czwartek, 29 sierpnia 2013

IV


__________

Staram się opanować moje przerażenie i skupić na jeździe. Jednak nijak nie idzie to w parze. Na dodatek dzwoni mój telefon. To mnie jeszcze bardziej dekoncentruje. Nigdy nie prowadziłam takiego auta. 
-Jedź szybciej, bo nie chce się za tobą wlec. Rozbawiony głos właściciela owej ciemnej bmw, którą właśnie przemierzam ulice Nowego Orleanu. Czy on sobie żartuje? Rozłączam się nerwowo rzucając telefon na miejsce pasażera. 

Pomarańczowy volkswagen wyprzedza mnie, gdy jesteśmy już prawie pod domem Harry'ego. Zatrzymuje się na poboczu na przeciwko i prędkim krokiem kieruje się pod dom. -Po co do mnie dzwoniłeś, tylko mnie rozpraszasz! Wrzeszcze na niego. A on stoi zaszokowany. Po chwili ten wyraz twarzy zamienia się na rozbawienie.
-Śliczna, jechałaś całą drogę czterdzieści na godzinę, zagrażałaś wszystkim, którzy za tobą jechali. Ma rozbawienie w oczach i zaczynam rozumieć, jak wielką frajdę daje mu moje zachowanie. 
-Nie moja wina, że masz tak drogie auto. Oddaje mu kluczyk i nadal się na niego denerwuję. On odbiera to całkiem jako żart. -Nie śmiej się ze mnie, tak? Mówię wręcz błagalnym tonem.
-Przepraszam, ale jesteś niesamowita. 
-Jesteś moim dłużnikiem. Opieram się nerwowo plecami o zimna maskę auta i patrzę wszędzie, starając się omijać jego spojrzenie. Wiem że czeka, aż moje emocje opadną. Sama nie rozumiem dlaczego się tak denerwuję. Dojechałam, auto jest całe, ja jestem cała. -Idziemy na tego drinka? Pytam tak łagodnym głosem jaki tylko teraz mogłam uformować. I ponownie widzę jego przesłodzony uśmiech i dołeczek w policzku.-Nie uśmiechaj się tak do mnie. Krzyżuję dłonie na piersiach. 
-Dlaczego? Przymyka lekko oczy. Sherlock Holmes? 
-Bo od słodkości się tyje. Uśmiecham się słabo niepewna swoich słów. Nie wiem jak to odbierze.
-To ja jestem od komplementów, nie na odwrót. Jest poważny. Ponownie wydaje mi się groźny. Dlaczego?-A teraz jedziemy na drinka. Uśmiecha się znacznie wyciągając kluczyki od pomarańczowego cuda w moją stronę. -Poprowadzisz? Pyta skromnie dobrze wiedząc, że sprawia mi tym przyjemność.
-Jesteś pewny, że chce dać mi prowadzić jedyne takie auto w mieście? Uśmiecham się zadziornie.
-Nie wspominaj o tym, bo boje się tego jak cholera. Śmieja się karcąc głową. 

-W takim razie zapnij pasy. Triumfalnie idę do auta, które zaparkował po drugiej stronie ulicy. Ponownie widzę dziewczynę z sąsiedztwa i podobnie jak wtedy ma tak podły wzrok skierowany na mnie. Co jej nie pasuje? -Znasz ją? Pytam kiwając głową w stronę laski, która zdecydowanie mnie za coś nie lubi.
-Ana. Odpowiada bez dłuższego namysłu i oboje wsiadamy do auta. -Proszę Cie tylko nas nie zabij. Widzę udawaną panikę, bo w oczach ma całkowity spokój. 
-Przestań tak mówić, bo za moment nigdzie nie pojedziemy. Mówię do niego i czuje jakbyśmy odbywali taką kłótnie po raz setny w tym dniu. Odpalam silnik i powoli odjeżdżam od krawężnika. 
-Uważaj auto jest bardzo niskie. Wywracam oczami na jego gadanie. Faceci. 
-Zauważyłam. Uśmiecham się próbując nie denerwować się jego obecnością. -Kim właściwie jest ta Ana?
-Dlaczego pytasz? Staram się skierować nas na jakiś temat, aby rozluźnić się za kierownicą i aby Styles nie upominał mnie o każdy szczegół. -Coś z nią nie tak? Oboje bacznie obserwujemy drogę.
-Dziwnie się na mnie patrzyła. Wzruszam ramionami. -Nie wiem jakbym jej coś złego zrobiła. Wyginam usta w wyraźny grymas na myśl o jej podłym wzroku dzisiejszego popołudnia. 
-Widuje Cię u mnie więc. Nie rozumiem, co z tego, że dziewczyna widuje mnie u Ciebie Harry?
-Więc?
-Po prostu. CO!? Jestem taka głupia, czy ta odpowiedź nie miała najmniejszego sensu Panie Wkurzający.
-Znacie się? 
-Owszem. Odpowiada pełen satysfakcji  poprawiając się w fotelu. 
-Skąd? Wypytuję go jak na przesłuchaniu. To chyba mam po mojej matce, ona też często zadaje wiele pytań.
-Jesteś bardzo ciekawska Madison. Słyszę jego rozbawienie w głosie. Znowu! -Po prostu się z nią pieprzyłem. Wzrusza ramionami a moja mentalna szczęka opada i sięga chyba podłogi. Pieprzyłeś córkę sąsiadów!? Staram się nie zrobić głupiej miny. 
-Ile ona ma lat? Pytam nie będąc pewna czy dobrze oceniłam sytuację.
-Szesnaście. Tak po prostu przed momentem mi powiedział, że bzyknął jakąś małolatę.

-Dlaczego nic nie mówisz? Wysiedliśmy z auta i od dawna jesteśmy przy barze. Po tym jak omówiłam mu wszystko dotyczące firmy nie zamieniliśmy już słowa.  Czuje pewien nie do smak przez nowości jakie otrzymałam. 
-Była dziewicą? Pytam. Zawsze chce dużo wiedzieć, a czasem tego żałuję.
-Już nie jest. Śmieje się popijając łyk trunku. - W czym problem? 
-W tym, że bzykałeś jakąś małolatę. Wyjaśniam. Przecież to oczywiste! 
-Nie rozumiem twojego wzburzenia, przecież jej nie zmuszałem. 
-Jesteś pewny? Pytam, bo nie do końca wierze że taka rozmowa ma miejsce. 
-Uważasz, że mógłbym zrobić coś lasce, gdyby tego nie chciała? Totalny spokój w jego głosie. Jest odprężony nawet, gdy mówimy o takich sprawach.
-Tak. Krótko zwięźle, ale za to jak.
-Żałuje że zapytałem. Uśmiecha się niechętnie. -Zrobiłem dziś coś czego nie chciałaś? Patrzę na niego i analizuje każdą sekundę jaka dziś miała miejsce. Gramy w otwarte karty?
-Tak.
-Co na przykład? Uśmiecha się niedowierzająco.
-Uszczypałeś mnie.
-Bolało?
-Nie.
-Było okrutne?
-Nie.
-Poniżające? Strzela do mnie kolejnym pytaniem, na które odpowiedź zna.
-Nie.
-Więc nie możesz mi nic zarzucić. Uśmiecha się triumfalnie.-Boisz się, a ja to tylko wykorzystuję. Tajemniczy błysk w jego oczach dosłownie mnie przed czymś ostrzega.
-Sprawia Ci to frajdę? Patrzę na niego podejrzliwym wzrokiem.
-Co?
-Śmiejesz się ze mnie, całujesz, mówisz w sposób, przez który mam obawy.
-Śmieje się, bo jesteś zabawna i niezdarna.
-A co z tym, że się boje, sprawia Ci to frajdę, że to wykorzystujesz?
-Nie, ale sprawia mi to cholerną przyjemność. Oboje przełykamy ostatnie mililitry alkoholu z naszych szklanek. -To co, jeszcze jednego?
-Chcesz sprawdzić jak dużo mogę wypić? Pytam lustrując jego zachowanie.
-Chce Cię upić i przelecieć. Przygryza wargę nachylając się bliżej, aby nikt tego nie usłyszał. Mam gęsia skórkę. Zdecydowanie mnie zastrzelił tymi słowami. -Żartuję. Kładzie rękę na moim kolanie i patrzy na mnie uspokajająco. -Widzę, że się boisz. Uśmiecha się zwycięsko. -Zamówię coś słodszego. Puszcza mi oczko i odchodzi dwa kroki dalej zwracając na siebie uwagę barmana. Po niespełna trzech minutach pojawia się i stawia mi przed nosem coś na wygląd koktajlu truskawkowego.
-Jestem zbyt gorzka? Pytam starając się go zaintrygować głosem.
-Uwielbiam gorzkie kobiety, są dobre w łóżku.
-Oh. Odpieram nie wiedząc jak właściwie zareagować. -To jedyne co Cię interesuje?
-Nie rozumiem?
-Interesują Cię tylko to, czy któraś wskoczy Ci do łóżka?
-W tobie interesuje mnie akurat wszytko. Patrzy na mnie pełen podziwu i z nutą pożądania. -Gdybym dostawał dolara, za każdy raz jak myślę co bym z tobą zrobił, już teraz byłbym multimilionerem.
-Więc przyznajesz się, że o mnie myślisz. Uśmiecham się skromnie
-Stąpasz po kruchym lodzie piękna. Odpowiada wymijająco, a ja czuje się doceniona w dość nietypowy sposób. -Dlaczego ty interesujesz się mną?
-Skąd takie podejrzenie? Uśmiecham się problematycznie.
-Nie przyjęłabyś mojej oferty pracy tak prędko, gdyby nie to że chcesz mnie widywać. Dlaczego on tak łatwo mnie rozgryza, a ja nad nim się męczę. -A ja nie zaoferowałbym Ci jej, gdybym nie uznał że mnie podsycasz.
-Skąd tyle Pan wie?
-Jesteś tylko teoretycznie skomplikowana, a jeśli ja czegoś chce to potrafię to rozgryźć. Uśmiecha się znacząco a ja odwzajemniam jego gest. Jednak jest we mnie nadal cień obawy przed jego osobą.


-Oboje wypiliśmy. Śmieje się sam do siebie, gdy znajdujemy się przed klubem. -Wydaje mi się, że wracamy pieszo. Powtórka z rozrywki. Wypiłam zaledwie dwa drinki, a w głowie lekko mi wiruje. -To dobrze spędzimy więcej czasu pani ciekawska.
-Przyznaj się, chcesz żebym dociekała o więcej informacji.
-Zawsze jak wypijesz jesteś taka odważna? [muzyka, jeśli chcesz]
-Ty mi to powiedz. Patrzę się w moje stopy, nie chcąc aby rozmowa opierała się na chociażby chwilowych spojrzeniach na siebie. Harry pociąga mnie mocno za rękę i dosłownie ratuje mi czoło. Czoło.
-Jesteś bardzo nieuważna. Śmieje się tuż po tym ja wyrwał mnie z toru, na którym zderzyłabym się z latarnią. -Nie wiem czy mam siłę odprowadzić Cię do domu. Mruczy pod nosem nadal trzymając mnie za rękę. Ta informacja pozostawia wiele pytań i wątpliwości, jednak nie odzywam się. Przybliżam się do niego ocierając lekko ramieniem. -Poczekaj. Puszcza moją rękę i odbiega w stronę restauracji, którą właśnie mijamy. Co on robi? Przyglądam się temu co robi przez dość duże okna. Zamienia kilka zdań z kelnerem wskazując palcem w moją stronę. Co Pan wyrabia Panie Styles? Zabiera kwiatki z wazonu na jednym ze stolików i wychodzi z lokalu. Idzie w pełnym uśmiechem. Wyjmuje dłoń z kwiatami w moją stronę, a ja stoję jak wryta. -Przepraszam Cię za to, że przeleciałem jakąś szesnastkę, i za to, że prawdopodobnie będziesz zmuszona u mnie spać. Biorę niepewnie kwiaty do ręki i patrze w nie nieśmiało.
-Dziękuje. Podnoszę na niego wzrok a on przygląda mi się w jeszcze nieznany sposób. -Co? Uśmiecham się.
-Powiedziałem na Ciebie kiedykolwiek śliczna? Patrzy na mnie z niedowierzaniem.
-Raz czy dwa. Czerwienie się lekko na wspomnienie tego miłego określenia mojej osoby.
-Co ty ze mną robisz. Uśmiecha się w pełni oddając mi tym ciepło jakie w sobie teraz ma. Jeśli do tej pory mnie przerażał, to teraz jestem jak w objęciach anioła dzięki jego zachowaniu. Już nawet fakt, że zostanę u niego na noc nie wzbudza we mnie niepokoju. -Znam Cię niecałe trzy dni, a dałem Ci kwiaty. Śmieje się, tym razem wyjątkowo sam z siebie. -I całkiem mi to pasuje. Zdejmuje swoja cienka koszule w kratę, pod którą ma biały t-shirt. -Krzycz na mnie, gdy jest Ci zimno. Uśmiecha się szeroko zarzucając mi materiał na ramiona. -Nie należę do romantyków. Stoimy tak i przyglądamy się sobie bezwiednie. -Dlaczego nic nie mówisz?
-A co powinnam powiedzieć? Uśmiecham się zupełnie zgaszona i oczarowana nim, gdy jest właśnie taki.
-Nie wiem, wiem tylko co powinnaś teraz zrobić. Uśmiecha się beztrosko.
-Więc, co powinnam zrobić? Mówię cicho, ale on mnie słyszy. Czuję się jak księżniczka. Czarny książę ma też białą stronę? Możliwe. Bardzo możliwe mała!. 
-Pocałować mnie.
-Dlaczego?
-Bo masz zniewalające oczy, coś jest w twoich ustach i pocałunkach, dotyku. Wymienia, a ja czuje jakbym zjadała teraz najsmaczniejszą czekoladę świata. Ciekawe czy owa smakuje lepiej od tego faceta.
-Uważasz, że to wystarczający powód? Przyglądam mu sie pytająco.
-Pocałuj mnie w końcu, bo oszaleję. Wymachuje rękoma i łapie moją twarz w swoje dłonie a ja wykonuje kolejny ruch i złączam nasze usta.  -Zapomnij, jak nie pocałujesz mnie jeszcze raz to zwariuje. Kręci głową i cały swój uśmiech i uwagę skupia na mnie. I nic więcej nie potrzebuje, aby poczuć się bardziej doceniona.