piątek, 6 września 2013

IX


__________

I znowu wyszłam na kompletną idiotkę przez jego tajemniczość. W hotelu jest już zdecydowanie mniejszy ruch. Przechodzimy przez hol a ja wlekę się za Harry'm. Nie rozumiem jak można tak pewnie chodzić, w miejscu, którego się nie zna. To znaczy ja nie znam, on wydaje się być przyzwyczajony do skośnookich ludzi i luksusu. -Często tu bywasz. Pytam doganiając go. Dotrzymanie mu kroku jest nie łada wyzwaniem.
-Kilka razy w roku, a co?
-Bo mam wrażenie, że jesteś tu zadomowiony. Wzruszam ramionami.
-Wydaje Ci się. Uśmiecha się uprzejmie. -Męczysz się czymś? Patrzy na mnie spod brwi. Cóż czuje jakbym biegała truchtem, aby iść obok niego w tym tłocznym mieście. 
-Robisz strasznie duże kroki. Mówię speszona nadal podganiając się do jego tempa. -Ogólnie to szybko chodzisz. 
-Lubię prędkość. Łapie moja dłoń i nieco zwalnia. Dlaczego? Świetnie sobie radzę, przecież się nie zgubię. -Jesteś bardzo roztrzepana. Oświadcza niejasno zaciskając mocniej moją dłoń. -Bałbym się gdybyś się tu zgubiła. Brzmi poważnie. Co byłoby w tym takiego złego. Nie jestem przecież dzieckiem.
-Bałbyś się o co? Pytam chcąc usłyszeć satysfakcjonującą mnie odpowiedź.
-O faceta, który na Ciebie tu wpadnie i będzie chciał Ci coś zrobić. Mówi i brzmi to podejrzliwie. Spoglądam na niego przez moment a moje nogi nadal stawiają kroki. -Powiesiłbym go za jaja. Mówi z szerokim uśmiechem, aczkolwiek brzmi śmiertelnie serio. 
-Nie wydaje mi się, aby ktokolwiek tutaj był..
-Walnięty? Przerywa mi. -To miasto jest naprawdę ciekawe, ale wieczorem można wpaść w kłopoty. Uśmiecha się łagodnie. Czerń w jaką cały się ubrał charakteryzuje go trochę na groźnego faceta. Podoba mi się zdecydowanie. -Zwłaszcza z taką śliczna buźką jak twoja. Dodaje zalotnie, jednak nie do końca brzmi to jak komplement na temat mojego wyglądu. 

-Dokąd idziemy? Zmrok powoli zapada, a na chodnikach robi się nieco luźniej. 
-Zaraz przyjedzie po nas Sam. Kim jest Sam? Panie Styles powinien się pan nauczyć wyjaśniania wszystkiego z góry. -To mój dobry znajomy. Więc czyta mi w myślach i wyciągam z niego telepatycznie więcej informacji? Kolejny z jego talentów o jakich nie mam pojęcia? -Będziesz zmuszona siedzieć mi na kolanach. Na jego twarzy widzę zadowolenie, którego ja nie udzielam. Przynajmniej zewnętrznie. 
-A to z jakiego powodu? Przymykam oczy i staje przed nim patrząc z dołu. 
-Z tyłu po prostu nie ma za wiele miejsca. Zadowolony? Bardzo. 
-Nie wydaje mi się, aby to było zgodne z przepisami, że będziemy na jednym fotelu. Próbuje go choć trochę zgasić. Nie lubie gdy nadmiernie się czymś cieszy. Nadal mam do niego uraz, za ten "incydent" w pokoju.
-Ty wykraczasz za jakiekolwiek przepisy w moim życiu. Jego pełne spojrzenie oh. - I jakoś się nie przejmuję. Wzrusza ramionami.
-Wykraczam, w jaki sposób? Łapię się krańców jego lekkiej kurtki i przyglądam mu się bacznie.
-Każdy. Uderza delikatnie swoim czołem o moje, to zabawny gest. Uśmiecham się. -To on. Kiwa głową w stronę ulicy, a ja się odwracam. Czerwono-czarny Mustang Shelby. Robi wrażenie. Wiele tuningów i zapewne niesamowita moc silnika. -Podoba się? Pyta ciągnąc mnie przed maską tej bestii. Widzę jego radość, jaką sprawia mu widok tego auta.
-Bardzo. Odpowiadam niezbyt pewna, czy chce wsiąść i poznać możliwości tej maszyny. Harry otwiera drzwi po czym wsiada do auta, pośpiesznie witając się ze swoim kumplem. Wyglądają na zżytych ze sobą. 
-Dobra wskakuj. Harry układa się wygodnie w fotelu i gestem zaprasza mnie na swoje kolana. Delikatnie opuszczam się na jego nogi. Tak również nie mamy za dużo miejsca. Odwracam się twarzą do tajemniczego Sama. 
-Cześć. Uśmiecham się miło. Mam nadzieje, że nie zrobię na nim jakiegoś złego wrażenia. 
-Miło. Odwzajemnia mój uśmiech. Cóż bardzo pokrótce się powitaliśmy, ale to mi nie przeszkadza. Przekładam rękę za kark Harry'ego a on patrzy we mnie jak w obrazek. Z tym obsesyjnym pożądaniem w oczach. To niezręczne zwłaszcza, że nie jesteśmy sami. Odwracam wzrok na drogę przed nami i mam ochotę zniknąć. Prędkość z jaką jedziemy na pewno nie jest zgodna z kodeksem drogowym. Wiercę się lekko na nogach Harry'ego zniecierpliwiona. Chłopak to zauważa. Jego dłonie obejmują mnie za brzuch i przyciągają, przez co opieram się o bok fotela, tak że patrze na niego. 
-Spokojnie. Szepcze do mnie cicho. Po niedługim czasie stresującej podróży wjeżdżamy na parking. Pokonujemy któreś z kolei piętro a mnie przelatuje strach. -Za moment będziemy na miejscu. Chłopak mruczy mi do ucha, a ja czuje ekscytacje i obawę w jednym. Jego obecność jeszcze bardziej we mnie to podsyca. 

-No i jesteśmy. Wjeżdżamy na ostatnie piętro a moim oczom ukazuje się pełno aut pokroju sportowego i po wielu przeróbkach. Spora liczba ludzi, pieniądze i skąpo ubrane dziewczyny. Jesteś w jakimś samochodowym burdelu czy coś przegapiłam? Harry popycha drzwi i pozwala mi wysiąść. Stoje spięta i nie wiem jak się zachować w tej obcej mi sytuacji. Chłopak wyskakuje z auta i łapie mnie za rękę. Sam również opuszcza auto i udaje sie do grupki ludzi, którzy nas obserwują. -Chodź. Harry przyciąga mnie do siebie opierając się o auto. Stoimy w bliskim napięciu. -Wszyscy Ci kolesie tutaj. Skinął głową na ludzi, o których przed chwilka wspomniałam. -Musza wiedzieć, że jesteś moja. I zanim zdążam go dokładnie zrozumieć ten całuje mnie brutalnie a za razem namiętnie przy wszystkich tych spojrzeniach. Lekko ściskając moje pośladki. Momentalnie czuję się upokorzona a za razem podniecona jego zachowaniem. Co to ma właściwie znaczyć. Brunet odrywa się od moich ust. -Masz uśmiechać się tylko do mnie. Rozkaz? A za kogo on się teraz ma? Jego głos jest poszarpany i zdeterminowany. Łapie mnie za rękę i śmiało idzie w stronę jak miewam reszty jego znajomych. Wcale nie wyglądają na ciekawe towarzystwo. Staram się wyglądać pewnie, z resztą uścisk jego dłoni dodaje mi jej. Przelotnie lustruję każdą z tych osób. Więc samochody to jego hobby? Cóż, nie jest to wyjątkowe.
 -To twoje hobby. Pociągam go za dłoń i mówię bliżej jego ucha.
-Niezupełnie. Odpowiada skupiając gniewne spojrzenie na jednym z mężczyzn siedzących na masce auta, do którego się zbliżamy. Zatrzymujemy się a Harry zasłania mnie lekko ramieniem. O co chodzi teraz?
-Miło Cię znowu widzieć Styles. Podły uśmiech ciemnowłosego, dość przystojnego mężczyzny jest skierowany na lokatego. Jednak po chwili spogląda z podziwem na mnie. -Cóż za piękną istotkę tym razem..
-Ciebie też. Harry wtrąca mu się w zdanie i odnoszę wrażenie, że nie są w przyjaznych stosunkach.
-Widze nie zmieniasz sprzętu. Wskazuje na czerwono-czarnego Mustanga, którym tu przyjechaliśmy. -To dla rozruchu imprezy, za 5 tysięcy? Patrzy na Harry'ego, a ja zza jego ramienia obserwuje jak jego kości policzkowe się zarysowują, gdy jego żuchwa zaostrza kształt.
-Bez zmian Martins, do Brown Street i z powrotem tutaj. O czym mówią? Ewidentnie się na coś umawiają. Wygląda na to, że dochodzą do porozumienia, gdy rozmówca rzuca papierosa i wstaje z auta.
-Jedziesz z laleczką. Ponownie wspomina o mnie, a Harry przejeżdża kciukiem po moich knykciach.
-Nie sądzę. Uśmiecha się triumfalnie.

Odchodzimy i ponownie idziemy w stronę Sam'a. -Poczekasz tu chwilkę. Mówi łagodnie doprowadzając mnie do boku swojego przyjaciela.
-Co ty robisz? Pytam nie będąc przekonana.
-Pasja. Puszcza mi oczko i lekko przygryza moją wargę. Oh więc teraz mam tu stać i czekać aż łaskawie się nie zabije zawrotną prędkością. -Spokojnie, wrócę po Ciebie. Uśmiecha się zawadiacko. A ja ulegam jego proście zostania tutaj i puszczam jego dłoń. To co właśnie ma się dziać daje dużo do myślenia. Więc piękna bestia należy także do zielonookiego. Lubi prędkość. Adrenalinę. Teraz zauważam skąd w nim momentalne zapały, brutalność. Te cechy zrodziły się z tego co robi. Bezruchu stoję w towarzystwie Sam'a i oboje wpatrzeni jesteśmy w mojego faceta, który wsiada do auta. Biorę głęboki oddech i dopiero teraz zaczynam się na prawdę denerwować.
-Spokojnie, wie co robi. Więc Sam jednak mówi? Zabawne, spoglądam na niego przez moment.
-Od jak dawna to robi? Pytam, skoro już nawiązało nam się na konwersacje.
-Trzy lata. Mówi i nie brzmi zbyt przekonująco. -Ale poważnie jest dobry. Czy chce mi przez to powiedzieć "nic mu nie będzie" bo jeśli tak, to wcale mnie to nie uspokaja. Wierzę w jego umiejętności, ale nie wierze maszynerią w samochodach czy też przypadkom na drogach. On doskonale wie, że pogrywa z niebezpieczeństwem. Sam wypuszcza z płuc chmarę dymu a ja wstrząsam się gdy oba auta ruszają z piskiem opon w duł parkingu.
-Na czym to właściwie polega?
-Frajda, ja osobiście nie do końca to lubię, ale adrenalina gdy prowadzisz to auto. -to coś warte przegrania, czy wygrania kilku dolarów.
-Kilku dolarów. Powtarzam z frustracją.
-Od jak dawna się spotykacie? Pyta po czym prowadzi mnie w stronę barierek. -Tam będzie widać. Wyjaśnia. Podchodzimy do brzegu i za moment widzę światła i auto Harry'ego a za nim jego rywala.
-Dość krótko. Oznajmiam bez emocji.
-To dziwne. Bełkocze cicho. -Zawsze przyprowadzał laski, które zabierał ze sobą. Wzrusza ramionami a po chwili oba auta znikają mi z oczu. Dlaczego więc mnie nie zabrał? Przypomina mi się broń jaka była w torbie. Gdy wychodziliśmy z hotelu. Miał ja chyba przy sobie. Tylko dlaczego?
-Ludzie tutaj używają broni? Patrzę na chłopaka i wyglądam pewnie w jego oczach na głupiutkie dziecko, któremu trzeba wszytko tłumaczyć. Widzę jak się uśmiecha drwiąco pod nosem.
-Nie masz pojęcia co tu się dzieje, prawda? Przygląda mi się przez moment, i jakby mi współczuł. -Harry bierze udział w nielegalnych "ustawkach" ale polegają one tylko na ściganiu się. Mówi i patrzy jak zdenerwowana pochłaniam kolejne informacje. -Wchodzą w to prochy, ostro pierdolnięci ludzie, broń to podstawa, czasem przegrani nie radzą sobie z tym i za wysoko skaczą, wtedy trzeba przyciąć im skrzydła.


Podcina im się skrzydła. Cóż to bardzo mądre i jasne określenie. Serio. Wyprowadziło mnie to z lasu.
-Harry bierze coś?
-Nie, on jest czysty. Śmieje się, lecz nie wiem dlaczego. -Co taka dziewczyna z nim robi właściwie? Patrzy na mnie z przymrożeniem oka i wygląda teraz na miłego.
-Teraz to skręca się ze strachu o niego.
-Nie przypominasz wszystkich jego dziewczyn. To brzmi dośc dumnie.
-Duzo ich było?
-Nigdy chłopaka nie ogarniałem, ale zadziwił mnie tobą. Wyjmuje paczkę papierosów i wtyka sobie jednego do ust, po czym przychyla pudełko w moją stronę. -Chcesz? Pyta z racjonalnej uprzejmości.
-Nie dzięki. Odpycham lekko jego dłoń. Po pewnym czasie słychać ostre piski opon.
-Wracają. Sam jest spokojny i skupiony na warkocie silników, które słychać z daleka.
-Albo daj. Napominam o papierosa. Nie czułam tego smaku od kilku lat. Mam przynajmniej jakieś zajęcie w tym momencie. Hałas silników jest coraz bardziej słyszalny i teraz wracam na środek piętra. Czekam na niego z niecierpliwością i mam ochotę go uderzyć za ten stres jakiego mi nadaje. Znana mi maska wyłania się na piętrze, a ja stoję jak wmurowana, gdy zatrzymuje się kilka centymetrów ode mnie. Cholera. Czuje przypływ gorąca prze to co własnie zrobił. Cholerny dzieciak!
-Co ty robisz? Harry wyłania się z auta i nie wygląda na zadowolonego wskazując na papierosa w moich ustach.
-Musiałam się czymś zająć. W tle słyszę radość i zbliżających się ludzi. I nagle ja znajduję się na boku, gdy Harry przyjmuje gratulacje od jego znajomych od totalnego rozpierdolu. Jego rywal nie zjawia się na parkingu od dłuższej chwili, ale nikt tego nie zauważa poza mną. Przynajmniej tak mi się wydaje.

-Mówiłem, że po Ciebie wrócę. Podchodzi do mnie a na jego twarzy jest to cholerne zadowolenie, przez które mam ochotę cieszyć się z nim. Obejmuje mnie i muska moje usta. -Nie powinnaś palić. Oznajmia łagodnie trącając kciukiem moją dolna wargę. -Nie smakujesz przez to tak dobrze.
-Nie jestem zadowolona. Staram się brzmieć serio, chce żeby mnie w końcu tak zaczął traktować. Urywkowo spoglądam na jego znajomych, którzy świetnie bawią się w jego aucie jak i poza nim.
Pokrzywia się lekko i patrzy na mnie ze zdziwieniem. -To co zrobiłeś dzisiaj w pokoju było...poniżające. Widzę jak ciężko mu przełknąć ślinę, rysy jego twarzy zaostrzają się. -Możemy już stąd iść ? Pytam, a właściwie to naciskam na niego. Chłopak odwraca się i z sztucznym uśmiechem przeprasza swoich znajomych, głupio się tłumacząc. Sam najwyraźniej nie będzie nam towarzyszył w powrocie do hotelu. Siedzę w aucie i staram się wyglądać na rozzłoszczoną, a w głębi serca cieszę się z jego wygranej. Mijamy piętra parkingu w ciszy. -Jestem dla Ciebie za mało atrakcyjna? Wyrywam go z uśpionego skupienia na jeździe.
-Dlaczego tak myślisz?
-To co zrobiłeś było takie jak już mówiłam. Poruszam ręka podkreślając moje słowa. -Inne dziewczyny zabierałeś na wyścigi. Mruczę niezadowolona pod nosem.
-Wytłumaczę Ci coś. Mówi nieco milszym tonem. -Zrobiłem to co zrobiłem, bo nie miałbym satysfakcji że przeleciałbym Cię, ponieważ się mnie bałaś. Wzrusza ramionami i wbija kolejny bieg. Jedziemy dość powoli więc pozwalam mu na to, że spogląda urywkowo na mnie. -Jesteś dla mnie naprawdę atrakcyjna, a w sumie mógłbym powiedzieć, że strasznie mnie pociągasz. Znowu przerywa i parzy na mnie, czyżby obserwował to jak miesza mnie tym wszystkim? -Nie powinnaś się porównywać do innych dziewczyn jakie zabierałem. Mówi i brzmi to jak kwestia próby przeproszenia.

-Wiedziałeś, że zobaczyłam broń? Pytam tuż po tym jak sobie to wszystko ułożyłam.
-Owszem. Odpiera z nienaganną wymową.
-Skąd? Moja mentalność uderza mnie w twarz. Zrobiłam z siebie totalne pośmiewisko.
-Spodnie i koszulki były powkładane do torby na odwrót. Najbardziej oczywista rzecz na świecie. Nie włożyłam tego tak jak trzeba, muszę mu przyznać, że jest strasznie szczegółowy.
-Więc wykorzystałeś to, że się bałam. Syczę na niego z niedowierzaniem.
-Doskonale wiedziałaś, że gdy będziesz się bać ja będę to wykorzystywał. Oznajmia mi, a to co mówi było mi juz doskonale znane. Powtarzał to kilkakrotnie.
-Kazałeś mi założyć ten biustonosz i przed sobą paradować. Mówię z irytacją.
-Chyba nie doceniasz swojego ciała. Uśmiecha sie seksownie. -Bardzo podobało mi się to jak mokra sie robisz przy mnie. Prowokuje mnie i to bardzo skutecznie, a mi na samo wspomnienie robi sie przyjemnie. Ewidentnie widzi moje zakłopotanie. -Więc jesteś zła o wyścig? Patrzy na mnie podejrzliwie aczkolwiek zabawnie.
-Tak. Udaje nadąsaną.
-W takim razie pokaże Ci to, ale bez rywala. Uśmiecha się stanowczo, po czym zatrzymuje się. Więc masz zamiar zabić nas prędkością. Po niedługim momencie ruszamy z piskiem opon, a ja powstrzymuję się od wydania tego samego dźwięku. Patrze to na drogę, prędkościomierz i Harry'ego, jest taki zadowolony gdy to robi. Ale to zdecydowanie nie pasuje, do tego jak wygląda. Droga zwęża mi się przed oczami. Ciekawe czy on ma ten sam efekt w swoich. Siła jaka we mnie uderza lekko wdusza mnie w fotel, sama chce się w niego wcisnąć, to jest czyste igranie ze śmiercią. -Myślisz, że powinniśmy zwolnić? Harry brzmi na rozbawionego, spoglądam na niego i widzę, że on robi to samo.
-Patrz na drogę idioto! Krzyczę na niego. Próbuje mi tym zaimponować, czy jeszcze bardziej przestraszyć. -Myślę że to wystarczy! Nadal panikuje, a on czerpie z tego radość. Prędkość jaka jechaliśmy powoli maleje a moje serce mało nie wyskoczy z piersi.

-Podobało się? Pyta ze spokojem w głosie.
-Jasne. Odsapuje cieniutkim głosem, co go rozbawia. -Naprawdę to imponujące. Uśmiecham się dodając mu pewność tego, że go doceniam. Powoli przemierzamy miasto. A wszystko w moim ciele wraca do swojego normalnego rytmu. Prędkości. -Bardzo Cię to kręci?
-Niemniej niż ty.
-Oh. Uśmiecham się po nosem. -Dużo kasy tam wygrałeś?
-Pytasz mnie o pieniądze? Patrzy na mnie przez moment pytająco. Mógł mnie źle zrozumieć, przecież ciągle mu powtarzałam, że jego pieniądze mnie nie interesują. -Jak widziałaś dziś nie dostałem wygranej. Wzrusza obojętnie ramionami. -Ale to nic, przyniesie mi te pieniądze w zębach. I teraz brzmi cholernie groźnie i nieprzyjemnie.
-Po to właśnie Ci ta broń? Jestem rozczarowana i wcale tego nie ukrywam. -Wiesz, że to nielegalne.
-Tak bardzo nurtuje Cię temat broni, że mam ochotę Cie nią potraktować. Rzuca żartobliwie.
-Twierdzisz, ze nigdy być mi nie zrobił krzywdy. Odpowiadam z poczuciem niepewności.
-Postraszyłbym Cię tylko troszkę. -A później wydawałabyś już tylko miłe jęki. I ponownie nasuwa się temat seksu. Z biegiem chwil wcale mnie to nie drażni. -Miasto będzie wyglądało pięknie z pokoju. Mówi uspokajając moje rozszalałe emocje, który wywołują jego słowa. -Stresujesz się czymś? Pyta zatrzymując się na parkingu pod hotelem. Wyłącza silnik i w pełni podmurowuje mnie swoja pełna uwagą.
-Dlaczego?
-Widzę, że coś jest nie tak. Uśmiecha się. Chce na mnie wymusić odpowiedź. -Jeśli jest coś, co Ci we mnie przeszkadza powiedz mi teraz, zanim będzie za późno.
-Wszystko jest ok, po prostu jestem czasem oszołomiona tym jaki jesteś.
-Jaki? Przygląda mi się bacznie, a ja się czerwienię. -Powiesz mi później. Uśmiecha się i wysiada z auta. Robię to samo i widzę jego zawieszoną minę. -No wiesz! chciałem Ci otworzyć drzwi. Oburza się zabawnie.
-Przepraszam, że nie pozwoliłam Ci udać dżentelmena. Przekomarzam się z nim, co go wyraźnie rozbawia.
-Twierdzisz, że muszę udawać? Patrzy na mnie stojąc po drugiej stronie auta. Wieczór ogarnia moje ciało i nieprzyjemny chłód otula moje ramiona.
-Dżentelmen się nie pieprzy. Oświadczam z nutą sarkazmu. Przechodzę obok niego i pewna wygranej idę w stronę wejścia. -Czy tylko ja jestem głodna? Staram się złamać chwilowo panujący chłód jakim obdarza mnie jego wzrok. Pomimo, że idzie za mną, wiem dokładnie, że się patrzy.
-Nie. Burknął nadąsany pod nosem, a ja mam ochotę zacząć się śmiać  wniebogłosy. -Zależy w jakim sensie. I słyszę jego chrapliwy ton a przy zerknięciu cwany uśmiech. -Możemy zjeść w pokoju. Oznajmia spokojnie dotrzymując mi kroku od samych drzwi do lobby. -Na co masz ochotę? Pyta nachylając mi sie lekko do ucha.
-Zdam się na Ciebie. Odpowiadam i uciekam od jego zbliżenia wsiadając do windy.
-Pewna?
-Pewna.
-Nie boisz sie mi tak ufać.
-Chyba limit lęku się skończył. Harry zbliża sie do mnie dociskając swoim ciałem do jednej ze ścian windy.
-Więc jak będę tak blisko, nie przestraszysz się? Jego dłonie gwałtownie zaciskają się na moich nogach i podnosi mnie do góry, a właściwie przesuwa po ścianie. Mam ochotę się śmiać.
-Nie. Oznajmiam z rozbawieniem w głosie. Chłopak dopycha swoje usta do mojej szyi i lekko ja gryzie, dziwne a za razem przyjemne.
-A teraz?
-Nie. Szepcze starając się opanować moje podniecenie.
-oh, nie rób mi tego, nie mogę Cie przelecieć w windzie. Mówi mi zadziornie do ucha, a to już nie jest takie miłe.


Wchodzimy do pokoju, a ja nie czuje sie komfortowo. -Nie chce się z tobą pieprzyć, bzykać, nie chce żebyś mnie posuwał, nie chce żebyś mnie zaliczył. Wymieniam te wszystkie irytujące mnie nazewnictwa a Harry przygląda mi się uważnie. -Nie chce tego robić. Zmieniam lekko ton, nie chcąc go urazić.
-Weź może prysznic, zaraz coś zamówię. Jego prośba brzmi dość agresywnie.