Odpinam łańcuszek i rzucam go jej na kolana pośpiesznie opuszczając loże. Jestem wściekła. Wychodzę z klubu i robi mi się zimno. Pogoda w nocy zdecydowanie nie rozpieszcza. Nie czuję się tutaj bezpiecznie. Zatrzymuję się przy aucie Harry'ego i spieram się o przednią maskę. Mam nadzieje, ze długo tam nie zabawi i przyjdzie. Skupiam w sobie wszystkie myśli za i przeciw temu facetowi. Jego siłowe staranie się w niepotrzebny sposób mnie przytłacza. Czy tak bardzo kocha się w bogactwie? -Odwieź mnie do domu. Mówię ocierając łzy z policzków. Jestem wściekła. Ten jednak nie do końca podziela moje humory, wygląda pozornie spokojnie.
-Co to miało być? Tak jak mówiłam pozornie. Bo wcale nie jest zadowolony. Patrzy na mnie z zawiścią. Wzruszam ramionami i odchodzę od auta idąc w nieznanym mi kierunku. Rusza powoli za mną i jego kroki odbijają się echem w mojej głowie.
-Dobrze wiesz, ze mnie prowokowała. Odwracam się i mam zamiar przerwać tą telepatyczną walkę pomiędzy nami.
-To nie powód. Poucza mnie niemiło. -Wcale nie musiałaś robić scen. Tłumaczy dalej.
-Dlaczego skłamałeś? Pytam starając się zmienić temat. Chociaż ten kolejny też nie wydaje się dla niego łatwy.
-Co miałem powiedzieć twoim zdaniem?
-Prawdę. Buczę. W głębi jednak jestem zadowolona. -Zastanów się czego ode mnie oczekujesz.
-Niczego. Syczy pod nosem a na jego twarzy widać nieznany mi do tej pory ból.
-Oh. Odpieram zawiedziona. -Więc chyba na tym skończymy. Uśmiecham się podle powstrzymując łzy żalu. Odwracaj się i idę dalej przed siebie. Zatrzymuję się i zdejmuje moje szpilki. Spoglądam za siebie i widzę jak stoi i patrzy w moją stronę. -Cześć. Żegnam się z daleka i chce zniknąć. Rozpłynąć się po prostu w powietrzu. Przemierzam przecznicę i chyba się lekko zgubiłam, nie znam większej części Nowego Orleanu. Rzadko wychodzę gdzieś poza moje "tereny". Siadam na ławce i w opanowaniu czekam na jakikolwiek nocy autobus. Obojętnie co teraz zrobię nie mogę czuć się bezpiecznie. To miasto nigdy nie było rozpieszczone przez dżentelmenów, wręcz ich przeciwieństwa grasują na każdym rogu. Patrze na drogę. Jest praktycznie pusta. Czuje lekką ulgę, gdy doskonale znany mi volkswagen zatrzymuje się mi pod nosem. Nie chce go widzieć, ale działa na mnie jak magnes.
-Wsiadaj. Nakazuje odsuwając szybę od mojej strony. Bezinteresownie wpatruje się przed siebie. Wsiadam nadąsana do auta i chce być w domu. Harry wciska pedał gazu wbijając mnie w fotel. Wyklinam go na wszelkie sposoby. Nie znam kierunku, w którym zmierzamy. Przyglądam się uważnie wszystkiego tylko nie jemu, mój wzrok omija jego osobę szerokim łukiem, chociaż przyznam że wygląda rewelacyjnie gdy prowadzi. Wyraźnie zwalniamy zaraz za przedmieściami Nowego Orleanu. Chłopak zatrzymuje się na poboczu a w aucie echem odbija się blokada drzwi, którą właśnie włączył. Przechodzi mnie strach. Co zamierza? -Nie mam zamiaru bawić się w kotka i myszkę. Oznajmia niejasno, żadne z nas na siebie nie patrzy i to chyba wielkie ułatwienie rozmowy. Po chwili sytuacja drastycznie się zmienia. Harry odpina mój pas a ja przyglądam się temu jak poważny jest w tym momencie. Co się dzieje? -Nienawidzę, gdy nie dostaje tego, co chcę. Oznajmia przyciągając mnie do siebie. Zupełnie świadomie przenoszę się na jego kolana siadając okrakiem. Harry wcale nie szczędzi sobie zachłanności, gdy podciąga moją sukienkę do góry. Całujemy się namiętnie a pocałunek jest przepełniony żalem. Dlaczego to robimy? -Będziemy się kochać. Syczy mi w usta a ja kurczowo łapię się jego szyi. Czuję jak napieram na jego drażniący mnie rozporek. To podniecające, fakt że ktoś może nas tutaj zobaczyć. Panuje kompletna ciemność, co oswaja mnie z tą nienaruszoną bliskością. -Krótko. Dodaje lekko wstrząśniętym głosem. Przesuwa mnie lekko do tyłu na swoich nogach i jedną ręką prędko rozpina rozporek. To takie spontaniczne. Przypiera mnie do kierownicy i po momencie wzmagania przez silny pocałunek rozbrzmiewa klakson, który oboje nas wprawia w momentalne osłupienie. Milczę patrząc na chłopaka i jestem zawstydzona moim błędem -Rozbrajasz mnie. Śmieje się przyciągając mnie blisko z powrotem. -Intensywnie. Oznajmia. 'będziemy się kochać, krótko, intensywnie' oh to wcale nie należy do romantyzmu, ale nie potrzebuje go teraz. Styles wsuwa dłoń pocierając o moją bieliznę, mruczę lekko i czuję niesamowite pożądanie. Nie robi nic nadzwyczajnego a jest w tym niesamowity. Po chwili odsuwa lekko majtki na bok i nic go nie oddziela ode mnie. To dziwne i przyjemne za razem. -Podnieś się trochę. Śmieje się, po czym sięga do swoich spodni, z których wydostaje się już erekcja. Przejeżdża po członku ręką po czym przeciąga mnie w dół i w dosłowny znaczeniu nadziewa na siebie. Wydobywam z siebie dość wysoki jęk. Przygląda mi się przez moment. -Jesteś piękna. Przygryza wargę, jego oczy mają diamentową strukturę. Oblewam się niesamowitym ciepłem na skutek tego, że jesteśmy poniekąd złączeni. -Ruszaj się. Mruczy rozkazując. Przygląda mi się uważnie, a ja faluje lekko na jego ciele. W górę i w dół, w wolnym i przyjemnym dla mnie tempie. Na jego twarzy gości powaga i przyjemność, karmi oczy moim widokiem. Wykonuje kilkanaście ruchów po czym Harry wyrywa mnie ze świata totalnej rozkoszy. -Wystarczy. Szepcze chwiejnym głosem. Otwieram oczy i jestem zdziwiona. Tak to nie powinno wyglądać. Rozumiem dokładnie jego wskazówki więc wstaje z niego i siadam z powrotem na moje miejsce naciągając sukienkę w dół. Co za żenująca chwila. Jestem zniesmaczona, najlepiej gdybym zapadła się teraz pod ziemie. Harry pośpiesznie doprowadza się do normalnego stanu i po prostu zapinając pasy odpala silnik. Czuję jak cały strach przed seksem z nim mi przechodzi, jednak sposób w jaki to zrobiliśmy wcale mnie nie satysfakcjonuje a tym bardziej okoliczności tego.

 -Powinnaś przeprosić Lou. Oznajmia i zachowuje sie jakby nic się większego nie wydarzyło. Dlaczego taki jest? 
-Słucham? Pytam z oburzeniem opanowując moje pozytywne odczucia. 
-Dokładnie to, co słyszałaś. Dodaje twardo. Poniżanie mnie wychodzi mu chyba najlepiej.
-Zatrzymaj się. Mówię odpinając mój pas, gdy jesteśmy już na terenie miasta. Harry marszczy brwi i przez moment patrzy na mnie pytająco. -Zatrzymaj się do cholery! Dramatyzuję patrząc na niego. Chłopak wzdycha z irytacją zatrzymując się w zatoczce autobusowej. -Nerwowo pociągam za klamkę z chęcią ucieczki od jego osoby. Odwracam się i widzę jego obojętne przyglądanie mi się. -Otwórz je. Upominam go chłodno.
-Chciałaś żebym się zatrzymał. Wzrusza ramionami spierając ręce na kierownicy. -Za dużo byś chciała. Uśmiecha się podle. -Wracamy do mnie. Oznajmia zupełnie nie biorąc pod uwagę mojego zdania na ten temat. Opadam niechętnie na fotel i nie szczędzę sobie przy tym humorków. -Złość piękności szkodzi. Śmieje się pod nosem całą uwagę skupiając na trasie. Wywracam oczami nie akcentując mocno mojego zażenowania. -Coś nie tak? Pyta, jakby nie wiedział, czy on robi z siebie czy ze mnie idiotkę? 
-Doskonale wiesz. Rzucam patrząc w szybę. 
-mm nie do końca. Próbuje to ze mnie wydobyć? 
-Co to miało być? Pytam i mam ochotę po prostu się rozpłakać, targa mną milion uczuć i emocji. 
-Nie rozumiem, w czym problem? Udaje, czy faktycznie mnie nie rozumie? -Źle Ci było? Drwi. Zamykam się po prostu tracąc silę na tą głupią rozmowę. Staram się nie pokazać mojej słabości jaką teraz odczuwam. Dalsza podróż przemija w grobowym milczeniu i cały czas widzę jego zadowolenie. Zachowuje się jak rasowy sukinsyn. Nie powinien czuć się na tyle, ze wszystko mu wolno. -Wysiadasz? Pyta gdy od dobrej chwili auto znajduje się w garażu, a ja nadal nie wiem jak się zachować. -Masz zamiar tutaj spać? Pyta otwierając moje drzwi. Nadal nie podejmuję się żadnego działania. Chłopak pochyla się i odpina mój pas. Odwraca twarz w moją stronę i uderza mnie swoimi ustami. -Nie dąsaj się. Uśmiecha się łapiąc mnie za dłoń i ciągnąc, przy czym wzmaga we mnie wyjście z auta. Robię to niechętnie. Patrzę na niego zawiedzionym wzrokiem. -Uwielbiam Cię. Uśmiecha się zamykając drzwi pomiędzy garażem a kuchnią. -Powiedziałem, że skończyliśmy? Pyta uśmiechając się zawadiacko. Staram się być obojętna na jego słowa, a  wewnątrz cała się gotuje, nie jestem w stanie ocenić czy ze złości czy raczej z podniecenia.