sobota, 14 września 2013

X

X
__________

-Mam nadzieje, że jesteś bardzo głodna. Delikatny ton Harry'ego, to coś bardzo przyjemnego.
-Sporo tego. Mówię bez emocjonalnie spoglądając na wiele srebrnych pokrywek. Miękki szlafrok otula moje ciało a z włosów ociekają resztki wody. Jetem zdecydowanie odprężona, aczkolwiek czuję poddenerwowanie. -Przepraszam, że naskoczyłam na Ciebie. Ukazuje mu skruchę tak bardzo jak tylko mogę to zrobić. Widzę jego zakłopotanie, najwyraźniej przypomniały mu się moje słowa.
-Jasne. Zwięźle i z żalem. -Jemy? Pyta nadal nie okazując żadnego konkretnego uczucia. Styles dlaczego taki musisz być? Przytakuje głową z pogodnym wyrazem twarzy. Przysiadam się niepewnie na kanapie przed stolikiem.


-Jestem pełny. Odsapuje jakby z ulgą.
-Ta, ja też. Uśmiecham się niezbyt zadowolona. Zatrzymując wzrok na telewizorze.
-Mało entuzjazmu słyszę. Stwierdza dość trafnie i chłodno. -O co chodzi? Odkłada pilot na stolik i oddaje mi całą swoja uwagę. Zawsze gdy to robi czuje nieprzyjemne uczucie strachu.
-O nic. Wzruszam ramionami nie przystając na jego pytaniu. Nadal patrzę się w telewizor. Harry z poirytowaniem podnosi pilot i wyłącza go.
-Nie znoszę jak mnie ignorujesz.
-Trudno. Wzruszam ramionami bojąc się to zrobić. Wstaje z kanapy nie pozostawiając go wesołego.
-Co jest z tobą nie tak huh ? Pyta rozkładając nerwowo ramiona, gdy zrywa się raptownie z kanapy. -Co jest ze mną nie tak?
-Nie jestem po prostu kolejna laską...
-Nie jesteś. Potwierdzam przerywając mi spokojnie. -Wcale nie oczekiwałem, że będziesz. Brzmi dość przekonująco. -Co wcale nie usprawiedliwia tego jak bardzo mnie irytujesz.
-Oh. Odpieram zawiedziona jego słowami. -Irytuję Cie. -Więc po co mnie tu zabrałeś?
-Myślałem że..
-Że dam się przelecieć? Przerywam mu dość nieuprzejmie. Patrzę w niego i mam w sobie duszę wojowniczki. -W takim razie przepraszam, że Ci na to nie pozwoliłam.
-Nie. Protestuje nerwowo i wyjątkowo nie boje się teraz, gdy jest taki. -Chyba powinniśmy położyć się spać. Uśmiecha się łagodnie, i działa niewiarygodnie uspokajająco na mnie. -Nie jesteśmy na etapie kłócenia się. Beszta mnie w dość łagodny sposób. Nie wierząc sobie, po prostu kładę sie do łóżka i zakrywam nie chcąc go więcej oglądać. -Idę się wykąpać. -Dołączysz? Doskonale wiem, że ma teraz na twarzy ten cwany uśmiech.
-Nie! Bąkam stłumionym i niskim tonem.


-Nadal obrażona? Pyta siadając za moimi plecami, przez co materac lekko się ugina a ja spieram się ciałem o niego. -Jak bardzo ucierpię gdy się położę obok? Pyta i wydaje się rozbawiony. Zdaje sobie z tego sprawę, że jestem jak dziecko, które nie dostało zabawki.
-Bardzo. Odpowiadam cicho udając złą, jednak wcale mi to nie wychodzi.
-Chyba zaryzykuje. Mówi po czym wstaje i przechodzi na drugą stronę łóżka, tak że go obserwuję. Uśmiecha się wyraźnie zadowolony. Jest w samych bokserkach, co nie pomaga w utrzymaniu powagi. Kładzie się na skraju łóżka i przez moment z uśmiechem patrzy w sufit. -Dobra, nadal żyję. I odwraca wzrok na mnie. Przesuwa się przez prawie całą szerokość łóżka i łapie mnie śmiało w tali i przyciąga do siebie, chociaż wcale nie wyrażam na to najmniejszych chęci. -Tak lepiej.
-Nie sądzę.
-Nie pytałem. Ponownie mnie beszta co wcale nie jest przyjemne. -O co Ci chodzi, co?
-Przecież Cię to nie interesuje.
-Gdyby tak było nie zapytałbym. Uśmiecha się triumfalnie. -Nie wydaje mi się, abym Cię źle traktował. Oznajmia i jest zupełnie spokojny i pewny w swoich słowach. -Czego mi brakuje?
-Niczego. Odpycham jego pytanie uśmiechając się wewnętrznie na myśl o tym jak bardzo mi się podoba.
-Dlaczego więc seks ze mną, to dla Ciebie temat tabu?
-Bo chcesz się pieprzyć.
-I co? Nie rozumiem go, jak może tak po prostu nie domyślać się o co mi chodzi. Przecież to jest oczywiste.
-A ja nie chce się pieprzyć. Odpowiadam zarozumiale.
-W ogóle?


-Chce się kochać. Przerywam chwilową ciszę. -Kochać. Dopowiadam jeszcze raz słuchając jak jego serce lekko kołacze.
-oh. Odpiera niezbyt zadowolony i wygląda na nieco zaskoczonego.
-To tak wiele? Pytam gdy ten nadal trzyma mnie blisko siebie i obserwuje jak wykrzywia lekko usta.
-Jesteś. Śmieje się pod nosem z niedowierzaniem. -Pierwszą osobą, która wymaga ode mnie "kochania się"
-Rozumiem, że to źle.
-Nie. -Wcale tak nie powiedziałem. Patrzy na mnie z fascynacją. -To po prostu dziwne. Uśmiech się łagodnie i widzę w nim wiele niepewności. -Co nie oznacza, że mam zamiar zrezygnować.
-Z czego?
-Z Ciebie. Odpiera w sposób, jakby to było wręcz oczywiste. -Pewnie oczekujesz romantyzmu, kwiatów, czułych słówek. Patrzy na mnie ze smutkiem w oczach. -Ale ja nie potrafię tego dawać.
-Wcale tego nie oczekuję. Odpowiadam, bo wcale tak nie jest, oczekuje od niego tylko odrobiny uczucia w tym co robi. -Nie podoba mi się to jak traktujesz chęć uprawiania seksu. Bąkam oburzona pod nosem.
-Czyli chcesz się kochać. Mówi z lekkim rozbawieniem, co w tym śmiesznego?- Więc to zróbmy. Teraz to i ja podzielam jego rozbawienie, to z jakim zapałem to mówił było zaskakujące.
-Chyba boli mnie głowa. Śmieje mu się w twarz, gdy wisi nade mną.
-Kochanie się. Nakłada nacisk na każde z tych słów. -Powinno pomóc. Mówi przygryzając moją wargę. -Pozwól mi. Mruczy mi przy uchu lekko je ssąc. -Chce Cie. Jego dłoń lekko rozwiązuje mój szlafrok.
-To był dzień pełen wrażeń. Odpycham go lekko od siebie, a on w roztargnieniu wsłuchuje się w moje słowa. -Powinieneś spać.
-Ale nie chce. Jego usta ponownie oznaczają nowy teren na mojej szyi i dekolcie, jego zachłanność jest komiczna.
-Ale ja chce. Śmieje się, gdy ten specjalnie delikatnie dotyka skórę mojego brzucha łaskocząc mnie.
-Dobra. Opada na poduszkę obok, udając wielkie nadąsanie. Oh jest tak dziecinny. -Następnym razem nie odpuszczę tak łatwo. Dąsa się zupełnie bez powodu.

-Jesteś straszny. Mówię nadal nie pojmując jego usposobienia.
-Śpiewałabyś inaczej, gdybyśmy się kochali. Odgryza się łagodnym tonem. -Twoja strata. Dodaje zgryźliwie.
-Chcesz mnie sprowokować Styles? Przymykam lekko oczy i patrzę na niego uważnie.
-Oh serio Allen? Wykrzywia się niemiło. -Po nazwisku, to po pysku, ale jesteś kobietą. Uśmiecha się.
-Groźba? Śmieje się z niego. Jak można mieć tyle twarzy wciągu chwili.
-Ostrzeżenie, nie podobasz mi się, gdy mówisz mi po nazwisku. Spływa to po mnie. Dlaczego miałabym go traktować serio, kiedy on tego nie robi.
-Nie podobam Ci się. Udaje zawiedzioną. -To wszystko wyjaśnia.
-Nie łap mnie za słówka. Ostrzega łagodnie. -To bardzo nierozsądne. Uśmiecha się uspokajająco.
-Na dodatek twierdzisz, że jestem nierozsądna? Mieszam go lekko, jednak wcale się tym nie przejmuje.
-Oh przestań to robić. Wzdycha poirytowany. -Jesteś strasznie cwana. Łagodnieje, a ja milczę przez jego humorki. -Mów do mnie. Uśmiecha się zwracając swoje spojrzenie na mnie.
-Po co mam Cię denerwować?
-Nie mogę z tobą. Warczy zadziornie odwracając się do mnie i leży teraz na lewym boku i patrzy prosto w moją twarz. Dlaczego to tak bardzo mnie onieśmiela. Jest tak podniecający. Nadal. -Wcale mnie nie denerwujesz. Przełykam ślinę i staram się go w końcu zrozumieć. -A nawet jeśli, to lubię gdy to robisz.
-W takim wypadku, będę Cię denerwować częściej. Uśmiecham się lekko nie chcąc utrzymywać tej dziwnej i chłodnej aury jaka we mnie zamieszkała.
-Pytałaś czy zobaczymy miasto wieczorem. Oznajmia niejasno. -A tymczasem leżysz tyłem do szyb. Uśmiecha się i gestem pomaga mi się odwrócić na drugi bok. Przyciąga moje plecy do swojej klatki piersiowej i robi mi się zdecydowanie cieplej. -Ślicznie pachniesz. Te słowa brzmią tak przesłodzenie w jego ustach. Przytyka lekko nos do moich jeszcze mokrych włosów i bierze lekki wdech. To dziwne a za razem urocze. Po wszystkim zostawia cmoknięcie na głowie i spiera podbródek na moim ramieniu.
-To bardzo rozpraszające. Mówię cicho. Wiem, że teraz pewnie marszczy brwi i parzy na mnie ukradkiem.
-Co konkretnie? Mruczy patrząc w tym samym kierunku co ja.
-Że leżysz tu prawie nagi. Uśmiecham sie lekko zawstydzona. -To iż mnie przytulasz i mówisz, że ślicznie pachnę. Wymieniam a on nie kryje uśmiechu satysfakcji.
-Nie tego oczekują kobiety? Pyta i wcale nie brzmi to jak pytanie retoryczne.
-Może nie wszystkie kobiety. Poruszam lekko ramieniem szturchając jego twarz, przez co On ją odrywa i całuje mnie tuż na uchem. To tak ohydnie czułe. Co z tobą Harry.
-Dla Ciebie mam specjalny pakiet czułości. Śmieje się cicho. -Nie wiem, czy chce jutro tam jechać znowu.
-Dlaczego? Zastanawiam się skąd w nim ta zmiana. Miałam wrażenie, że przed chwilą jeszcze wszystko w nim buzowało z zapału do jutrzejszego dnia. -Myślałam, że to lubisz.
-Nie bardziej niż Ciebie.
-Próbujesz się podlizać?
-Być może, a powinienem?
-Zależy. Oznajmiam ze zwycięskiej postawy.
-Od czego? Jego ochrypły szept pieści skórę mojego policzka, od którego odbija się jego głos.
-Jeśli podlizujesz się teraz, przytulając mnie, to jak najbardziej to lubię.
-Lubisz to bardziej niż mnie? Rozkosz jaką daje mi jego ciekawość jest nie do opisania. Wyraźnie zadaje pytania z premedytacją, wie że usłyszy to na co czeka.
-To taki pakiet, lubię to wszystko. Uśmiecham sie odwracając lekko w jego stronę. Patrzę na niego przez moment i zastanawiam czy powinnam.
-Co chcesz wiedzieć Madison? Pyta z rozweseleniem. Oh niszczy tą cicha atmosferę.
-Dlaczego zawsze wiesz, że chce o coś zapytać? Wykrzywiam twarz w lekki grymas nie pojmując jego daru.
-Przejdź do rzeczy, huh? Trąca moją twarz swoim nosem. Jest delikatny a za razem stanowczy.
-Co jest między nami? Przygląda mi się w milczeniu, a w jego oczach tańczą iskierki. Chwila zawahania. Zastanowienia? Może zastanawia się, jak mi delikatnie oznajmić, że nic.

-Skłamałbym mówiąc nic. Uśmiecha się skromnie. -Dlatego powiem, że nie mam pojęcia. Całuje mnie lekko w czoło. Opiekuńczy gest. -Uwielbiasz mnie stawiać pod ścianą prawna? Łagodny jak baranek.
-Ja tak tego nie odbieram. Wyjaśniam. -Chciałam wiedzieć co myślisz. Wzruszam ramionami z wyrazem oczywistości i obojętności na to.
-A ty co myślisz? I teraz to on postawił mnie pod ścianą i przyłożył lufę do skroni.
-Nie wiem. Niezadowolona i smutna, a wszystko za sprawą jego niewiedzy.
-Kłamiesz. Uśmiecha się nerwowo, jednak jego wzrok pozostaje niezakłócenie spokojny.-Nie rób tego. Zaciąga lekko kciukiem moja dolna wargę. -Dlaczego nie powiesz?
-To nie ma sensu. Uśmiecham się wymijająco..
-Nie chce żebyś się zakochiwała. Oznajmia łagodnie. Że co przepraszam? Czy on zabrania mi uczucia względem niego? -Nie tak szybko.
-A jeśli powiem, że za późno? Czuję się nieswojo.
-Jakoś sobie z tym poradzimy. Dodaje mi trochę otuchy. Sama nie wiem co to dokładnie znaczy, w jego mniemaniu może to oznaczać wiele perspektyw uczucia. -Naprawdę mi się podobasz. Uśmiecha się miło.
-Pod jakim...
-Doskonale wiesz, że pod każdym względem. Uśmiecha się przerywając mi trafnie. -A teraz chce buziaka za to wszystko.
-Przepraszam, że niby za co? Próbuje wydawać się sceptycznie nastawiona, chociaż wcale tak nie jest.
-Zamilcz niewiasto i daj mi to czego chce. Mówi dość przestarzałym i śmiesznym tonem. -Mmmm jeszcze raz. Mruczy, gdy odrywam się od jego ciepłych warg.
-Ostatni?
-Ostatni. Potwierdza śmiało. Powtarzam pocałunek. Widzę cień zadowolenia na jego twarzy.
-Miał być ostatni. Śmieje mu się w usta.
-Tak, ale teraz ta ja pocałowałem Ciebie. Beszta mnie. -Będę to robił do usranej śmierci. Jego słowa brzmią dość obiecująco, choć wcale nie brzmią poważnie.
-Więc co z jutrem? Nawiązuje do jego poprzedniej niechęci jechania na kolejne "spotkanie".
-Jutro będę się podlizywał do granic możliwości. Zniża się na materacu i kładzie głowę na mój brzuch. -A teraz śpij paskudo.

Pomyśleć, że zmienia się jak nikt inny na tym świecie. I ubóstwiam każde z jego obliczy, każda jego twarz. Wszystkie humory są jak najbardziej przydatne w poznawaniu jego osobowości. To jak mnie intryguje każdego dnia wzrasta. Robi mi sie ciepło i przyjemnie, gdy z takim spokojem leży na moim brzuchu i zasypia, a ja nie mogę powstrzymać się od podziwiania jak oddycha, unosząc klatkę piersiową to w górę, to w duł. Dochodzę do wniosku, że pomimo wszystko to uroczy facet i jest romantyczny, czy tego chce czy nie.