-Błagam Cię jeszcze pięć minut. Mamroczę do poduszki, gdy okno w moim pokoju zostaje odsłonięte. Promienie słońca wręcz mnie zabijają. Tej nocy miałam wrażeń, stresu. Mam ochotę zasnąć na wieki. -Momo! Krzyczę w poduszkę, gdy ta pociąga kołdrę i mnie odkrywa.
-Wstawaj, szkoda dnia. Przeleciał mnie strach. Czuję jak moje serce wali w ogromnym strachu. Odwracam się a na brzegu łóżka siedzi, ledwie znany mi Harry. Jak?
-Co ty tu robisz? Czuję totalne zażenowanie, gdy leże przed nim w majtkach i krótkiej koszulce. Pośpiesznie sięgam po poduszkę. Siadając zakrywam się. Pewnie wyglądam teraz jak idiotka.
-Spokojnie, widziałem lepsze. Arogancki a za razem wesoły. Mieszanka wybuchowa. Patrzę na niego w przerażeniem w oczach. Przecież on siedzi w moim pokoju. -Twoja mama jest bardzo miłą kobietą. Wspomina pokazując palcem w stronę drzwi. Nadal nie rozumiem dlaczego się tutaj znajduję. -Ubierz się poczekam na zewnątrz. Co? Wstaje i wychodzi z mieszkania. Podnoszę się pośpiesznie z łóżka i zaglądam przez okno. Pomarańczowy volkswagen faktycznie się tam znajduje.
Cała w szoku wychodze do łazienki i szybko staram się ogarnąć. Właściwie nie wiem dlaczego chce za nim lecieć. Ma coś w sobie. Cos co mnie intryguje. Słysze jak matka chrząka się po kuchni. -Dlaczego go wpuściłaś do domu? Pytam i nie ukrywam mojego niezadowolenia.
-Przyniósł mi piękne kwiaty, powiedział że się przyjaźnicie. Typowe, moja mama nigdy nie zdawała sobie sprawy z tego, że coś złego może się stać. Była niewiarygodnie lekkomyślna. Uderzam się otwarta ręką w czoło, przy czym w duchu uśmiecham się jak wariatka. -Coś nie tak, to źle?
-Nie, następnym razem najpierw zapytaj mnie a później kogokolwiek tu wpuszczaj. Przytakuje mi, a ja wychodzę ubrana w dresowe spodnie na zewnątrz rozwiać wszystkie moje wątpliwości. Siedzi w aucie. Widzę jak obserwuje każdy mój ruch. Krępujące. -Możesz mi powiedzieć, co tu robisz? Wsiadam na miejsce pasażera i naskakuje na niego. Może jestem mało uprzejma, ale to dla mnie niecodzienna sytuacja.
-Może trochę milej? Patrzy na mnie, a na jego twarzy maluje się rozbawienie. Jak zwykle. -Cześć. Podnosi moją dłoń i składa na niej muśnięcie ustami nie spuszczając wzroku z moich oczu, które rozpaczliwie błądzą po jego twarzy.
-Więc co tutaj robisz?
-To źle, że tu jestem?
-Nie znam Cię, a ty rano jesteś w moim pokoju, widzisz mnie w samych majtkach, nie uwazasz że przyda się sensowne wyjaśnienie?
-Majtkach i koszulce, wcale nie jest to jakiś widok. Cham i prostak. Patrze na niego i nie dowierzam jak można być tak urokliwą a za razem arogancką osobą. -Uznałem Cie za ciekawą osobę i chciałem więcej. Wzrusza ramionami. Więcej? Przeraża mnie jego ton i zachowanie. Przytrafił mi się jakiś psychopata? Milczę. -Mówiłaś, że szukasz pracy. Zmienia ton na nieco łagodniejszy, zupełnie niepozorny.
-Tak i co z tego? Teraz to ja wzruszam ramionami i szukam sensu tej rozmowy, do czego dążymy? Silnik auta zostaje odpalony. Teraz dopiero zaczynam się denerwować. -Co ty robisz?
-Mam dla Ciebie pewną ofertę.
-Gdzie ty jedziesz?
-Przestań dramatyzować, boisz się? Spogląda na mnie, ma tak wesołe oczy.
-Jestem w aucie jakiegoś psychola, ty byś się nie bał? Kpię z niego, nie rozumiem dlaczego chce mi tak mieszać. Może to że się boje jego zachowania sprawia mu przyjemność? Idiota.
-Nie. Śmieje się.
-Co Cię tak bawi? Jest niewiarygodny. Ma tak łagodne rysy twarzy, może nie powinnam się bać?
-Ty. Mówi nadal nie przestając się śmiać. Krzywię się nie rozumiejąc co go tak śmieszy. -Wczoraj miałas chyba najkrótszą sukienkę na sali, wysokie szpilki, czerwone usta, wyglądałaś na strasznie odważną i zadziorną, a tymczasem siedzisz w moim aucie jak mysz pod miotłą. Przygląda mi siw urywkowo, nie pozwalając na dłuższy kontakt wzrokowy. Nie odzywam się. To jak mnie opisał- dziwka?
-Jesteś intrygującą osobą. Oznajmia bez większego uczucia w głosie. Onieśmiela mnie to jak potrafi mówić, bez większego zakłopotania. -Nie jestem pewny czy powinienem się tobą interesować.
-Słucham? Czuje lekkie pobudzenie, interesuje się mną? Widzę jak się uśmiecha, założę się że zauważył moje zadowolenie.
-Po prostu. Odchyla lekko dłoń od kierownicy w geście machnięcia ręką. Ponownie znalazłam się pod jego domem, w świetle dziennym wygląda zdecydowanie lepiej. -Skończyłaś księgowość prawda? Patrzy na mnie skupiając całą swoja uwagę. Otwiera mi drzwi przed nosem. Wchodzę do jasnego wnętrza, bardzo świeże powietrze jak na mieszkanie faceta.
-Skąd wiesz?
-Znam Corey, popytałem trochę. Tym razem nie widzę tego triumfalnego uśmiechu, jest zdecydowanie spokojny i obojętny. -Od razy mówię, że jeśli Ci to nie pasuje nie będę się prosił. Idę krok w krok za nim, wchodzimy do salonu.
-Dowiem się o co chodzi? Pytam niepewnie. Fakt że jestem w kapciach śmieszy też mnie.
-Ojciec przywiózł mi trochę papierów, trzeba się tym zająć, chce mnie sprawdzić czy dam sobie radę z firmą.
-I ? Siadam na kanapie obok chłopaka, przed nami znajduje się niewielki szklany stolik, a na nim sterta druków.
-I chciałbym, żebyś to ogarnęła.
-Dlaczego?
-Szukasz pracy, a ja Ci ja chętnie dam, nie mam ochoty tego robić. Wzrusza ramionami. Podnoszę się lekko i spoglądam na kilka kartek. Faktury, umowy. Kilka podań o pracę. -Przejrzysz to i powiesz mi co i jak.
-Tylko tyle? Kieruję wzrok na niego i od razu tego żałuje. -Mam coś na twarzy?
-Nie.
-To dlaczego tak się patrzysz? Jego żarliwe spojrzenie było bardzo męczące.
-Mówiłem, że jesteś bardzo ciekawa. Odpowiada, a jego oczy nadal palą dziurę w moim policzku. -Tylko tyle, to prostu układ.
-Nie jestem pewna.
-Jeśli nie chcesz to nie, nie będę się prosił. Podniósł się z kanapy i poszedł w stronę kuchni. Przestrzeń jest otwarta więc widzę co robi. -Więc? Pyta nieco głośniej. Jeśli się zgodzę będę mogła spędzać z nim więcej czasu. Ledwo się poznaliśmy a on zdążył mi zawrócić w głowie. Nie wiem nic o rzekomej pracy. Nie wiem co będe za to miała, ile czasu będę musiała na to poświęcić. To nieludzkie.
-Zgadzam się. Mamroczę pod nosem niepewna swojej decyzji.
-Słucham? Podaje mi szklankę soku. I patrzy na mnie z góry, w czasie gdy ja siedzę jak małe dziecko i patrze na niego z przerażeniem.
-Mówię, że się zgadzam. Powtarzam po czym odchrząkuje uwalniając moje gardło od uścisku.
-Ciesze się. Uśmiecha się dość szczerze. Cholera jest zbyt przystojny. -Dzisiaj wieczorem jest bankiet chciałbym żebyś tam była.
-Myślałam, że mam się zająć papierami? Podnoszę się z kanapy, aby nie czuć się nadal tak osaczona przez jego wyższość.
-Tak, a to tylko prośba, namyśl się do 18 masz czas. Puszcza mi oczko i odchodzi z powrotem kierując się do kuchni. Dupek!
-Od kiedy zaczynam pracę? Podnoszę ton głosu, aby mnie usłyszał.
-Od już. Mówi rozbawiony. Żartuje sobie ze mnie? Dopiero pozbierałam się z łóżka, jestem w kapciach. -Mówię poważnie Madison, im szybciej to zrobisz tym lepiej. Wychyla się zza niewielkiej ścianki i patrzy na mnie, dość miłym spojrzeniem.
-Mogę to zabrać do domu i się tym zająć? To, że siedzę w jego domu wcale nie sprzyja mojemu myśleniu.
-Nie, to co jest w tym domu, zostaje w tym domu. Co ma na myśli? Dlaczego jest tak zaborczy?
-Naprawdę czułabym się lepiej w domu. Mówię i patrze na niego błagalnym wzrokiem. Dlaczego się płaszczę przed nim?
-Spokojnie, masz kapcie, czuj się jak u siebie. Śmieje się odkąd spojrzał na moje stopy i puchate obuwie. -Poważnie nie przejmuj się mną, za chwilkę znikam. Znika? Jak to, mam zostać sama w jego domu?
-Mogę zadać Ci pytanie?
-Jasne. Uśmiecha się uroczo, ma dołeczki w policzkach. To wada genetyczna a sprawia pewnie, że pełno lasek ma mokro gdy je widzi. -Więc? Pochyla lekko twarz wyraźnie rozbawiony tym jak mu się przyglądam.
-Dlaczego ja dostałam tą "pracę" ?
-Od razu jak wsiadłaś do mojego auta wiedziałem, że jest w tobie potencjał. Zarzuca na siebie cienką bluzę i podnosi sportową torbę z podłogi. -A poza tym miło mieć seksowna pracownice. Puszcza mi oczko po raz kolejny rozkładając mnie na łopatki i wychodzi. Seksowna. Powtórzył to kolejny raz. To miłe. Odwracam wzrok w stertę kartek i załamuję się na samą myśl. Może dzięki tym papierom dowiem się czegoś na jego temat? Przynajmniej tego czym zajmuje się jego ojciec i o jakiej firmie mowa.
_______________________________
Nieprzyjemny chłód przelatuje przez moje ramiona i słyszę kroki. Otwieram oczy i uświadamiam sobie, że zasnęłam siedząc na kanapie. Przestudiowałam i wypełniłam dopiero połowę tego co znajduję się na stoliku. Harry zapala światło. W pomieszczeniu robi się tak jasno.
-Jeszcze tu jesteś? Pyta jakby nie widział, że rzeczywiście tutaj siedzę.
-Chciałam to skończyć. Macham ręką rzucając papierami na stolik. Mam dość cyferek i wszystkiego co na nich się znajduje.
-Spałaś? Pyta niepewny tego, czy faktycznie tak było.
-Tak, przepraszam jestem wykończona. Mamrocze pod nosem. Odwracam się w pełni w jego stronę. Wygląda na równie zmęczonego jak i ja. Kładzie torbę na podłodze i wciska dłonie w kieszenie spodni. Wydaje się lekko zawstydzony, niepewny. Nie wierzę, że taki jest. -Ja już chyba pójdę. Podnoszę się z kanapy poprawiając moje szerokie dresy.
-Może pójdziemy coś zjeść? Patrzy na mnie i chyba sam dziwnie czuje się z tym faktem, że mnie o to zapytał. -O..oczywiście jeśli masz ochotę. Uśmiecha się i wygląda jak mały chłopiec. Wiec jest też nieśmiały? Kto by pomyślał, do tej pory pokazywał tylko swoje mocniejsze atuty. Uśmiecham się tam samo niepewnie jak on. Łapie się za boki moich spodni i oboje się śmiejemy gdy je pociągam. To oczywiste że nie pójdziemy tak nigdzie. -Dobra, to może coś zamówię, nie chce się z tobą pokazywać tak. Znowu staje się pewny siebie.
-Naprawdę nie chce przeszkadzać, pójdę. Wskazują palcem w stronę drzwi i chce się ulotnić.
-Chce żebyś została. Uśmiecha się, ale teraz brzmi bardziej stanowczo. -Nie pójdziesz przecież w tych kapciach przez miasto. Wskazuje na moje stopy i ponownie jest mi wstyd. -Zjemy i Cię odwiozę. Wzrusza ramionami i jest podejrzanie miły. -Spokojnie. Najwyraźniej widzi moje poddenerwowanie.
-Chcesz dostać tą firmę? Przyglądam się mu, gdy oboje zajadamy się spaghetti w plastikowego pojemnika.
-To dobra kasa. Wzrusza ramionami i faktycznie mówi mądrze. -Ojciec zapewniał mi wszystko co potrzebowałem, więc ja też kiedyś chce to zapewnić komuś innemu.
-Masz dziewczynę? Wypalam z najgorszym pytaniem jakie mogłam zadać. Mam ochotę strzelić sie w twarz za to co powiedziałam.
-Nie, nie mam. Śmieje się pod nosem. -Spokojnie to nic złego że zapytałaś.
-To było po prostu głupie. Staram się ogarnąć z mojego zawstydzenia.
-Gdybym ją miał pewnie wydrapałaby Ci oczy, gdyby zobaczyła nas w jednym pomieszczeniu. Jego oczy ponownie utkwiły na mojej twarzy. Jednak nie wzrusza mnie to tak bardzo jak przedtem. Przyzwyczajam się. -Wszystkie laski kręcą się koło mnie, bo wiedzą że mam kasę, więc jestem sam.
-Jedyny powód to kasa? Jest zbyt pewny siebie.
-Nie mam zamiaru wydawać masę kasy na jakąś ciasną laleczkę, poza tym co masz na myśli z tym pytaniem?
-Nie uważasz, że może nie masz nikogo ze względu na twój charakter? Nie odwracam na niego wzroku, bo to będzie krępujące. Grzebie widelcem w resztkach makaronu i przyglądam się swoim czynom.
-Co jest nie tak z moim charakterem?
-Nie wiem, po prostu pytam czy tak nie uważasz. Oczywiście, że mu nie powiem jak arogancki się wydaje.
-Wydaje mi się, że za dużo myślisz, daj głowie trochę odpocząć. Mówi niezbyt zadowolony i wcale nie jest miły.
-No widzisz! Wybucham bez większego zastanowienia spoglądając na niego. -Jesteś arogancki. Tłumaczę się prędko nie chcąc wyjść na kompletną idiotkę. -Przepraszam.
-Miałem rację.
-Z czym?
-Że nie powinienem się tyle tobą interesować. Przyglądam się mu a on mnie, nasze oczy są na wspólnej ścieżce i po raz pierwszy nie mam ochoty odwrócić oczu. -Jesteś zadziorna, nie dajesz sobą rządzić, to podniecające. Mówi a ja czuję jak w moim brzuchu przewraca się cała nasza kolacja. Jego dłoń opada na moją nogę i sunie w górę pociąga mnie za biodro, zsuwam się z barowego krzesła pod jego wpływem. Stoję przy nim, twarzą w twarz a pomiędzy nami jego przestrzeń niewielka. -Masz seksowne oczy. Mówi i brzmi tak ponętnie. Puszcza mnie po chwili i śmieje się przyglądając się, jak bardzo przerażona jego zachowaniem jestem. -Miałaś iść ze mną na bankiet. Puszcze mnie i cała magia pryska. Oczekiwałam czegoś więcej.
-Jest 18:30.
-Stylowe spóźnienie. Wzrusza ramionami. Najwyraźniej nie przywiązuje uwagi do szczegółów.
-Jestem w kapciach. Śmieje się. Znowu zapomniał o fakcie jak wyglądam.-To chyba nie odpowiednie.
-Kapcie też są seksowne. Mówi z pełnym przekonaniem w głosie.-Trudno, następnym razem Ci nie odpuszczę. Wskazuje na mnie palcem i jest w stylu "hej dziecko mówię do Ciebie."
-Następnym razem? Zaciskam wargi w jedną linię, czyli że chce ze mną gdzieś wyjść. Tak!
-Myślisz, że powinienem odwieźć Cię do domu? Patrzy na mnie przymrożonymi oczami. Cała w środku chce tu zostać. Mówiłam intryguje mnie cholernie. -Możesz zostać, zajmiemy się wszystkim na kanapie razem. Mówi a jego oczy wyraźnie krzyczą do mnie seks. Cała moja ochota pozostania tutaj tryska. W jednej sekundzie to jak bardzo pociągający jest przestaje na mnie działać.
-Odwieź mnie do domu, ok? Zmieniam ton i wzrok na bardzo słodki. Chce bez wymuszania tego na nim wyjść stąd i znaleźć się w domu.
-Cokolwiek powiesz. Pokazuje rząd swoich białych zębów a jego oczy tak samo się uśmiechają.
-Jesteś strasznie tajemniczy. Siedzę w fotelu pomarańczowego piękna, który bezszelestnie przemierza kolejne kilometry. Czuję jak zmęczenie bierze nade mną górę. -Powiesz mi coś o sobie? Zmęczenie to też u mnie rozplątany język. Przestałam się wstydzić przed nim i po prostu pytam.
-Jeszcze żadna dziewczyna nie chciała o mnie czegoś wiedzieć. Uśmiecham się na jego słowa, czyli że jestem pierwszą zainteresowaną jego osobą? To bardzo możliwe. -Jesteś strasznie dziwna.
-Pytałam o Ciebie, nie o to co o mnie myślisz.
-Moja arogancja Ci się udziela słońce? Jest rozbawiony. Normalka.
-Pewnie tak CHMURKO.
-Z czasem dowiesz się o mnie wszystkiego, czego i tak bym nie powiedział. Brzmi to obiecująco. Nie pokazuje uczuć, jednak Madison wewnątrz krzyczy. Może mu się spodobałam? -Nie zasypiaj. Uśmiecha się słodko, ponownie formując dołeczki na policzkach.
-Jetem zmęczona. Mamrocze pod nosem nadal trzymając zamknięte oczy.
-Ja też, tylko że ja jeszcze muszę wrócić do siebie.
-Pech chciał. Uśmiecham się, nadal nie mając ochoty na otwarcie oka. Jest mi ciepło i wygodnie. Nic więcej nie potrzebuje żeby tutaj zasnąć.
-Za moment będziemy pod twoim domem.
-Nazwiesz to drugą randką? Śmieje się na wspomnienie tamtego wieczoru i jakże ciekawego pożegnania.
-Na drugiej pocałunek to nie łamanie zasad. Czuję, że spogląda na mnie. Satysfakcjonuje mnie to bardzo. Czuje, że ma uznanie w oczach gdy na mnie patrzy. -A łamanie zasad jest podniecające.
-Jeśli Ci nie pozwolę, to będzie łamanie zasad. Uśmiecham się sama do siebie. Jest twój. Powtarzam to w myślach.
-Mam nadzieje, że masz coś przeciwko temu, że przyłożę moje wargi do twoich pełnych ust i lekko ugryzę cię w dolną wargę. Cholera! Czuje jak moje poczucie zawstydzenia wraca. Jest taki bezpośredni. Przechodzą mnie ciarki gdy czuje jak auto się zatrzymuje. -Otwórz oczy, jesteśmy na miejscu.
-Nie mam ochoty. Mruczę nadal bez jakiegokolwiek entuzjazmu.
-Więc pocałuje Cię gdy masz je zamknięte. Mówi a jego gardłowy śmiech odbija się od mojej skóry, by po chwili nasze usta wykonały krótki, lecz ponętny taniec. -Teraz już możesz otworzyć. Robię tak jak powiedział i widzę jego duże zielone oczy. Łagodny ton. Czysta skóra. Ogolony. Jest jak książę z bajki? Nie on nie jest zdecydowanie jak książę, on ich tylko przypomina. -Cześć. Mówi i wyraźnie sygnalizuje, że powinnam się ocknąć i wysiąść.
-Cześć. Powtarzam bez tchu i wysiadam z auta. Idę w stronę wejścia do domu. Słysze jak podjeżdża za mną.
-Zostaw mi swój numer. Krzyczy zagłuszając muzykę wewnątrz auta.
-Poszukaj w domu. Mówię triumfalnie i zatrzaskuję za sobą drzwi znikając mu z pola widzenia.
-Jest 18:30.
-Stylowe spóźnienie. Wzrusza ramionami. Najwyraźniej nie przywiązuje uwagi do szczegółów.
-Jestem w kapciach. Śmieje się. Znowu zapomniał o fakcie jak wyglądam.-To chyba nie odpowiednie.
-Kapcie też są seksowne. Mówi z pełnym przekonaniem w głosie.-Trudno, następnym razem Ci nie odpuszczę. Wskazuje na mnie palcem i jest w stylu "hej dziecko mówię do Ciebie."
-Następnym razem? Zaciskam wargi w jedną linię, czyli że chce ze mną gdzieś wyjść. Tak!
-Myślisz, że powinienem odwieźć Cię do domu? Patrzy na mnie przymrożonymi oczami. Cała w środku chce tu zostać. Mówiłam intryguje mnie cholernie. -Możesz zostać, zajmiemy się wszystkim na kanapie razem. Mówi a jego oczy wyraźnie krzyczą do mnie seks. Cała moja ochota pozostania tutaj tryska. W jednej sekundzie to jak bardzo pociągający jest przestaje na mnie działać.
-Odwieź mnie do domu, ok? Zmieniam ton i wzrok na bardzo słodki. Chce bez wymuszania tego na nim wyjść stąd i znaleźć się w domu.
-Cokolwiek powiesz. Pokazuje rząd swoich białych zębów a jego oczy tak samo się uśmiechają.
-Jesteś strasznie tajemniczy. Siedzę w fotelu pomarańczowego piękna, który bezszelestnie przemierza kolejne kilometry. Czuję jak zmęczenie bierze nade mną górę. -Powiesz mi coś o sobie? Zmęczenie to też u mnie rozplątany język. Przestałam się wstydzić przed nim i po prostu pytam.
-Jeszcze żadna dziewczyna nie chciała o mnie czegoś wiedzieć. Uśmiecham się na jego słowa, czyli że jestem pierwszą zainteresowaną jego osobą? To bardzo możliwe. -Jesteś strasznie dziwna.
-Pytałam o Ciebie, nie o to co o mnie myślisz.
-Moja arogancja Ci się udziela słońce? Jest rozbawiony. Normalka.
-Pewnie tak CHMURKO.
-Z czasem dowiesz się o mnie wszystkiego, czego i tak bym nie powiedział. Brzmi to obiecująco. Nie pokazuje uczuć, jednak Madison wewnątrz krzyczy. Może mu się spodobałam? -Nie zasypiaj. Uśmiecha się słodko, ponownie formując dołeczki na policzkach.
-Jetem zmęczona. Mamrocze pod nosem nadal trzymając zamknięte oczy.
-Ja też, tylko że ja jeszcze muszę wrócić do siebie.
-Pech chciał. Uśmiecham się, nadal nie mając ochoty na otwarcie oka. Jest mi ciepło i wygodnie. Nic więcej nie potrzebuje żeby tutaj zasnąć.
-Za moment będziemy pod twoim domem.
-Nazwiesz to drugą randką? Śmieje się na wspomnienie tamtego wieczoru i jakże ciekawego pożegnania.
-Na drugiej pocałunek to nie łamanie zasad. Czuję, że spogląda na mnie. Satysfakcjonuje mnie to bardzo. Czuje, że ma uznanie w oczach gdy na mnie patrzy. -A łamanie zasad jest podniecające.
-Jeśli Ci nie pozwolę, to będzie łamanie zasad. Uśmiecham się sama do siebie. Jest twój. Powtarzam to w myślach.
-Mam nadzieje, że masz coś przeciwko temu, że przyłożę moje wargi do twoich pełnych ust i lekko ugryzę cię w dolną wargę. Cholera! Czuje jak moje poczucie zawstydzenia wraca. Jest taki bezpośredni. Przechodzą mnie ciarki gdy czuje jak auto się zatrzymuje. -Otwórz oczy, jesteśmy na miejscu.
-Nie mam ochoty. Mruczę nadal bez jakiegokolwiek entuzjazmu.
-Więc pocałuje Cię gdy masz je zamknięte. Mówi a jego gardłowy śmiech odbija się od mojej skóry, by po chwili nasze usta wykonały krótki, lecz ponętny taniec. -Teraz już możesz otworzyć. Robię tak jak powiedział i widzę jego duże zielone oczy. Łagodny ton. Czysta skóra. Ogolony. Jest jak książę z bajki? Nie on nie jest zdecydowanie jak książę, on ich tylko przypomina. -Cześć. Mówi i wyraźnie sygnalizuje, że powinnam się ocknąć i wysiąść.
-Cześć. Powtarzam bez tchu i wysiadam z auta. Idę w stronę wejścia do domu. Słysze jak podjeżdża za mną.
-Zostaw mi swój numer. Krzyczy zagłuszając muzykę wewnątrz auta.
-Poszukaj w domu. Mówię triumfalnie i zatrzaskuję za sobą drzwi znikając mu z pola widzenia.