_________
-Nie wiedziałam, że potrafisz tak tańczyć. Śmieje się, cóż jeszcze dwie godziny temu czułam się jakbyśmy grali w szklanej pułapce, a teraz przeobraziło się to raczej w komedie romantyczną. Nie czuję się bardzo pijana, ale wiem, że ilość wypitego alkoholu była i tak zbyt duża.
-Lubie Cię zaskakiwać. Harry jest w wyśmienitym humorze. Przemierzamy spacerem chodniki Londynu. Jest bardzo przyjemnie i całkiem inaczej niż zawsze. Nic już nie jest w stanie chyba sprawić, że będę się bała i przejmowała, przy Harrym trzeba uczyć się cierpliwość i być twardym.
-Odbierz. Mówię tracąc trochę na humorze, gdy telefon Harry'ego zaczyna dzwonić. -Może to ważne.
-Nie. Odpiera nieco przygaszony. -Nic nie jest ważne. Wyłącza iPhone i wkłada go do wewnętrznej kieszeni marynarki. -Nadal chcesz? Pyta zupełnie poważnie, zatrzymał się, wiec robię to samo. O co więc pyta? Dlaczego się nie rusza?
-Dlaczego pytasz? Zastanawiam się i moje myśli wychodzą na wierzch, to zbyt skomplikowane żeby teraz gryźć się w język.
-Chce wiedzieć. Wzrusza ramionami uśmiechając się lekko. -Czy to takie dziwne?
-Wydaje się być własnie dziwne Harry. Odpieram przerzucając ciężar na druga nogę. -Właśnie tyle musiało się stać, żebyś się tym zainteresował? Zarzucam mu winę. Musiałam być śledzona, w pewien sposób zagrożona, żeby Harry zainteresował się moimi potrzebami. -To czego chce jest przecież mało istotne. Dodaję.
-Ty tak uważasz. Broni się. -Wiesz dlaczego stąpam po ziemi?
-Grawitacja? Uśmiecham się głupkowato.
-Chyba tylko ona mnie trzyma gdy jesteś obok. Uśmiecha się nieśmiało drapiąc się przy tym po karku.
-Mówisz tak, bo jest Ci żal. Macham na to wszystko ręką i kontynuuje spacer.
-Nie wiesz co czuję. Buczy na mnie dotrzymując mi kroku. -Nie wiesz jak to jest, gdy...
-Gdy starasz się, gdy Ci zależy i chyba kogoś kochasz. Patrzę z dołu na jego bezradną minę. Tak właśnie to czuję Harry. -Tobie jest tylko mnie szkoda. Uświadamiam go. To właśnie czuję Harry, jest mu przykro. Zawsze tak będzie?
-Nie wiesz. Kręci nerwowo głową.
-Więc mi powiedz. Unoszę się pretensjonalnie. -Bo nigdy nie dałeś mi szansy.
-Jakiej szansy? Dziwi mi się.
-Dowiedzieć się co czujesz. Mój głos praktycznie zamienia się w pisk. Mam do niego ogromny żal.
-Kocham. Uchyla lekko usta i opuszcza wzrok. Gryzę się w język i staję się niema. -Pieniądze...samochód...dom. Wymienia z przerwami, zupełnie jakby przemyślał poprzednio każde wypowiedziane słowo. -To nie wszystko. Wzrusza ramionami. Jest mi głupio, właściwie czuję się jak idiotka. Harry Styles to nie kamień.
-Posłuchaj. Oblizuję lekko usta, staram się znaleźć właściwe słowa, ale w głowie mam tylko szum.
-Nie, ty posłuchaj. Uśmiecha się łagodnie. -Zwlekałem z nami. Zarzuca to sobie, jak wspaniale to słyszeć i widzieć Harry'ego, który staje się coraz lżejszy, z każdym kolejnym słowem. -Jesteś jedyną osobą, której wierzę, wiesz? Łapie mnie tak nieśmiało za dłoń.
-Wiem. Przyznaję. To akurat czułam. -To..miłe. Skuwam lekko głową przytakując swoim własnym słowom.
-Jeśli chcesz. Bierze wdech i wygląda na zdenerwowanego. -To dziwne. Uśmiecha się, jest taki onieśmielony i zawstydzony. -Zapytanie, czy będziesz ze mną chodzić chyba odpada? Głupkowaty wyraz twarzy.
-Troszeczkę. Marszczę nos, to zabawne. -Nie musisz. Spieram się lekko dłonią o jego tors, nie chcę żeby się stresował. -To słaby moment. Wyjaśniam z troską patrząc na jego zmarszczone czoło. Te zmarszczki dodają mu uroku.
-Przepraszam. Szepcze przytulając mnie do siebie. -Jestem mięczakiem.
-Bardzo silnym. Przypominam mu, kiedy moje żebra są pod coraz większym naciskiem z jego strony.
-Lubię po prostu jak mnie czujesz. Śmieje się i oboje wiemy, że nie był to jednoznaczny tekst.
-Tak, masz świetne perfumy. Nakierowuje go na mniej intymny tok myślenia, tym samym się śmiejąc.
-Dotrzemy do tego hotelu? Pyta, kiedy ja nie puszczam mojego uścisku.
-Śpieszy nam się?
-Wspominałaś coś o kochaniu się. Przygryza lekko wargę. Obserwuję to z dołu. Ma wielkie nozdrza!
-Mówiłam, że będziemy uprawiać seks. Sprostowuję. Nie mówię o kochaniu się, odnosiłam wrażenie, że takie nazewnictwo go drażni. -Nie wiem czy mam siłę. Staram się wymigać.
-Będziemy uprawiać miłość. Poprawia mnie? -Po co nam siła? Patrzy na mnie wciąż marszcząc brwi, jednak ma też figlarnie uniesiony kącik ust -Idziemy? Puszczam go, by nadal zostać blisko, trzymana w jego silnej dłoni.
-Nie, ja nadal czekam na księcia na biały koniu. Uśmiecham się twardo zatrzymując się w miejscu. Mam wrażenie, że alkohol pomaga mi w takich momentach nie popadać w paranoje za każdym razem, kiedy Harry chce seksu.
-Mógłbym podjechać białym autem. Śmieje się puszczając moja dłoń. -Ale zdaje się, że jestem pijany. Jego język płata mu figle, sam o tym wie. To zabawne jak mówi. -Więc pijani ludzie, robią kreatywniejsze rzeczy. Podcina mi nogi tym samym unosząc mnie na swoje ramie. Nadal nie wierze, że jest w stanie mnie tak nieść.
-Lepiej mnie postaw. Uprzedzam go, bojąc się upadku.
-Masz konia i księcia w jednym i nadal marudzisz? Śmieje się całkiem dobrze radząc sobie z pokonywaniem ulicy.
-Komuś takiemu jak Tobie chyba nie wypada, nosić ludzi przez ramie?
-Bo co? Unosi się z humorem. -Bo jestem jakimś sobie Bosem?
-Zwłaszcza dlatego.
-Chciałbym być zakochanym chłopcem a nie panem prezesem, wiesz? Stawia mnie przed sobą, patrząc mi w oczy tak jak jeszcze nigdy. Co robi? Oblewam się strachem, kiedy Harry klęka przede mną, to jakiś żart?
-Mam nadzieje, że chcesz zawiązać sznurówkę? Zakrywam lekko twarz. To niezręczne. Uśmiecham się nerwowo.
-Aa co gdybym chciał Ci się oświadczyć? Przymyka jego oko, na które spadły mu niesforne loki. Sprawnie jak na swój stan radzi sobie ze sznurówką. -Zgodziłabyś się? [...]
-Jeśli nie wstaniesz za minutę, to sobie pójdę. Ostrzegam go, kiedy ten mnie podpuszcza ewentualnymi oświadczynami.
-Zdążę się oświadczyć w minutę.
-Lepiej zapytaj mnie o chodzenie. Żartuję sobie z niego wyjmując ręce w jego stronę, chcąc mu pomóc wstać. -Bo nie jesteś gotowy na oświadczyny. Harry ostatecznie wstaje rujnując mnie swoim wzrostem.
-Faktycznie. Przyznaję poprawiając włosy. -Nie chciałbym takiej zołzy za żonę. Uśmiecha się szeroko. Po czym nieoczekiwanie składa pocałunek na moich ustach. To słodkie. -Więc? Trzyma swoją twarz bardzo blisko. Nie przejmujemy się niczym, nawet Markus i jego ewentualna obecność, gdzieś w pobliżu.
-Więc?
-Będziemy ze sobą chodzić? Śmieje się tak blisko mnie, że mogę widzieć tę radość w jego ciemnych oczach. -No wiesz, chłopaki w moim wieku mają już dziewczyny. Wciąż nie opuszcza go wspaniały humor, kiedy tak co chwilkę muska moje usta.
-Chyba jestem szczęściarą. Oświadczam zaplatając dłonie na jego karku. -Wszystkie będą mi zazdrościć.
-Jeszcze bardziej, jak za chwilkę stracisz ze mną dziewictwo. Śmieje się.
-Spóźniłeś się troszeczkę. Sprostowuję, wiedząc że żartuję. -Ale wszystko można poprawić.
-Markus chyba nie ma problemów ze snem. Harry sapie w moje usta, szarpiąc moje ubrania sekundę po tym, gdy zamykamy drzwi od pokoju.
-Mogą mu przeszkadzać ewentualne hałasy. Śmieje się zsuwając jego marynarkę.-Tak jak reszcie hotelu.
-Ja tam uwielbiam jak krzyczysz. Unosi lekko brwi zapalając światło wolną ręką. Kręcimy się wokół własnych osi, które stworzyły teraz jedność.
-Cii, przecież to pierwszy raz. Przypominam mu rozmowę, gdy jeszcze nie dotarliśmy do hotelu.
-Chciałbym to zrobić na London Eye. Patrzy na mnie z zupełnie poważnym spojrzeniem.
-Oszalałeś. Śmieje sie opierając głową o ścianę.-Nie ma mowy!
-Jest za późno, ale kiedyś to zrobimy. Narzuca decyzję z góry i ponownie staję się taki dyplomatyczny.
-Będziemy teraz o tym rozmawiać?
-Możemy. Harry ponownie zarzuca swoje dłonie na moje ciało, nie opuszczając moich ust. Uwielbiam go, gdy mnie całuje. Jest nieziemski. Nie wiem czy jestem w stanie to do czegoś przyrównać. A jeśli musiałabym to zrobić, było to by coś w stylu jedzenia truskawek w czekoladzie podczas orgazmu. Chyba jednak nie jestem najlepsza w porównywaniu, orgazm i jedzenie to rzadkie połączenie. -O czym myślisz?
-Co? Uśmiecham się, kiedy ten powoli opada trzymając mnie w ramionach na łóżko.
-O czym myślisz, gdy się kochamy? Harry klęczy nade mną nachylając się, zdejmuje swoja białą koszulę całując mój dekolt. -Zawsze o czymś wtedy myślisz. Dodaje z zachłannością całując moją skórę, która aż drży pod jego ustami. -Więc?
-Porównuję te doznania do różnych rzeczy. Wyjaśniam, czuję jak temperatura w pomieszczeniu wzrasta do miliona stopni, jest jak w piekle. Piekielnie dobrze.
-Ja zawsze czułem się jakbym prowadził najszybsze auta świata. Uśmiecha się na chwilkę zawisając twarzą nad moją, by nasze spojrzenia mogły się spotkać. Pociągam jego zwisający z szyi naszyjnik i delikatnie całuje krzyżyk, który Harry całuje zawsze gdy się ściga. To seksowne gdy to robi. To zaskakujące, że ktoś taki jak Harry jest wierzący. -Tylko tutaj działa więcej zmysłów.
-Czujesz to teraz? Zupełnie się zatrzymaliśmy.
-Wiesz co teraz czuję? Uśmiecha się rozpinając moje spodnie. -Że grawitacja przestaje działać. Puszcza mi oczko, po czym zsuwa się z łóżka, jednocześnie zdejmując moje spodnie. Milczę i próbuje opanować, to jak szybko i mocno bije moje serce. Mam wrażenie, że moja klatka piersiowa za chwilkę pęknie.
-To powinno być nielegalne. Uśmiecham się, nawiązuje do tego, jaką przyjemnością jest jego obecność, a tak naprawdę jeszcze nie współżyjemy. Splatam nasze dłonie szukając jego spojrzenia. Wrócił. -Kim była Kylie? Zastanawia mnie ten fakt, może nie wybrałam odpowiedniego momentu.
-Jesteś Ty. Wszeptuje mi do ucha i czuję jego żal.. -Teraz. Zaciska moje dłonie jeszcze mocniej. Czuję go tak jak chciałam czuć od dawna.-Nie ma nic innego. Całuje moje ucho, by po chwili tak samo czule pocałować moje czoło. -Nie mówmy o przeszłości. Jego oddech jest ciężki i nieregularny. Dlaczego to imię wywołało w nim tyle żalu? Nietrudno się domyśleć, że był w niej zakochany.
-Dlaczego włączyłeś światło? Łapię jego twarz w dłonie. Zaskoczone spojrzenie. -To intymniejsze gdy jest ciemno. Oświadczam twardo.
-I że mam teraz iść je wyłączyć? Krzywi się, jednak rozbawienie nie znika z jego seksownej twarzy.
-Tak. Cmokam go w usta i odpycham tak, żeby ze mnie zszedł. -Jeszcze troszkę. Przymykam oko i spoglądam na Harry'ego, który w skupieniu przyciemnia zapalone lampy. -Bo co to je wyłączyć?
-Trouble, trouble maker. Harry patrzy na mnie idąc tanecznym krokiem nucąc piosenkę.
-Chcesz powiedzieć, że stwarzam problemy? Wygląda zabawnie kiedy próbuje podejść seksownym tanecznym krokiem. Wsuwa się z powrotem na łóżko.
-Tylko troszkę. Jego uśmiech nie schodzi z twarzy, dawno nie uśmiechał się tak dużo. Chyba w ogóle nie widziałam tyle radości na jego twarzy w ostatnim czasie. -Gdzie moje skarby? Droczy się lekko zsuwając ramiączko od stanika po moim ramieniu.
-Póki co należą do mnie.
-Bóg kazał się dzielić. Próbuje wsunąć dłonie pod moje plecy. Jednak nie jest to najlepsza pozycja, aby pozbyć się stanika. Moja nogi sa wyprostowane pod jego kroczem, gdy tak nade mną kuca. Podnoszę się łapiąc jego pleców. -Ała. Gardłowy jęk. Ciężki oddech wydostaje się z jego płuc a oczy ma zaciśnięte.
-Przepraszam. Mam ochotę śmiać się jak idiotka. -Nie chciałam. Całuje delikatnie płatek jego ucha wtulając się w jego nagie ramie.
-Jesteś okropna. Przyznaje z bólem w glosie. -To miało być przyjemne, nie bolesne. Wychyla mnie przed siebie ponownie składając pocałunek na moich ustach. -Należało mi się.
-Gdybym chciała się zemścić, zabolałoby bardziej.
-Dzięki za łaskę. Przygryza dolną wargę i ku mojej nieuwadze udaje mu się rozpiąć stanik. -Będę się mścił całą noc.
-O nie. Wybucham śmiechem, jeśli próbuje mnie nastraszyć, to jest na dobrej drodze.-Groźby są karalne.
-Trudno. Olewa to zdejmując moją górną część bielizny.
-Ale że tak całą noc? Krzywię się lekko dając mu do zrozumienia, że to poważne przegięcie.
-Może być nawet do południa, jeśli to za mało.
-Nie wiem, czy jesteś w stanie tyle zrobić. Unoszę lekko brew.
-Żebra chyba się już zrosły. Oznajmia entuzjastycznie. -Chyba podołam temu zadaniu.
-Dlaczego tyle mówimy? Śmieje się, ponieważ jest to najzwyczajniej w świecie dziwne. -Zazwyczaj milczysz..
-To źle? Pyta delikatnie zasysając skórę tuż po moich uchem. Odpycham go lekko z obrzydzeniem. Jest zdziwiony moją kapryśną miną. -Coś nie tak? Unosi lekko brew i uspokaja oddech.
-Nie lubię tego. Tłumaczę i czuję się z tym faktem niezręcznie.
-Chce robić wszystko co lubisz. Uśmiecha się i nasze usta topią się w gorącym pocałunku. -Mniej języka? Uśmiecha się kiedy ja wycofuje mój, zbyt "mokre" pocałunki też nie należą do moich ulubionych.
-Mniej. Odpieram wsuwając dłoń w jego najbardziej zakręcone loczki, które ma przy samym karku. Pociągam je delikatnie, lubię to robić. Są bardzo miłe w dotyku. Odkryłam kolejną zaletę jego osoby. -Więcej nagości. Upominam go odrywając się od jego rozpalonych ust. W zamian otrzymuje naprawdę zadowolony uśmiech. -Chciałbyś mieć dzieci? Pytam nie przestając całować coraz to niżej jego klatki piersiowej.
-Co? W jego oczach na moment zawitał strach. Chyba nie wyobraził sobie mnie w brzuchem.
-Spokojnie. Uśmiecham się wstając z łóżka. -Tylko pytam.
-Może kiedyś. Uspokaja się siadając na materacu, tak że stoję pomiędzy jego kolanami. Przyciąga mnie bliżej za szlufki do paska. -Póki co długa droga przed nami. Uśmiecha się patrząc na mnie uważnie, kiedy powoli a za razem z precyzja rozpina moje spodnie. -Jedno, czy dwójkę? Nawiązuje do tematu dzieci.
-Chyba jedno. Zastanawiam się przygryzając wnętrze policzka, kiedy trzymam się jego dłoni, aby wyjść ze spodni, które opadły mi na kostki. Widzę mały grymas na jego twarzy. -Z tobą nawet dwójkę.
-Cieszy mnie ten fakt. Uśmiecha się wstając, by stawić mi czoła. Mocnym i nieco brutalnym ruchem odwraca mnie tyłem do siebie. Tak jak mówiłam jego dłonie czasem zaciskają się na moim ciele, jednak jest to znośny ból. -Chciałbym jeździć fajnym audi. Mówi. To sympatyczne i pomieszane, że mówimy o zwykłych rzeczach, robiąc mniej zwykłe rzeczy. Napiera na mnie i czuję jego nabrzmienie, które z chwilą twardnieje. Och. Nie ważne, jak wyglądają nasze zbliżenia, zawsze jest to coś przyjemnego i niezwykłego.
-Białym? Z moich ust wydobywa się lekki jęk kiedy Harry przesuwa wolną dłoń po moim brzuchu, by po chwili naruszyć najbardziej czułe na niego miejsce.
-Srebrnym. Stwierdza lekko muskając moje ucho.
-Sportowym?
-I drapieżnym. Jego palce nie przestają na jednym ruchu, wciąż dotyka mnie w sposób jaki tylko On to robił, nikt przedtem mnie nie dotykał w sposób jaki robi to Harry. -Chodź. Wyszeptuje mi do ucha prowadząc mnie w stronę fotela stojącego w rogu pokoju. Stawiam niepewnie kroki cały czas popychana przez bruneta.
-Co robisz? Uśmiecham się kiedy jego dłoń zakrywa mi oczy. Wspominałam, że ma dużo dłonie?
-Sprawdzam twoje zaufanie. Mówi. Oh czy Ty jesteś taki pijany? Czy tam dobry masz dziś humor?
-Poczekaj tutaj jest gdzieś fotel. Pochylam się lekko szukając ręką mebla, którego się obawiam. -Jeśli chcesz mnie zabić, zrób to szybko, przynajmniej nie zaboli.
-Niekoniecznie zabije, a zaboleć może tylko troszkę. Przekonuje aksamitnym i delikatnym głosem. Zatrzymujemy się w miejscu, Harry zabiera dłoń z moich oczu, praktycznie dzieli mnie milimetr od fotelu, ten kawałek sprawił, że moje piszczele nie są obite. -I co żyjesz?
-Jeszcze moment i będę w niebie. Uśmiecham się łapiąc jego dłonie, kiedy Harry ponownie całuje moją szyję, czuły punkt. Znalazł go idealnie, moja szyja jest chyba jego ulubionym miejscem, pieści ją tak często.
Harry zawija swoje duże ramiona tak, że pochyla siebie i mnie jednocześnie. -I co teraz?
-Możesz się oprzeć, a ja popatrzę. Marszczę czoło, to bardzo dziwna opcja.
-Mam Ci machać tyłkiem przed oczami? Odwracam się do niego. To chyba nie na moje siły i nie na mój charakter.
-Byłoby fajnie. Przygryza i zaciąga swoją dolna wargę.
-Zapomnij. Uśmiecham się. -To..
-Bardzo podniecające. Zapewnia mnie. Och dlaczego samo spojrzenie Stylesa jest dla mnie taką słabością.
-Co będę miała w zamian? Rozpinam jego spodnie. Niech do cholery nie dzieli nas już nic.
-Śniadanie do łóżka?
-Z sokiem pomarańczowym? Dopytuję.
-Z sokiem pomarańczowym i kwiatami. Próbuje mnie przekupić, cofa się bez słowa, odszedł jakieś 3 kroki.
-I co, tak po prostu mam się teraz wypiąć? To dziwne uczucie.
-Tylko na Ciebie spojrzę. W jego oczach aż iskrzy od tej chorej potrzeby. Przełamuje moje bariery i pochylam się, aby oprzeć się o podłokietniki fotela. Mam ochotę śmiać się, to strasznie żenujące. -Mogłabyś przejść przez pokój?
-Jak modelka? Wystawiam lekko język wyprostowując się. Harry wpatrzony jest w swój telefon, którym ewidentnie mnie nagrywa. Gdyby nie ta atmosfera na pewno bym na niego teraz wybuchła. -Czy ty mnie nagrywasz?
-Spokojnie, to tylko dla mnie. Zachowuje się jak psychopata i pedofil.
-Lepiej zrób dobre ujęcie. Śmieje się przechodząc do przedsionka, aby wejść do pokoju i zaprezentować się jak na wybiegu. To co robimy i w jak głupawy sposób przedłużamy tę noc mogłoby nadać się na nagranie komedii. -Też Cię kiedyś nagram. Zabieram mu telefon z ręki odkładając go na szafkę tuz przy łóżku. -Czy już możemy się kochać?
-Nawet musimy, dłużej nie wytrzymam. Harry pozbywa się swoich spodni i slipek. O mamo.
-Myślisz, że było mu niewygodnie w spodniach? Śmieje się spoglądając na jego erekcję.
-Myślę, że tak. Całuje mnie ponownie w usta, przyciąga mnie tak, że siadam na niego okrakiem. Przytulam się do jego szyi. -Wiesz, że podobno w tej pozycji doznania są silniejsze? Oblewam się rumieńcami po raz pierwszy tego wieczoru udało mu się mnie zawstydzić. Unoszę się lekko, członek Harry'ego wchodzi we mnie gładkim ruchem odsuwając materiał moich majtek na bok.
-Och. Opuszczają mnie wszystkie troski i mam to czego chciałam. Trzymam się mocno jego pleców i zastygam w bezruchu. -Wiesz jaki jest mój ulubiony kwiat?
-Lotosu. Śmieje się. Tak to nam się udało, oboje nawiązaliśmy do owej pozycji. Poruszam lekko biodrami, wolnym i jednostajnym ruchem obojgu z nas sprawiam przyjemność. Mam ochotę ucałować tę zmarszczkę na czole Styles'a, który spogląda na nasze złączone ciała. Wychodzi mi naprzeciw napierając na mnie jeszcze bardziej swoim ciałem. -Gdzie chciałabyś pójść na randkę? Syczy lekko, więc faktycznie będziemy rozmawiać podczas stosunku. Nasze ciche jęki mieszają się z rozmową. Napięcie jakie jest pomiędzy nami jest niesamowicie silne. -Mów do mnie. Harry odgarnia moje włosy z twarzy całując w policzek. Jest mi tak cholernie dobrze, gdy to ja narzucam tępo penetracji.
-Zabierz mnie za miasto. Szepcze mu do ucha odpowiadając na jego pytanie. -Zabierz koc, jedzenie. Wyduszam z siebie kolejne słowa, w które wkładam sporo dźwięków związanych z rozkoszą. -Będziemy normalni. Dodaję.
-Będziemy się kochać na zewnątrz? Uśmiecha się przy moim uchu jednym twardym ruchem wbijając się we mnie. -O tak. Wzdycha pomrukując jednocześnie. Za każdym razem musi pojawiać się mocniejszy akcent, Harry nie byłby sobą bez tego. Czuję jak nasze ciała staję się coraz cieplejsze, a jęki coraz częstsze. To faktycznie ogromna rozkosz, ale czuję, że to dopiero początek.-Nigdy nie rozmawialiśmy tak długo. Szepcze mi do ucha swoim szarpanym głosem.
-Nigdy. Łapię jego twarz w dłonie. Składam na jego ustach pocałunek, chce go całować już zawszę. Harry zaciska swoje dłonie na moich biodrach by w mało komfortowy dla mnie sposób odwrócić nas i położyć mnie na aksamitnej pościeli. -Pamiętasz jak dałeś mi kwiaty? Uśmiecham się kurczowo łapiąc jego kark. Patrzy na mnie pełnym ciepła spojrzeniem. Nic nie było w stanie oddać tego jak się wtedy poczułam. Jego biodra nie przestają się poruszać. Większą przyjemność sprawia mi teraz myślenie o tym wszystkim co jest z nim związane, niż sam seks. -Były najpiękniejsze. Ponownie go całuje. Nie ucieka od tego, poprzednio nie lubił gdy robiłam to tak często. Rytm jaki nadaje nam brunet wzrasta, krew w moich żyłam przepływa teraz chyba w podwojonej prędkości. Cholera jest tak gorąco. Nic nie sprawia, że czuję się tak jak On. Nasze jęki przybierają na sile i oboje jesteśmy rozpaleni do granic możliwości. Wbijam mu w plecy paznokcie, nie protestuje tema zachowaniu, może mu się podoba. -Nie przestawaj, proszę. Szepczę do ucha, czując maksymalną przyjemność. Jeśli goście hotelowi nie będą skarżyć się na hałas, to są wyrozumiali. Oboje opadamy z sił. Nie jestem w stanie określić ile czasu trwała cała gra, słowa i sam stosunek.
-Kocham Cię. Usta Harry'ego ułamek sekundy po najpiękniejszym szepcie zatapiają się na skórze tuz pod moim uchem. Nie przeszkadza mi nawet fakt, że właśnie zostawia tam po sobie ślad. Słysze tylko mój zszargany oddech. Cholera nie wiedziałam, że jest w stanie zrobić mi tak dobrze słowami. Moja unosząca się w dzikim tempie klatka piersiowa zostaje przygnieciona przez ciało chłopaka, tuż po nieźle wybrzmiałym orgaźmie.
-Ja też. Milkę na moment patrząc na niego z nieopisywaną radością. Po chwili milczenia i wsłuchiwania się wzajemnie w te sapiące organizmy Harry kładzie się obok, próbując nas przykryć.
-Ale Ci serce wali. Uśmiecha się niezręcznie. Czyżby był oszołomiony własnymi słowami? Unosi lekko ramie a ja wtulam się w jego bok. Jego włosy są tak bardzo rozczochrane.-Po dobrym seksie faceci szybko zasypiają. Mówi bawiąc się swoim łańcuszkiem.
-Więc? Unoszę na niego wzrok.
-Tym razem może jednak pogadamy? Śmieje się. -Spodobały mi się rozmowy z tobą.
-Dopiero teraz? Dziwie mu się, ponieważ próbowałam podtrzymywać rozmowę niejednokrotnie i kończyły się fiaskiem.
-Niestety nie jesteś poukładaną dziewczyną, która zmieni mnie w dobrego człowieka. Oznajmia głaszcząc moje włosy.
-Jesteś dobrym człowiekiem. Zapewniam go entuzjastycznie. -Wiesz, że pierwszy raz nie zdjąłeś go? Łapie jego krzyżyk w palce i przewracam pomiędzy nimi.
-Więc zrobiliśmy to w obecności Boga. Śmieje się lekko pocierając swoją stopa o moje. -Nie myślałem o niczym innym niż Ty, więc nie zdjąłem. Wzrusza ramionami. -Chyba do końca życia będę Cie przepraszał.
-Jakoś sobie z tym poradzę. Uspokajam go. -A tak poważnie, to wymykałam się z hotelu ponieważ?
-Chciałem być z Tobą sam. Wyjaśnia. - I lubię widzieć twoja przerażoną minę. Przyznaję się.
-Jesteś okrutny. Buczę na niego z niezadowoleniem. -Powinieneś lubić jak się uśmiecham, nie jak się boję.
-Wtedy akurat Cię uwielbiam. Cupcake! Uwielbiam tą jego minę. Aż ma się ochotę poszarpać go za te policzki. Jeśli odwróciłabym się teraz i spojrzała na wszystko co zrobiliśmy i czego nie, to tak naprawdę wciąż gramy w tą sama starą grę, czekamy na jakieś zmiany, ciągle popełniamy te same błędy. -O czym myślisz?
-Niczym. Wymiguję się od odpowiedzi.
-Nowe audi za twoje myśli? Pyta. Więc tak cenne są dla niego moje myśli? Całkiem nieźle.
-Nie musisz wiedzieć wszystkiego, audi możemy kupić.
-Mogę. Poprawia mnie.
-Nie. Zaprzeczam. -Możemy, będzie wspólne.
-Jesteś pewna?
-Spokojnie, jak mnie zostawisz oddam Ci je. Wzruszam ramionami.
-Wobec tego zgadzam się na wspólny zakup. Uśmiecha się. -Ale poczekamy do podpisania umowy z Miu Miu. Uprzedza fakty.
-Wow, pamiętasz.
-Pamiętam o wszystkim. Wymądrza się.
-Tak?
-Tak. Wydaje się być taki pewny.
-Kiedy mam okres? Tak wiem, to pytanie nie jest na poziomie, ale jestem ciekawa, czy pamięta i takie rzeczy.
-Który jest dziś? Pyta mrożąc lekko oczy.
-24 listopada. Oznajmiam po niedługim zastanowieniu.
-Więc powinnaś dostać okres dokładnie 4 grudnia.
-O matko. Czuję się zażenowana tą rozmową. -Poważnie to pamiętasz?
-Prowadzę specjalny kalendarzyk. Unosi sie z dumnym uśmiechem.
-Serio? To okropne.
-Żartuję. Kręci głową widząc moje zażenowanie. Tak, tutaj akurat mnie złapał na swój specyficzny humor.
-Powiedziałeś, że mnie kochasz. Rysuję kółka palce na jego ciepłej skórze. Skupiam wzrok na jego tatuażach bojąc się mu spojrzeć w oczy.
-Powiedziałem. Wzdycha lekko. Nie jestem pewna czy z ulgą, czy raczej ociężale.
-W porządku. Kręcę lekko głową staram się zdjąć ten zacisk z mojego gardła. -Rozumiem, to emocje. Wzruszam ramionami, chce mu pokazać, że nawet jeśli tego nie czuję nie mam mu nic za złe. -Alkohol..
-Słyszałem, że po pijaku ludzie mówią prawdę. Oznajmia podnosząc się nade mnie. Druga runda?
-Więc? Uśmiecham się pełna nadziei.
-Chyba kocham. Skuwa lekko głową wydymając usta. I naglę jakby cały orkiestra grała piękną piosenkę, a my wirowali wokół siebie, tak pięknie. Tak cudowne uczucie. -Usłyszę coś w zamian? Unosi brew wyczekując mojej wyraźnej reakcji. Chyba mnie zatkało. Całuję go więc tylko. Może faktycznie to jakiś happy end dla nas? Może nie powinnam trzymać uczuć w kieszeni, cokolwiek się wydarzy powiedział to.
-Szczęściara. Oznajmiam mu. Tak jestem nią i mogę to powiedzieć każdej kobiecie w firmie Harry'ego, która robi do niego maślane oczy.
-Moja. Nie jestem rzeczą i do nikogo nie powinnam należeć, ale chyba dla tego faceta mogę uczynić wyjątek. Nie spuszczając spojrzenia z mojej twarzy swoją dłonią ponownie rozchyla moją nogę. Jestem w szoku, zupełnie jakby to miałby być pierwszy raz, a przecież to kolejny raz tej nocy. -Tylko moja. Syczy wkładając twarz w zagłębienie mojej szyi, w tym samym czasie wbijając się we mnie całą swoją długością.
-Oo. Nie wiem czy jestem w stanie mówić, jedyne co teraz ze mnie wyszło to gardłowy jęk. Przytrzymuje go przy sobie tak blisko jak tylko mogę. Chce go. Chce bardziej niż żadnej innej rzeczy na tym pieprzonym świecie. -Niech tak już zostanie. Całuje płatek jego ucha, lekko drapiąc jego plecy kiedy jego biodra powoli, ale bardzo mocno przybliżają się i oddalają ode mnie. Chcę żeby tak już było zawsze, chce wiedzieć, że robimy coś z uczuciem. Nie chce więcej seksu, kiedy Harry jest zły, zestresowany. Najlepszy jest taki jak teraz, rozluźniony i teraz nie widzę ani cienia żalu na jego twarzy. Niech mnie całuję tak czule codziennie. Czuję jak łzy napływają do moich zamkniętych oczu. Boję się je otworzyć. Bo kiedy to zrobię wszytko może zniknąć i się skończyć.Wymieniamy się tylko ciężkimi westchnięciami i jękami. Robimy to jakbyśmy nie chcieli żeby ktokolwiek nas słyszał, tylko ja jego, tylko On mnie. Zanim cokolwiek zdążyło mnie ostrzec czuję jak wypełniam się cała jego ciepłem. Cholera. Zaciskam powieki jeszcze bardziej i cała trzymam się jego ciała teraz na tyle ile mam siły. Wydaję z siebie najcichszy jęk dotychczas blisko jego ucha, czekał na to. -Jeszcze nie. Wtulam się w jego obojczyk nie pozwalając mu odejść. To jakbym wdrapała się na najwyższy szczy razem z nim. Szczyt spełnienia. Praktycznie w tym samym czasie. Z każdym kolejnym orgazmem coraz bardziej się do niego przywiązuję. Łapię powietrze przez rozchylone usta.
-Popatrz na mnie. Słyszę jego delikatny chihot i czuję jak trąca mnie nosem. Powoli czuję jak mi ucieka. Nagle jakby pusta, ale nadal tutaj jest. Trzyma właśnie mogą dłoń, ściska ją tak mocno. Najsilniejsze przeżycie do tej pory. Nie chce myśleć o niczym. -Madison. Szepcze lekko. -Otwórz oczy. Prosi mnie. Tak wiem, dziwi go moje zachowanie. Ale czuję się tak dobrze. Robię to o co mnie prosił i patrzę na Anioła. Widzę wszystko co chciałam, nic nie było iluzją. Każde słowo, zdanie, uczucie, psychiczne i fizyczne. Było prawdziwe. Łza ucieka mi ostatecznie z oka, ale uśmiecham się, bo jestem szczęśliwa. W końcu z nim. -Co się stało? Jest mi tak ciepło kiedy jest tak blisko. Kręcę głową. Żaden poprzedni raz nie wywołał we mnie tyle emocji. -Kocham Cię. Powtarza mi to. Niesamowite. -Nie boję się tego. Powiedział. Przyznał się. Do wszystkiego. Jestem gotowa na kolejne gorsze dni. Bo wiem, że juz mam o co walczyć i się starać. Odkryłam drugie dno Styles'a? Czy to On odkrył, że każdy zasługuje na takie uczucie?
Przepraszam, ale nigdy nie podołam napisaniu dobrego rozdziału.... Zwłaszcza jeśli chodzi o uczucia, stosunek. Bo słuchacie jak o miłości mówi ktoś, kto jej nigdy nie zaznał.. Xx
-Chce wiedzieć. Wzrusza ramionami uśmiechając się lekko. -Czy to takie dziwne?
-Wydaje się być własnie dziwne Harry. Odpieram przerzucając ciężar na druga nogę. -Właśnie tyle musiało się stać, żebyś się tym zainteresował? Zarzucam mu winę. Musiałam być śledzona, w pewien sposób zagrożona, żeby Harry zainteresował się moimi potrzebami. -To czego chce jest przecież mało istotne. Dodaję.
-Ty tak uważasz. Broni się. -Wiesz dlaczego stąpam po ziemi?
-Grawitacja? Uśmiecham się głupkowato.
-Chyba tylko ona mnie trzyma gdy jesteś obok. Uśmiecha się nieśmiało drapiąc się przy tym po karku.
-Mówisz tak, bo jest Ci żal. Macham na to wszystko ręką i kontynuuje spacer.
-Nie wiesz co czuję. Buczy na mnie dotrzymując mi kroku. -Nie wiesz jak to jest, gdy...
-Gdy starasz się, gdy Ci zależy i chyba kogoś kochasz. Patrzę z dołu na jego bezradną minę. Tak właśnie to czuję Harry. -Tobie jest tylko mnie szkoda. Uświadamiam go. To właśnie czuję Harry, jest mu przykro. Zawsze tak będzie?
-Nie wiesz. Kręci nerwowo głową.
-Więc mi powiedz. Unoszę się pretensjonalnie. -Bo nigdy nie dałeś mi szansy.
-Jakiej szansy? Dziwi mi się.
-Dowiedzieć się co czujesz. Mój głos praktycznie zamienia się w pisk. Mam do niego ogromny żal.
-Kocham. Uchyla lekko usta i opuszcza wzrok. Gryzę się w język i staję się niema. -Pieniądze...samochód...dom. Wymienia z przerwami, zupełnie jakby przemyślał poprzednio każde wypowiedziane słowo. -To nie wszystko. Wzrusza ramionami. Jest mi głupio, właściwie czuję się jak idiotka. Harry Styles to nie kamień.
-Posłuchaj. Oblizuję lekko usta, staram się znaleźć właściwe słowa, ale w głowie mam tylko szum.
-Nie, ty posłuchaj. Uśmiecha się łagodnie. -Zwlekałem z nami. Zarzuca to sobie, jak wspaniale to słyszeć i widzieć Harry'ego, który staje się coraz lżejszy, z każdym kolejnym słowem. -Jesteś jedyną osobą, której wierzę, wiesz? Łapie mnie tak nieśmiało za dłoń.
-Wiem. Przyznaję. To akurat czułam. -To..miłe. Skuwam lekko głową przytakując swoim własnym słowom.
-Jeśli chcesz. Bierze wdech i wygląda na zdenerwowanego. -To dziwne. Uśmiecha się, jest taki onieśmielony i zawstydzony. -Zapytanie, czy będziesz ze mną chodzić chyba odpada? Głupkowaty wyraz twarzy.
-Troszeczkę. Marszczę nos, to zabawne. -Nie musisz. Spieram się lekko dłonią o jego tors, nie chcę żeby się stresował. -To słaby moment. Wyjaśniam z troską patrząc na jego zmarszczone czoło. Te zmarszczki dodają mu uroku.
-Przepraszam. Szepcze przytulając mnie do siebie. -Jestem mięczakiem.
-Bardzo silnym. Przypominam mu, kiedy moje żebra są pod coraz większym naciskiem z jego strony.
-Lubię po prostu jak mnie czujesz. Śmieje się i oboje wiemy, że nie był to jednoznaczny tekst.
-Tak, masz świetne perfumy. Nakierowuje go na mniej intymny tok myślenia, tym samym się śmiejąc.
-Dotrzemy do tego hotelu? Pyta, kiedy ja nie puszczam mojego uścisku.
-Śpieszy nam się?
-Wspominałaś coś o kochaniu się. Przygryza lekko wargę. Obserwuję to z dołu. Ma wielkie nozdrza!
-Mówiłam, że będziemy uprawiać seks. Sprostowuję. Nie mówię o kochaniu się, odnosiłam wrażenie, że takie nazewnictwo go drażni. -Nie wiem czy mam siłę. Staram się wymigać.
-Będziemy uprawiać miłość. Poprawia mnie? -Po co nam siła? Patrzy na mnie wciąż marszcząc brwi, jednak ma też figlarnie uniesiony kącik ust -Idziemy? Puszczam go, by nadal zostać blisko, trzymana w jego silnej dłoni.
-Nie, ja nadal czekam na księcia na biały koniu. Uśmiecham się twardo zatrzymując się w miejscu. Mam wrażenie, że alkohol pomaga mi w takich momentach nie popadać w paranoje za każdym razem, kiedy Harry chce seksu.
-Mógłbym podjechać białym autem. Śmieje się puszczając moja dłoń. -Ale zdaje się, że jestem pijany. Jego język płata mu figle, sam o tym wie. To zabawne jak mówi. -Więc pijani ludzie, robią kreatywniejsze rzeczy. Podcina mi nogi tym samym unosząc mnie na swoje ramie. Nadal nie wierze, że jest w stanie mnie tak nieść.
-Lepiej mnie postaw. Uprzedzam go, bojąc się upadku.
-Masz konia i księcia w jednym i nadal marudzisz? Śmieje się całkiem dobrze radząc sobie z pokonywaniem ulicy.
-Komuś takiemu jak Tobie chyba nie wypada, nosić ludzi przez ramie?
-Bo co? Unosi się z humorem. -Bo jestem jakimś sobie Bosem?
-Zwłaszcza dlatego.
-Chciałbym być zakochanym chłopcem a nie panem prezesem, wiesz? Stawia mnie przed sobą, patrząc mi w oczy tak jak jeszcze nigdy. Co robi? Oblewam się strachem, kiedy Harry klęka przede mną, to jakiś żart?
-Mam nadzieje, że chcesz zawiązać sznurówkę? Zakrywam lekko twarz. To niezręczne. Uśmiecham się nerwowo.
-Aa co gdybym chciał Ci się oświadczyć? Przymyka jego oko, na które spadły mu niesforne loki. Sprawnie jak na swój stan radzi sobie ze sznurówką. -Zgodziłabyś się? [...]
-Jeśli nie wstaniesz za minutę, to sobie pójdę. Ostrzegam go, kiedy ten mnie podpuszcza ewentualnymi oświadczynami.
-Zdążę się oświadczyć w minutę.
-Lepiej zapytaj mnie o chodzenie. Żartuję sobie z niego wyjmując ręce w jego stronę, chcąc mu pomóc wstać. -Bo nie jesteś gotowy na oświadczyny. Harry ostatecznie wstaje rujnując mnie swoim wzrostem.
-Faktycznie. Przyznaję poprawiając włosy. -Nie chciałbym takiej zołzy za żonę. Uśmiecha się szeroko. Po czym nieoczekiwanie składa pocałunek na moich ustach. To słodkie. -Więc? Trzyma swoją twarz bardzo blisko. Nie przejmujemy się niczym, nawet Markus i jego ewentualna obecność, gdzieś w pobliżu.
-Więc?
-Będziemy ze sobą chodzić? Śmieje się tak blisko mnie, że mogę widzieć tę radość w jego ciemnych oczach. -No wiesz, chłopaki w moim wieku mają już dziewczyny. Wciąż nie opuszcza go wspaniały humor, kiedy tak co chwilkę muska moje usta.
-Chyba jestem szczęściarą. Oświadczam zaplatając dłonie na jego karku. -Wszystkie będą mi zazdrościć.
-Jeszcze bardziej, jak za chwilkę stracisz ze mną dziewictwo. Śmieje się.
-Spóźniłeś się troszeczkę. Sprostowuję, wiedząc że żartuję. -Ale wszystko można poprawić.
-Markus chyba nie ma problemów ze snem. Harry sapie w moje usta, szarpiąc moje ubrania sekundę po tym, gdy zamykamy drzwi od pokoju.
-Mogą mu przeszkadzać ewentualne hałasy. Śmieje się zsuwając jego marynarkę.-Tak jak reszcie hotelu.
-Ja tam uwielbiam jak krzyczysz. Unosi lekko brwi zapalając światło wolną ręką. Kręcimy się wokół własnych osi, które stworzyły teraz jedność.
-Cii, przecież to pierwszy raz. Przypominam mu rozmowę, gdy jeszcze nie dotarliśmy do hotelu.
-Chciałbym to zrobić na London Eye. Patrzy na mnie z zupełnie poważnym spojrzeniem.
-Oszalałeś. Śmieje sie opierając głową o ścianę.-Nie ma mowy!
-Jest za późno, ale kiedyś to zrobimy. Narzuca decyzję z góry i ponownie staję się taki dyplomatyczny.
-Będziemy teraz o tym rozmawiać?
-Możemy. Harry ponownie zarzuca swoje dłonie na moje ciało, nie opuszczając moich ust. Uwielbiam go, gdy mnie całuje. Jest nieziemski. Nie wiem czy jestem w stanie to do czegoś przyrównać. A jeśli musiałabym to zrobić, było to by coś w stylu jedzenia truskawek w czekoladzie podczas orgazmu. Chyba jednak nie jestem najlepsza w porównywaniu, orgazm i jedzenie to rzadkie połączenie. -O czym myślisz?
-Co? Uśmiecham się, kiedy ten powoli opada trzymając mnie w ramionach na łóżko.
-O czym myślisz, gdy się kochamy? Harry klęczy nade mną nachylając się, zdejmuje swoja białą koszulę całując mój dekolt. -Zawsze o czymś wtedy myślisz. Dodaje z zachłannością całując moją skórę, która aż drży pod jego ustami. -Więc?
-Porównuję te doznania do różnych rzeczy. Wyjaśniam, czuję jak temperatura w pomieszczeniu wzrasta do miliona stopni, jest jak w piekle. Piekielnie dobrze.
-Ja zawsze czułem się jakbym prowadził najszybsze auta świata. Uśmiecha się na chwilkę zawisając twarzą nad moją, by nasze spojrzenia mogły się spotkać. Pociągam jego zwisający z szyi naszyjnik i delikatnie całuje krzyżyk, który Harry całuje zawsze gdy się ściga. To seksowne gdy to robi. To zaskakujące, że ktoś taki jak Harry jest wierzący. -Tylko tutaj działa więcej zmysłów.
-Czujesz to teraz? Zupełnie się zatrzymaliśmy.
-Wiesz co teraz czuję? Uśmiecha się rozpinając moje spodnie. -Że grawitacja przestaje działać. Puszcza mi oczko, po czym zsuwa się z łóżka, jednocześnie zdejmując moje spodnie. Milczę i próbuje opanować, to jak szybko i mocno bije moje serce. Mam wrażenie, że moja klatka piersiowa za chwilkę pęknie.
-To powinno być nielegalne. Uśmiecham się, nawiązuje do tego, jaką przyjemnością jest jego obecność, a tak naprawdę jeszcze nie współżyjemy. Splatam nasze dłonie szukając jego spojrzenia. Wrócił. -Kim była Kylie? Zastanawia mnie ten fakt, może nie wybrałam odpowiedniego momentu.
-Jesteś Ty. Wszeptuje mi do ucha i czuję jego żal.. -Teraz. Zaciska moje dłonie jeszcze mocniej. Czuję go tak jak chciałam czuć od dawna.-Nie ma nic innego. Całuje moje ucho, by po chwili tak samo czule pocałować moje czoło. -Nie mówmy o przeszłości. Jego oddech jest ciężki i nieregularny. Dlaczego to imię wywołało w nim tyle żalu? Nietrudno się domyśleć, że był w niej zakochany.
-Dlaczego włączyłeś światło? Łapię jego twarz w dłonie. Zaskoczone spojrzenie. -To intymniejsze gdy jest ciemno. Oświadczam twardo.
-I że mam teraz iść je wyłączyć? Krzywi się, jednak rozbawienie nie znika z jego seksownej twarzy.
-Tak. Cmokam go w usta i odpycham tak, żeby ze mnie zszedł. -Jeszcze troszkę. Przymykam oko i spoglądam na Harry'ego, który w skupieniu przyciemnia zapalone lampy. -Bo co to je wyłączyć?
-Trouble, trouble maker. Harry patrzy na mnie idąc tanecznym krokiem nucąc piosenkę.
-Chcesz powiedzieć, że stwarzam problemy? Wygląda zabawnie kiedy próbuje podejść seksownym tanecznym krokiem. Wsuwa się z powrotem na łóżko.
-Tylko troszkę. Jego uśmiech nie schodzi z twarzy, dawno nie uśmiechał się tak dużo. Chyba w ogóle nie widziałam tyle radości na jego twarzy w ostatnim czasie. -Gdzie moje skarby? Droczy się lekko zsuwając ramiączko od stanika po moim ramieniu.
-Póki co należą do mnie.
-Bóg kazał się dzielić. Próbuje wsunąć dłonie pod moje plecy. Jednak nie jest to najlepsza pozycja, aby pozbyć się stanika. Moja nogi sa wyprostowane pod jego kroczem, gdy tak nade mną kuca. Podnoszę się łapiąc jego pleców. -Ała. Gardłowy jęk. Ciężki oddech wydostaje się z jego płuc a oczy ma zaciśnięte.
-Przepraszam. Mam ochotę śmiać się jak idiotka. -Nie chciałam. Całuje delikatnie płatek jego ucha wtulając się w jego nagie ramie.
-Jesteś okropna. Przyznaje z bólem w glosie. -To miało być przyjemne, nie bolesne. Wychyla mnie przed siebie ponownie składając pocałunek na moich ustach. -Należało mi się.
-Gdybym chciała się zemścić, zabolałoby bardziej.
-Dzięki za łaskę. Przygryza dolną wargę i ku mojej nieuwadze udaje mu się rozpiąć stanik. -Będę się mścił całą noc.
-O nie. Wybucham śmiechem, jeśli próbuje mnie nastraszyć, to jest na dobrej drodze.-Groźby są karalne.
-Trudno. Olewa to zdejmując moją górną część bielizny.
-Ale że tak całą noc? Krzywię się lekko dając mu do zrozumienia, że to poważne przegięcie.
-Może być nawet do południa, jeśli to za mało.
-Nie wiem, czy jesteś w stanie tyle zrobić. Unoszę lekko brew.
-Żebra chyba się już zrosły. Oznajmia entuzjastycznie. -Chyba podołam temu zadaniu.
-Dlaczego tyle mówimy? Śmieje się, ponieważ jest to najzwyczajniej w świecie dziwne. -Zazwyczaj milczysz..
-To źle? Pyta delikatnie zasysając skórę tuż po moich uchem. Odpycham go lekko z obrzydzeniem. Jest zdziwiony moją kapryśną miną. -Coś nie tak? Unosi lekko brew i uspokaja oddech.
-Nie lubię tego. Tłumaczę i czuję się z tym faktem niezręcznie.
-Chce robić wszystko co lubisz. Uśmiecha się i nasze usta topią się w gorącym pocałunku. -Mniej języka? Uśmiecha się kiedy ja wycofuje mój, zbyt "mokre" pocałunki też nie należą do moich ulubionych.
-Mniej. Odpieram wsuwając dłoń w jego najbardziej zakręcone loczki, które ma przy samym karku. Pociągam je delikatnie, lubię to robić. Są bardzo miłe w dotyku. Odkryłam kolejną zaletę jego osoby. -Więcej nagości. Upominam go odrywając się od jego rozpalonych ust. W zamian otrzymuje naprawdę zadowolony uśmiech. -Chciałbyś mieć dzieci? Pytam nie przestając całować coraz to niżej jego klatki piersiowej.
-Co? W jego oczach na moment zawitał strach. Chyba nie wyobraził sobie mnie w brzuchem.
-Spokojnie. Uśmiecham się wstając z łóżka. -Tylko pytam.
-Może kiedyś. Uspokaja się siadając na materacu, tak że stoję pomiędzy jego kolanami. Przyciąga mnie bliżej za szlufki do paska. -Póki co długa droga przed nami. Uśmiecha się patrząc na mnie uważnie, kiedy powoli a za razem z precyzja rozpina moje spodnie. -Jedno, czy dwójkę? Nawiązuje do tematu dzieci.
-Chyba jedno. Zastanawiam się przygryzając wnętrze policzka, kiedy trzymam się jego dłoni, aby wyjść ze spodni, które opadły mi na kostki. Widzę mały grymas na jego twarzy. -Z tobą nawet dwójkę.
-Cieszy mnie ten fakt. Uśmiecha się wstając, by stawić mi czoła. Mocnym i nieco brutalnym ruchem odwraca mnie tyłem do siebie. Tak jak mówiłam jego dłonie czasem zaciskają się na moim ciele, jednak jest to znośny ból. -Chciałbym jeździć fajnym audi. Mówi. To sympatyczne i pomieszane, że mówimy o zwykłych rzeczach, robiąc mniej zwykłe rzeczy. Napiera na mnie i czuję jego nabrzmienie, które z chwilą twardnieje. Och. Nie ważne, jak wyglądają nasze zbliżenia, zawsze jest to coś przyjemnego i niezwykłego.
-Białym? Z moich ust wydobywa się lekki jęk kiedy Harry przesuwa wolną dłoń po moim brzuchu, by po chwili naruszyć najbardziej czułe na niego miejsce.
-Srebrnym. Stwierdza lekko muskając moje ucho.
-Sportowym?
-I drapieżnym. Jego palce nie przestają na jednym ruchu, wciąż dotyka mnie w sposób jaki tylko On to robił, nikt przedtem mnie nie dotykał w sposób jaki robi to Harry. -Chodź. Wyszeptuje mi do ucha prowadząc mnie w stronę fotela stojącego w rogu pokoju. Stawiam niepewnie kroki cały czas popychana przez bruneta.
-Co robisz? Uśmiecham się kiedy jego dłoń zakrywa mi oczy. Wspominałam, że ma dużo dłonie?
-Sprawdzam twoje zaufanie. Mówi. Oh czy Ty jesteś taki pijany? Czy tam dobry masz dziś humor?
-Poczekaj tutaj jest gdzieś fotel. Pochylam się lekko szukając ręką mebla, którego się obawiam. -Jeśli chcesz mnie zabić, zrób to szybko, przynajmniej nie zaboli.
-Niekoniecznie zabije, a zaboleć może tylko troszkę. Przekonuje aksamitnym i delikatnym głosem. Zatrzymujemy się w miejscu, Harry zabiera dłoń z moich oczu, praktycznie dzieli mnie milimetr od fotelu, ten kawałek sprawił, że moje piszczele nie są obite. -I co żyjesz?
-Jeszcze moment i będę w niebie. Uśmiecham się łapiąc jego dłonie, kiedy Harry ponownie całuje moją szyję, czuły punkt. Znalazł go idealnie, moja szyja jest chyba jego ulubionym miejscem, pieści ją tak często.
Harry zawija swoje duże ramiona tak, że pochyla siebie i mnie jednocześnie. -I co teraz?
-Możesz się oprzeć, a ja popatrzę. Marszczę czoło, to bardzo dziwna opcja.
-Mam Ci machać tyłkiem przed oczami? Odwracam się do niego. To chyba nie na moje siły i nie na mój charakter.
-Byłoby fajnie. Przygryza i zaciąga swoją dolna wargę.
-Zapomnij. Uśmiecham się. -To..
-Bardzo podniecające. Zapewnia mnie. Och dlaczego samo spojrzenie Stylesa jest dla mnie taką słabością.
-Co będę miała w zamian? Rozpinam jego spodnie. Niech do cholery nie dzieli nas już nic.
-Śniadanie do łóżka?
-Z sokiem pomarańczowym? Dopytuję.
-Z sokiem pomarańczowym i kwiatami. Próbuje mnie przekupić, cofa się bez słowa, odszedł jakieś 3 kroki.
-I co, tak po prostu mam się teraz wypiąć? To dziwne uczucie.
-Tylko na Ciebie spojrzę. W jego oczach aż iskrzy od tej chorej potrzeby. Przełamuje moje bariery i pochylam się, aby oprzeć się o podłokietniki fotela. Mam ochotę śmiać się, to strasznie żenujące. -Mogłabyś przejść przez pokój?
-Jak modelka? Wystawiam lekko język wyprostowując się. Harry wpatrzony jest w swój telefon, którym ewidentnie mnie nagrywa. Gdyby nie ta atmosfera na pewno bym na niego teraz wybuchła. -Czy ty mnie nagrywasz?
-Spokojnie, to tylko dla mnie. Zachowuje się jak psychopata i pedofil.
-Lepiej zrób dobre ujęcie. Śmieje się przechodząc do przedsionka, aby wejść do pokoju i zaprezentować się jak na wybiegu. To co robimy i w jak głupawy sposób przedłużamy tę noc mogłoby nadać się na nagranie komedii. -Też Cię kiedyś nagram. Zabieram mu telefon z ręki odkładając go na szafkę tuz przy łóżku. -Czy już możemy się kochać?
-Nawet musimy, dłużej nie wytrzymam. Harry pozbywa się swoich spodni i slipek. O mamo.
-Myślisz, że było mu niewygodnie w spodniach? Śmieje się spoglądając na jego erekcję.
-Myślę, że tak. Całuje mnie ponownie w usta, przyciąga mnie tak, że siadam na niego okrakiem. Przytulam się do jego szyi. -Wiesz, że podobno w tej pozycji doznania są silniejsze? Oblewam się rumieńcami po raz pierwszy tego wieczoru udało mu się mnie zawstydzić. Unoszę się lekko, członek Harry'ego wchodzi we mnie gładkim ruchem odsuwając materiał moich majtek na bok.
-Och. Opuszczają mnie wszystkie troski i mam to czego chciałam. Trzymam się mocno jego pleców i zastygam w bezruchu. -Wiesz jaki jest mój ulubiony kwiat?
-Lotosu. Śmieje się. Tak to nam się udało, oboje nawiązaliśmy do owej pozycji. Poruszam lekko biodrami, wolnym i jednostajnym ruchem obojgu z nas sprawiam przyjemność. Mam ochotę ucałować tę zmarszczkę na czole Styles'a, który spogląda na nasze złączone ciała. Wychodzi mi naprzeciw napierając na mnie jeszcze bardziej swoim ciałem. -Gdzie chciałabyś pójść na randkę? Syczy lekko, więc faktycznie będziemy rozmawiać podczas stosunku. Nasze ciche jęki mieszają się z rozmową. Napięcie jakie jest pomiędzy nami jest niesamowicie silne. -Mów do mnie. Harry odgarnia moje włosy z twarzy całując w policzek. Jest mi tak cholernie dobrze, gdy to ja narzucam tępo penetracji.
-Zabierz mnie za miasto. Szepcze mu do ucha odpowiadając na jego pytanie. -Zabierz koc, jedzenie. Wyduszam z siebie kolejne słowa, w które wkładam sporo dźwięków związanych z rozkoszą. -Będziemy normalni. Dodaję.
-Będziemy się kochać na zewnątrz? Uśmiecha się przy moim uchu jednym twardym ruchem wbijając się we mnie. -O tak. Wzdycha pomrukując jednocześnie. Za każdym razem musi pojawiać się mocniejszy akcent, Harry nie byłby sobą bez tego. Czuję jak nasze ciała staję się coraz cieplejsze, a jęki coraz częstsze. To faktycznie ogromna rozkosz, ale czuję, że to dopiero początek.-Nigdy nie rozmawialiśmy tak długo. Szepcze mi do ucha swoim szarpanym głosem.
-Nigdy. Łapię jego twarz w dłonie. Składam na jego ustach pocałunek, chce go całować już zawszę. Harry zaciska swoje dłonie na moich biodrach by w mało komfortowy dla mnie sposób odwrócić nas i położyć mnie na aksamitnej pościeli. -Pamiętasz jak dałeś mi kwiaty? Uśmiecham się kurczowo łapiąc jego kark. Patrzy na mnie pełnym ciepła spojrzeniem. Nic nie było w stanie oddać tego jak się wtedy poczułam. Jego biodra nie przestają się poruszać. Większą przyjemność sprawia mi teraz myślenie o tym wszystkim co jest z nim związane, niż sam seks. -Były najpiękniejsze. Ponownie go całuje. Nie ucieka od tego, poprzednio nie lubił gdy robiłam to tak często. Rytm jaki nadaje nam brunet wzrasta, krew w moich żyłam przepływa teraz chyba w podwojonej prędkości. Cholera jest tak gorąco. Nic nie sprawia, że czuję się tak jak On. Nasze jęki przybierają na sile i oboje jesteśmy rozpaleni do granic możliwości. Wbijam mu w plecy paznokcie, nie protestuje tema zachowaniu, może mu się podoba. -Nie przestawaj, proszę. Szepczę do ucha, czując maksymalną przyjemność. Jeśli goście hotelowi nie będą skarżyć się na hałas, to są wyrozumiali. Oboje opadamy z sił. Nie jestem w stanie określić ile czasu trwała cała gra, słowa i sam stosunek.
-Kocham Cię. Usta Harry'ego ułamek sekundy po najpiękniejszym szepcie zatapiają się na skórze tuz pod moim uchem. Nie przeszkadza mi nawet fakt, że właśnie zostawia tam po sobie ślad. Słysze tylko mój zszargany oddech. Cholera nie wiedziałam, że jest w stanie zrobić mi tak dobrze słowami. Moja unosząca się w dzikim tempie klatka piersiowa zostaje przygnieciona przez ciało chłopaka, tuż po nieźle wybrzmiałym orgaźmie.
-Ja też. Milkę na moment patrząc na niego z nieopisywaną radością. Po chwili milczenia i wsłuchiwania się wzajemnie w te sapiące organizmy Harry kładzie się obok, próbując nas przykryć.
-Ale Ci serce wali. Uśmiecha się niezręcznie. Czyżby był oszołomiony własnymi słowami? Unosi lekko ramie a ja wtulam się w jego bok. Jego włosy są tak bardzo rozczochrane.-Po dobrym seksie faceci szybko zasypiają. Mówi bawiąc się swoim łańcuszkiem.
-Więc? Unoszę na niego wzrok.
-Tym razem może jednak pogadamy? Śmieje się. -Spodobały mi się rozmowy z tobą.
-Dopiero teraz? Dziwie mu się, ponieważ próbowałam podtrzymywać rozmowę niejednokrotnie i kończyły się fiaskiem.
-Niestety nie jesteś poukładaną dziewczyną, która zmieni mnie w dobrego człowieka. Oznajmia głaszcząc moje włosy.
-Jesteś dobrym człowiekiem. Zapewniam go entuzjastycznie. -Wiesz, że pierwszy raz nie zdjąłeś go? Łapie jego krzyżyk w palce i przewracam pomiędzy nimi.
-Więc zrobiliśmy to w obecności Boga. Śmieje się lekko pocierając swoją stopa o moje. -Nie myślałem o niczym innym niż Ty, więc nie zdjąłem. Wzrusza ramionami. -Chyba do końca życia będę Cie przepraszał.
-Jakoś sobie z tym poradzę. Uspokajam go. -A tak poważnie, to wymykałam się z hotelu ponieważ?
-Chciałem być z Tobą sam. Wyjaśnia. - I lubię widzieć twoja przerażoną minę. Przyznaję się.
-Jesteś okrutny. Buczę na niego z niezadowoleniem. -Powinieneś lubić jak się uśmiecham, nie jak się boję.
-Wtedy akurat Cię uwielbiam. Cupcake! Uwielbiam tą jego minę. Aż ma się ochotę poszarpać go za te policzki. Jeśli odwróciłabym się teraz i spojrzała na wszystko co zrobiliśmy i czego nie, to tak naprawdę wciąż gramy w tą sama starą grę, czekamy na jakieś zmiany, ciągle popełniamy te same błędy. -O czym myślisz?
-Niczym. Wymiguję się od odpowiedzi.
-Nowe audi za twoje myśli? Pyta. Więc tak cenne są dla niego moje myśli? Całkiem nieźle.
-Nie musisz wiedzieć wszystkiego, audi możemy kupić.
-Mogę. Poprawia mnie.
-Nie. Zaprzeczam. -Możemy, będzie wspólne.
-Jesteś pewna?
-Spokojnie, jak mnie zostawisz oddam Ci je. Wzruszam ramionami.
-Wobec tego zgadzam się na wspólny zakup. Uśmiecha się. -Ale poczekamy do podpisania umowy z Miu Miu. Uprzedza fakty.
-Wow, pamiętasz.
-Pamiętam o wszystkim. Wymądrza się.
-Tak?
-Tak. Wydaje się być taki pewny.
-Kiedy mam okres? Tak wiem, to pytanie nie jest na poziomie, ale jestem ciekawa, czy pamięta i takie rzeczy.
-Który jest dziś? Pyta mrożąc lekko oczy.
-24 listopada. Oznajmiam po niedługim zastanowieniu.
-Więc powinnaś dostać okres dokładnie 4 grudnia.
-O matko. Czuję się zażenowana tą rozmową. -Poważnie to pamiętasz?
-Prowadzę specjalny kalendarzyk. Unosi sie z dumnym uśmiechem.
-Serio? To okropne.
-Żartuję. Kręci głową widząc moje zażenowanie. Tak, tutaj akurat mnie złapał na swój specyficzny humor.
-Powiedziałeś, że mnie kochasz. Rysuję kółka palce na jego ciepłej skórze. Skupiam wzrok na jego tatuażach bojąc się mu spojrzeć w oczy.
-Powiedziałem. Wzdycha lekko. Nie jestem pewna czy z ulgą, czy raczej ociężale.
-W porządku. Kręcę lekko głową staram się zdjąć ten zacisk z mojego gardła. -Rozumiem, to emocje. Wzruszam ramionami, chce mu pokazać, że nawet jeśli tego nie czuję nie mam mu nic za złe. -Alkohol..
-Słyszałem, że po pijaku ludzie mówią prawdę. Oznajmia podnosząc się nade mnie. Druga runda?
-Więc? Uśmiecham się pełna nadziei.
-Chyba kocham. Skuwa lekko głową wydymając usta. I naglę jakby cały orkiestra grała piękną piosenkę, a my wirowali wokół siebie, tak pięknie. Tak cudowne uczucie. -Usłyszę coś w zamian? Unosi brew wyczekując mojej wyraźnej reakcji. Chyba mnie zatkało. Całuję go więc tylko. Może faktycznie to jakiś happy end dla nas? Może nie powinnam trzymać uczuć w kieszeni, cokolwiek się wydarzy powiedział to.
-Szczęściara. Oznajmiam mu. Tak jestem nią i mogę to powiedzieć każdej kobiecie w firmie Harry'ego, która robi do niego maślane oczy.
-Moja. Nie jestem rzeczą i do nikogo nie powinnam należeć, ale chyba dla tego faceta mogę uczynić wyjątek. Nie spuszczając spojrzenia z mojej twarzy swoją dłonią ponownie rozchyla moją nogę. Jestem w szoku, zupełnie jakby to miałby być pierwszy raz, a przecież to kolejny raz tej nocy. -Tylko moja. Syczy wkładając twarz w zagłębienie mojej szyi, w tym samym czasie wbijając się we mnie całą swoją długością.
-Oo. Nie wiem czy jestem w stanie mówić, jedyne co teraz ze mnie wyszło to gardłowy jęk. Przytrzymuje go przy sobie tak blisko jak tylko mogę. Chce go. Chce bardziej niż żadnej innej rzeczy na tym pieprzonym świecie. -Niech tak już zostanie. Całuje płatek jego ucha, lekko drapiąc jego plecy kiedy jego biodra powoli, ale bardzo mocno przybliżają się i oddalają ode mnie. Chcę żeby tak już było zawsze, chce wiedzieć, że robimy coś z uczuciem. Nie chce więcej seksu, kiedy Harry jest zły, zestresowany. Najlepszy jest taki jak teraz, rozluźniony i teraz nie widzę ani cienia żalu na jego twarzy. Niech mnie całuję tak czule codziennie. Czuję jak łzy napływają do moich zamkniętych oczu. Boję się je otworzyć. Bo kiedy to zrobię wszytko może zniknąć i się skończyć.Wymieniamy się tylko ciężkimi westchnięciami i jękami. Robimy to jakbyśmy nie chcieli żeby ktokolwiek nas słyszał, tylko ja jego, tylko On mnie. Zanim cokolwiek zdążyło mnie ostrzec czuję jak wypełniam się cała jego ciepłem. Cholera. Zaciskam powieki jeszcze bardziej i cała trzymam się jego ciała teraz na tyle ile mam siły. Wydaję z siebie najcichszy jęk dotychczas blisko jego ucha, czekał na to. -Jeszcze nie. Wtulam się w jego obojczyk nie pozwalając mu odejść. To jakbym wdrapała się na najwyższy szczy razem z nim. Szczyt spełnienia. Praktycznie w tym samym czasie. Z każdym kolejnym orgazmem coraz bardziej się do niego przywiązuję. Łapię powietrze przez rozchylone usta.
-Popatrz na mnie. Słyszę jego delikatny chihot i czuję jak trąca mnie nosem. Powoli czuję jak mi ucieka. Nagle jakby pusta, ale nadal tutaj jest. Trzyma właśnie mogą dłoń, ściska ją tak mocno. Najsilniejsze przeżycie do tej pory. Nie chce myśleć o niczym. -Madison. Szepcze lekko. -Otwórz oczy. Prosi mnie. Tak wiem, dziwi go moje zachowanie. Ale czuję się tak dobrze. Robię to o co mnie prosił i patrzę na Anioła. Widzę wszystko co chciałam, nic nie było iluzją. Każde słowo, zdanie, uczucie, psychiczne i fizyczne. Było prawdziwe. Łza ucieka mi ostatecznie z oka, ale uśmiecham się, bo jestem szczęśliwa. W końcu z nim. -Co się stało? Jest mi tak ciepło kiedy jest tak blisko. Kręcę głową. Żaden poprzedni raz nie wywołał we mnie tyle emocji. -Kocham Cię. Powtarza mi to. Niesamowite. -Nie boję się tego. Powiedział. Przyznał się. Do wszystkiego. Jestem gotowa na kolejne gorsze dni. Bo wiem, że juz mam o co walczyć i się starać. Odkryłam drugie dno Styles'a? Czy to On odkrył, że każdy zasługuje na takie uczucie?
Przepraszam, ale nigdy nie podołam napisaniu dobrego rozdziału.... Zwłaszcza jeśli chodzi o uczucia, stosunek. Bo słuchacie jak o miłości mówi ktoś, kto jej nigdy nie zaznał.. Xx